Domowa izolacja wielu z nas może wpędzić w stan przygnębienia, a z nudów część uwięzionych jest o krok od rozpoczęcia chodzenia po ścianach. Pół biedy, jak kogoś “odcięło” we własnym domu, z własnym ogrodem – człowiek przynajmniej może się wygrzać wśród zieleni i urządzić sobie śniadanie na trawie.

Przydomowy ogródek pozwala nie dostać do głowy zwłaszcza tym, którzy są szczęśliwymi posiadaczami berbeci… w ilości więcej niż jedna głowa 😉. Można otworzyć drzwi i patrzeć, jak dzidziutki radośnie wybiegają z lokum, hasają  po trawie – widok bezcenny. A jak człowiek odrobinę bardziej zamożny i do ogródka wstawi sobie (znaczy się dzieciom, dzieciom!) huśtawkę, piaskownicę czy inną trampolinę – to życie w izolacji nabiera znacznie bardziej znośnego wymiaru. Zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.

Rodzicom, którzy utknęli ze swoimi licznymi pociechami (licznymi, czyli co najmniej dwójką)  w mieszkaniu, i to mniejszym niż 50 m2, należą się słowa uznania oraz owacje na stojąco.

A także coś “na zdrowie”,  co ukoi skołatane nerwy 😀.

Obstawiam, że większość społeczeństwa znalazła się w tej drugiej sytuacji, tj. jesteśmy zamknięci rodzinnie w mieszkaniu, z czerpakiem świeżego powietrza w postaci balkonu. Co prawda lepszy taki balkonowy spacerak niż żaden, ale nie zmienia to jednego – poczucia bycia uwięzionym. Co robić, żeby nie oszaleć? Można każdemu domownikowi wręczyć małe okienko na wielki świat, czyli telefon. Ja takie rozwiązanie rozumiem i szanuję, ale… tym, którzy jednak chcą dać odpocząć spojówkom oraz opuszkom palców – polecam wspólne zabawy lub wyciszenie w samotności – w zależności od tego, czy utknęliście gromadnie, czy w pojedynkę.

Oto moje pomysły na urozmaicenie sobie czasu spędzanego wśród czterech ścian:

Planszówki zawsze spoko

Wszelkie gry, te namacalne, nie na ekranie monitora, mają potencjał, żeby stać się bronią przeciwko nudzie. Poniżej absolutni faworyci wśród planszówek. To taki zestaw survivalowy, który powinien znaleźć się w każdym domostwie.

Dobble

Dobble to moja ulubiona gra, miłość od pierwszego wejrzenia. Zasady są banalne, a radość z zabawy wielka. Czy jest na świecie ktoś, kto jeszcze nie słyszał o Dobblach? To ja szybciutko i skrótowo objaśnię. Mamy talię okrągłych kart. Na każdej karcie narysowanych jest kilka symboli. Co najważniejsze – każda z kart ma jeden i tylko jeden wspólny symbol z innymi kartami. Nasze zadanie polega na tym, by jak najszybciej (szybciej niż pozostali uczestnicy) dostrzec ten wspólny symbol. Proste? Pozornie tak, ale gwarantuję, że jak tylko zaczniesz rozgrywkę, na usta będą Ci się cisnąć słowa:  “ej, moja karta jest wybrakowana, serio, niczym się nie łączy z innymi!”

W Dobblach fajne jest jeszcze to, że mamy kilka wersji, tzn. znajdziemy karty z symbolami z Harrego Pottera, z Krainy Lodu, edycje świąteczne, wakacyjne itp. Pojawiło się nawet wydanie dedykowane najmłodszym z najmłodszych, czyli trzylatkom. Słowem – do wyboru do koloru. Polecam, gra skradnie Wasze serca ❤.

Taboo

Kolejna gra, która zauroczyła mnie od pierwszego “rozdania”. I kolejna o banalnych zasadach. Znacie, lubicie? To zabawa z cyklu “żeby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Gra polega na tym, żeby w określonym czasie opowiedzieć pozostałym uczestnikom – tym z Twojej drużyny – o słowie znajdującym się na wylosowanej karcie. Jeśli odgadną hasło – punkt dla Was. Żaden problem, prawda? Trudność polega na tym, że opisując hasło, nie można używać zakazanych słów. Przykładowo: musisz sprawić, żeby Twoja drużyna odgadła, że mówisz o “przecinku”, ale do opisu hasła nie możesz użyć tabu takich jak: “interpunkcja”, “znak”, “przestanek”, “zdanie” i “kropka”. No uwielbiam i mogłabym grać bez końca, gdybym tylko miała odrobinę starsze dziecko 😀. Niby jest wersja dla młodszych uczestników, ale nadal – musimy poczekać jakieś 4-5 lat, zanim Dzidziulec będzie mógł czerpać frajdę ze wspólnej zabawy.

Monopoly

Czy ja tę grę muszę komukolwiek przedstawiać? Hit hitów, przekazywany z pokolenia na pokolenie, cieszący się niesłabnącą popularnością. Monopoly doczekało się niezliczonych wersji – dla maluchów mamy Junior, dla lubiących szybkie rozgrywki – Speed, dla oszukistów – Cheater Edition, a dla wielbicieli bajek – Monopoly a’la Kraina Lodu czy Toy Story. Ja jednak pozostaję wierna klasyce – nigdy się nie zestarzeje i nie wyjdzie z mody 😉.

Pytaki

Ta gra to cudo. Niby banalna forma (karty z pytaniami), ale to właśnie w prostocie tkwi siła. I w dialogu. A ta gra łączy jedno z drugim. Na czym polega? Chyba najtrafniej będzie wkleić opis zabawy ze strony twórców Pytaków:

Pytaki® są przyjemną, prostą grą integracyjną dla całej rodziny

Gracze siadają razem i losują z woreczka „PYTAKI” czyli żetony, a następnie odpowiadają na wylosowane pytanie lub wykonują zadanie.
Pytania dotyczą różnych dziedzin życia a refleksja nad nimi i słuchanie odpowiedzi innych zapewniają graczom:

– Lepsze poznanie się

– Rozwój świadomości emocjonalnej

– Ćwiczenie komunikacji, słuchania, opowiadania

– Kształtowanie postaw empatycznych

– Ćwiczenie cierpliwości

– Wspieranie nauki czytania i liczenia wśród najmłodszych“.

Gra, która wymaga od nas szczerej rozmowy i uważnego słuchania najbliższych? Ja to kupuję!

Mistakos

Ja nazywam Mistakos zaawansowanymi bierkami lub niepoukładaną Jengą 😉. Tak czy inaczej – gry zręcznościowe to dobry pomysł na leniwe popołudnie. Zresztą, walka o stołki zawsze jest emocjonująca. Nawet wtedy, kiedy rywalizujesz nie ruszając się z domu na pół kroku 😉.

A wszystkim tym, którzy ugrzęźli w swoim gniazdku w samotności – pozostaje niezawodna kostka Rubika, krzyżówki, kolorowanki dla dorosłych, czy gry typu escape room. Tak, tak, są planszówki oparte na pomyśle escape roomów! No i samotnicy mają nieograniczony dostęp do najlepszej rozrywki świata – niekończących się, beztroskich godzin relaksu z książką w ręce. Coś, na co większość osób mających pełną chatę nie może sobie zbyt często (i zbyt długo) pozwolić. Dla mnie to prawdziwy Święty Graal 😉.

Książka dobra na wszystko

Gdybym nie miała w pobliżu Męża i Dzidziulca to z całą pewnością większość czasu spędzanego w zamknięciu poświęciłabym na czytanie. Serio, dla mnie to najlepsza forma rozrywki, jaką wymyślono. Po które tytuły warto sięgnąć? Cóż, zależy co kto lubi. Ja chętnie czytam i kolejne części prawniczych thrillerów autorstwa ośmieszanego przez niektórych Remigiusza Mroza, i literaturę popularnonaukową.

Nie będę ukrywać, że obecnie najczęściej przewracam kartki książek dla dzieci. Na drugim miejscu stawiam te pomagające rodzicom przetrwać kryzysy w komunikacji, pojawiające się na linii opiekun-podopieczny. Absolutnym olśnieniem jest dla mnie książka “Dialog zamiast karZofii Aleksandry Żuczkowskiej – polecam każdemu posiadaczowi małych człowieków. Co prawda nie znajdziecie tu ani grama przepisu na sukces rodzicielski, ale… znajdziecie mnóstwo wskazówek jak sprawniej, lepiej i jaśniej komunikować się z innymi. Nie tylko z dziećmi. A wszystko to w duchu nurtu Porozumienia Bez Przemocy. Z książki dowiesz się, że to wcale nie berbeć/ partner/ kolega/ koleżanka z pracy jest przyczyną ogarniającej Cię złości/ frustracji. Źródłem są Twoje niezaspokojone potrzeby. Innymi słowy pretensje, że ktoś psuje nam samopoczucie, powinniśmy w pierwszej kolejności skierować do  samych siebie 😉.

Prawdziwe historie

Moim kolejnym odkryciem jest seria książek historycznych, wydawanych przez ZNAK “Prawdziwe historie”. Patrząc na tytuły – “Żelazne damy”, “Dziewczyny sprawiedliwe” czy “Kobiety dyktatorów 2” widać, że seria jest ewidentnie dziewczyńska 😉. To dobrze, bo mam wrażenie, że wkład kobiet w historię (świata i cywilizacji) bardzo długo był bagatelizowany.

Nie dość, że kolekcja jest piękna wizualnie, to w dodatku książki napisane ftylsą w lekki i angażujący sposób. Oj Borze szumiący – gdyby tak wyglądały lekcje historii, to montesorry wysiada 😉.

Poradniki

Coś, czym do niedawana gardziłam, a obecnie pochłaniam tonami, czyli poradniki. Oczywiście nie te pisane przez coachów od wszystkiego i niczego, ale stworzone przez specjalistów z danej dziedziny.

Jestem zwolenniczką czytania symultanicznego, co oznacza, że w tym samym czasie pochłaniam więcej niż jedną książkę. Znaczy się nie dosołownie tym samym czasie, ale wiecie, o co mi chodzi – zaczynam kolejną, zanim skończę poprzednią. Spośród poradników polecę Wam więc moje literackie świeżynki. Pierwsza to “Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii” Andersa Hansena.

Uważam, że fragmenty tej książki powinny być odczytywane w telewizji publicznej zamiast wiadomości 😉. Względnie mogliby dołączać poradnik do zestawu startowego dla każdego, kto wchodzi w posiadanie telefonu komórkowego. Chcecie dowiedzieć się, jak zbieranie przed kilkoma tysiącami lat owoców z drzew wpływa na sposób, w jaki dziś korzystamy z telefonów komórkowych? No i co ma ewolucja do fenomenu uzależnienia od smartfonów? Koniecznie przeczytajcie tę książkę!

Druga to poradnik Stefanie Stahl – “Kochaj najlepiej, jak potrafisz! O sztuce bycia razem”.

Gdybym miała w skrócie opisać czym jest książka, określiłabym ją jako uproszczoną psychoterapię na papierze, z dołączonym zeszytem ćwiczeń 😉. Ten poradnik jest przede wszystkim przepełniony szczerością. Odziera wyobrażenia o związku, ukształtowane przez komedie romantyczne i bajki Disneya, z mistycyzmu.  Odbiera im poetyckość. W zamian daje jednak coś znacznie ważniejszego – szansę na stworzenie udanego związku. Zresztą, “walenie prosto z mostu” mamy tu od początku, czyli od okładki. Na odwrocie można przeczytać:

Nie czekaj, aż ta jedyna właściwa osoba zapuka do twoich drzwi albo obecny partner zmieni się i nagle spełni wszystkie twoje oczekiwania. To się nie wydarzy.”

I tyle w temacie!

***

Także Moi Drodzy – koniec marudzenia, że w domu nudno, że nie ma co robić, że ile można oglądać Netflixa (odpowiedź: w nieskończoność 😀). Bierzmy się za przyjemności, póki nie mamy żadnych wymówek, żeby je sobie odpuszczać!

A w chwilach zwątpienia lub załamania – pamiętacie o jednym: skoro Kevin przeżył święta sam w domu, to jest nadzieja, że i nam uda się funkcjonować w izolacji. Przynajmniej przez jakiś czas 😉.

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

2
Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rafał
Gość

Ksiązki, gry i zabawy to świetna sprawa, ale co z osobami, które nie potrafią zająć sobie czasu? Znam sporo osób, dla których siedzenie w domu to kara bo potrzebują wyjść, zmienić otoczenie, spotkać się z kimś. Dla tych osób koronawirusowa kwarantanna to prawdziwe piekło… :/