Ano właśnie, dlaczego? Skąd się samotnicze życie wzięło, na co i po co to komu? Oraz przede wszystkim – więcej z celibatu pożytku czy szkody?

Czy chrześcijańscy duchowni żyją w celibacie?

Zacznijmy od tego, gdzie lokuje się katolicyzm. Uprzejmie donoszę, dla tych kompletnie zielonych w kwestiach religijnych, że jest on mianowicie jednym z odłamów chrześcijaństwa. Mamy więc wielką chrześcijańską rodzinę, która doczekała się kilkorga dzieci, a wśród nich najbardziej znane są – katolicyzm, protestantyzm (to te Lutry niemieckie, 54 tezy Pana Marcina i tym podobne sprawy) oraz prawosławie (to te Ruskie, zawodzą pieśni, chodzą w wielkich czapach na mądrych głowach). Sprawa ma się tak, że cała trójca wierzy:

1. w jednego i tego samego Boga,

2. że Chrystus jest Bożym Synem,

3. że Biblia to księga święta, uznając ją za fundament wiary.

Innymi słowy – mają te same podstawy, jeno różnią się szczególikami poszczególnymi. Wśród nich – podejściem do małżeństwa duszpasterzy. Lutry bowiem (czyli protestanci) pozwalają, coby ich „księża” (zwani pastorami) mieli żony i dzieci. Swego czasu, za mego dziecięctwa, nadawany był taki serial jak „Siódme niebo” – kojarzycie? Tam właśnie pokazywano losy familii protestanckiej, a konkretnie życie rodzinne pastora (nomen omen aktor grający główną rolę, po latach został oskarżony o pedofilię, o ironio!), co to miał żonę i wesołą gromadkę dzieci. Ruscy „księża” (czyli popi) też się hajtać mogą, a co! Z tym, że u nich to jest opcja dopuszczalna jedynie do pewnego stopnia wtajemniczenia duchowego. Przekładając na warunki katolicyzmu – tak, jakby zwykły parafialny ksiądz mógł mieć żonę, ale już arcybiskup winien cechować się stanem wolnym.

Co to oznacza i po kiego diobła przytoczyłam przykłady? Coby pokazać, iż jeno katolicyzm uparcie i zażarcie trzyma się idei celibatu, choć inne krześcijany założenia tego nie podzielają. Daje do myślenia, prawda? Nie, że większość ma zawsze rację, broń Boże. Chodzi jedynie o to, by tej większości się przyjrzeć i choćby zastanowić, czy jednak ziarna prawdy w ich podejściu nie ma.

Jak to ongiś bywało, czyli początki celibatu

Rys historyczny, pobieżny i uproszczony, jako że historykiem nie jestem (niemniej na maturze zadawałam, i to z całkiem niezłym rezultatem). Robię jednak porządne risercze –  kilka lat w zawodzie prawniczym zrobiło swoje. Oto, co w wyniku dociekań, udało mi się ustalić w kwestii celibatu kaznodziejów:

Primo – celibat w żadnym miejscu nie jest narzucany przez Biblię. Podkreślam – w żadnym. Nie ma słowa jednego, że kapłani muszą żyć w seksualnej ascezie.

Secundo – celibat został wprowadzony dopiero w XI wieku, przez papieża Grzegorza VII. Czy też, żeby być bliższą prawdy – dopiero ów zwierzchnik kościelny postanowił w sposób formalny rozprawić się z rozpustą w kościele. Ponoć, wedle ustaleń historyków, celibat wśród duchownych tak naprawdę zaczął utrwalać się dopiero w okolicach XIII wieku.

Pytanie brzmi – skoro Biblia nie nakazuje kapłanom żyć w celibacie, dlaczego tak zwani Ojcowie Kościoła (katolickiego) wpadli na pomysł, że są mądrzejsi niż Słowo Boże, zobowiązując duchownych do życia w bezwzględnej wstrzemięźliwości?

Celibat jako lekarstwo na sodomię i nepotyzm?

Wiecie, czasy średniowiecza to musiały być czasy trudne 😉 . Nie mam tu na myśli braku dostępu do bieżącej wody czy braku internetów. Rzecz w tym, że nie bez powodu okres ten zwany jest potocznie ciemnymi wiekami. Ludzie byli wówczas – nikomu nie umniejszając – słabo wykształceni, dość brutalni w poczynaniach (nigdy nie wyjdę z podziwu nad tym, jakie przerażająco-wymyślne kary serwowano skazańcom) i rozpustni w żywocie. Spod frywolnego trybu nie byli oczywiście wyłączeni duchowni, bądźmy ze sobą szczerzy. Wielu funkcjonowało na zasadzie hulaj dusza, piekła nie ma – kradli, bili, mieli wiele kobiet, a przy tym wszystkim mówili ludziom, jak żyć pobożnie. Hipokryzja level master.

Nie dziwię się więc, że ówczesny Papa postanowił położyć kres rozwiązłemu trybowi bytowania swoich wysłanników, czyli kapłanów. Wytłumaczcie mi jednak, po cholerę jasną od razu trzeba było ich pakować w celibat? Nie mógł taki papież wydać dekretu czy innej bulli, że od dziś każdy duchowny ma być wzorem męża, ojca i przyjaciela? Wierny jednej żonie, opiekuńczy względem swoich dzieci oraz oddany posłudze kapłańskiej? Ano, nie mógł. Nieprzyzwoity i demoralizujący sposób postępowania duchowieństwa nie stanowił najwyraźniej głównego zmartwienia zwierzchników kościoła. Przecież wielu papieży nie ustępowało innym kapłanom pod względem orgiastycznego, grzesznego trybu życia – ot, weźmy takiego Rodrigo Borgia, znanego jako Aleksander VI. Historia pokazuje, że jak nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Nie inaczej było w tym przypadku.

A może… tani sposób na bogacenie się kościoła?

Kościoły oraz klasztory otrzymywały dość spore darowizny, zarówno finansowe jak i przede wszystkim ziemskie. Nietrudno przewidzieć, że kapłani posiadający rodziny, chcieli w najlepszy możliwy sposób zadbać o swe pociechy, przekazując im zgromadzony majątek… w tym również i ten, który mógłby przypaść w udziale kościołowi. Celibat sprawił, że taki samotny duchowny nie miał komu przekazać bogactw. Siłą rzeczy nie mógł też zabrać majątku ze sobą do grobu. Powiedzcie mi, któż więc lepiej zadbałby o interes materialny kościoła niż żyjący w celibacie kapłani? Właśnie dlatego zafundowano im celibat.

Nie wszyscy jednak, jak się domyślacie, byli zachwyceni pomysłem na nowy sposób życia. Co ciekawe i zupełnie niespodziewane, część duchownych podnosiła, że zakaz małżeństw, zamiast doprowadzić do odnowy moralnej kleru, odniesie wprost odwrotny skutek. Tak, tak, ci naprawdę zdroworozsądkowi kapłani twierdzili, że jeśli ludzie nie będą mogli realizować swoich potrzeb seksualnych w sposób legalny, w kościele zaczną mnożyć się zachowania niemoralne oraz perwersyjne. I co, nie mieli racji? Z problemem dewiacji wśród księży mierzymy się do dziś – najlepszym potwierdzeniem jest film braci Siekielskich, który to w ostatnim czasie wywołał pospolite (po)ruszenie wśród narodu polskiego. Pedofilia, homoseksualizm i nieślubne dzieci – coś, co wśród katolickich kapłanów wydaje się być niemal normą. A co wedle nauczania kościoła – jest absolutnie niedopuszczalne.

Kim jest dobry kapłan według Biblii?

No cóż, gdy człek otworzy Księgę Ksiąg, a konkretnie Nowy Testament, to stoi tam jak byk, że:

„Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?”
(1 TM, 2-5)

Nie wiem, czy ten fragment wymaga jakiegoś komentarza. Jest klarowny – kapłani, żeby umieć troszczyć się o kościół, powinni najpierw umieć zatroszczyć się o swój dom. Być wzorem męża oraz ojca – dawać dobry przykład wiernym. Zatem skąd celibat, skoro nie z Biblii? I jak współczesny kościół tłumaczy utrzymywanie tegoż?

I kim jest dobry kapłan według nauczań kościoła?

No dobra, skąd pomysł celibatu wziął się w średniowieczu – już wiadomo. Dodatkowo, asceza seksualna stanowiła moralną cnotę, której posiadanie było niezbędne do tego, by móc naśladować Chrystusa. Syn Boży jak wiadomo całą swoją ziemską przygodę przeżył w czystości.

Takie wyjaśnienie, dla ludzi żyjących w owych czasach, jestem w stanie zrozumieć. Nie potrafię jednak ogarnąć, jak to możliwe, że w dzisiejszym świecie kościół tłumaczy istnienie celibatu w ten sam sposób? Dla zobrazowania, przytoczę Wam fragmenty artykułu, który wyszukałam w czeluściach katolickiego portalu internetowego. Rzecze on o potrzebie ascezy seksualnej wśród księży. Zaczyna się… z grubej rury:

Jeśli Chrystus trwał w celibacie wyrażającym oddanie się Ojcu, trwał również w celibacie dla swojego Kościoła. A więc celibat księdza przedłuża zatem tę dziewiczą miłość Chrystusa do Kościoła i nadprzyrodzoną płodność tej miłości.

Błagam, niech mi ktoś tę argumentację wytłumaczy, bo dla mnie stanowi niejasny bełkot i masło maślane. Przy okazji – postawmy sprawę jasno. Chrystus, z tego co kojarzę, był Bogiem. Duchowny, z tego co wiem, jest człowiekiem. Serio, kościół wymaga od ułomnych ludzi sił nie z tej Ziemi? Ale idźmy dalej, bo jest naprawdę… ciekawie:

„Co więcej, w dzisiejszych rozseksualizowanych czasach celibat kapłana jest właśnie obroną człowieczeństwa przed stopniowymi próbami zrównania popędów ludzi i zwierząt.”

Ale… że o co chodzi? Jak żona uprawia seks z mężem to się odczłowiecza, czy jak? Wstępują w nią zwierzęce popędy (może i w niektórych sytuacjach tak bywa 😉 )? Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że autor nam ubliża? Dobrze rozumiem jego twierdzenia, iż jesteśmy dzicy i pierwotni, a gdyby nie celibat księży – niczym byśmy się od zwierzaków nie różnili? Aha.
(przytoczone fragmenty pochodzą z portalu Pch24.pl, „Celibat nie jest wymysłem człowieka”)

Czy w dzisiejszym świecie jest miejsce na celibat?

Wziąwszy powyższe pod uwagę, skłaniam się ku temu, że jednak Marcin Luter miał rację, odrzucając przymusowe bezżeństwo jako nienaturalne oraz niemające potwierdzenia w Biblii. No bo – to JEST nienaturalne. I NIE MA potwierdzenia w Biblii. Oczywiście, nikt nikomu nie każe brać ślubu – jeśli dany kapłan nie odczuwa takiej potrzeby – niechaj na siłę żony nie szuka. Są wędrowni kaznodzieje, jak uwielbiany przeze mnie o. Adam Szustak – w jego przypadku faktycznie na rodzinę nie starczyłoby czasu, tak bardzo zaangażowany jest w działalność duchowną. Jednak jeśli ksiądz chciałby mieć żonę i dzieci – w czym to komu przeszkadza? Ja widzę same plusy – przede wszystkim byłby bliżej ludzi, znając ich utrapienia, bolączki i problemy z autopsji.

Bóg dał nam wolną wolę i prawo wyboru. Dlaczego więc hierarchowie kościoła katolickiego pozbawili tego prawa księży, narzucając im życie w ascezie seksualnej? Przymusowy celibat przyniósł zdecydowanie więcej szkody niż pożytku. Sprawił, że w kościele „schronienie” znalazło wielu dewiantów – pedofilów. Sprawił, że sporo księży żyje w zakłamaniu, nie mogąc poślubić kobiety, którą kochają. W końcu sprawił, że ludzie, widząc hipokryzję duchownych – zaczęli się od kościoła odwracać. I jest to proces postępujący. Niestety.

Dodaj komentarz