Najpiękniejsza w ludziach jest różnorodność. Odmienność poglądów, postaw. Nieszablonowe myślenie, wychodzenie poza schemat, tworzenie czegoś nowego. Inność. To ona pozwala nam, jako gatunkowi, przeć do przodu.

Jestem przekonana, że jak wymyślano pralkę – miała ona licznych przeciwników, jako urządzenie, które rozbestwi kobiety 😉. Ba, w parowozie wielu dopatrywało się działania sił nieczystych. Nie wspominając o Koperniku, którego odsądzano od czci i wiary. A jednak gdyby nie ci “inni” ludzie, mający swoje wizje – pewnie nadal wracalibyśmy na noc do jaskini, rozpalalibyśmy ognisko, żeby w czerni nocy cokolwiek zobaczyć, a w mroźne dni przykrywalibyśmy się skórami upolowanych zwierząt. Plus byłby taki, że żylibyśmy naprawdę ekologicznie ;). Ale tym razem nie o ekologii mowa.

Dzięki temu, że byli i są ludzie potrafiący myśleć inaczej – dziś korzystamy z różnych dobrodziejstw, związanych z rozwojem cywilizacyjnym. I inaczej traktujemy drugą osobę. Co do zasady – lepiej.

Największe osiągnięcia XXI wieku? 

Mamy XXI wiek. Wiek, w którym wiemy już, że Afroamerykanin jest tak samo wartościowym człowiekiem, jak Żyd czy Azjata. Wiemy, że ludzie są sobie równi. Bez względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne czy narodowość. Wiemy, że każdemu człowiekowi należy się szacunek. Bez względu na wyznawany światopogląd (oczywiście nie chodzi mi o skrajności, typu nowe formy faszyzmu, szerzenie nienawiści, nawoływanie do podziału ludzi na lepszych i gorszych). Dzięki zapisanej w konstytucjach wielu krajów wolności religijnej, można wierzyć w cokolwiek, byleby nie wyrządzać tym krzywdy drugiemu człowiekowi.  Można więc wierzyć w Boga chrześcijańskiego, w Boga muzułmańskiego i w Boga judaistycznego. Można zagłębiać się w hinduizm i czekać na reinkarnację. Oddawać się medytacji i czerpać siłę z wewnętrznego spokoju. Podążać za prawdami głoszonymi przez Buddę i ćwiczyć jogę 7 razy w tygodniu.

Jeszcze nigdy w dziejach ludzkości, człowiek tak bardzo jak dziś nie dążył do poszanowania odmienności, nie starał się realizować idei różnorodności, wolności wyboru oraz tolerancji względem innych. Oczywiście nie zawsze nam się to udaje. Ale na pewno w tych dążeniach i próbach ich realizacji jesteśmy dużo dalej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Każdy, kto żyje w demokratycznym państwie wie, że ten ustrój to najlepszy z dostępnych nam wyborów. Ale droga do niego była długa i kręta. Okupiona mnóstwem trudnych chwil, poświęceniem, śmiercią tych, którzy walczyli w imię lepszego świata. Dla swoich dzieci, dla nas. O co chodzi w tej demokracji? O to, żeby wszyscy mieli w miarę równe szanse. Żeby każdemu należny był szacunek. Żeby każdy miał prawo do swoich poglądów i przekonań. Demokracja to ciągłe poszukiwanie kompromisów, dążenie do zaspokajania potrzeb jednych, bez ignorowania pragnień innych. W tym ustroju chodzi o zachowanie balansu. Takie proste i piękne założenia, a takie trudne w realizacji. Szczególnie w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju.

Dlatego o ile potrafię zrozumieć strach przed innością i obawy ludzi, którzy żyli w czasach, gdy dostęp do wiedzy i nauki był – delikatnie mówiąc  – ograniczony, to  dziwi mnie chęć tłamszenia inności w dzisiejszym świecie. W mojej ojczyźnie.

O co chodzi? Mogłabym szumnie napisać, że o kondycję polskiej sceny politycznej, o decyzje podejmowane przez naszą władzę. A do całej tej refleksji skłonił mnie obecny konflikt wokół obywatelskiego projektu ustawy antyaborcyjnej.

Aborcja – wydumany problem współczesnego świata?

Naprawdę nie pojmuję, jak w demokratycznym, świeckim (bo jesteśmy państwem świeckim!) państwie, jakim mieni się Polska, rząd – w czasach, gdy panuje epidemia, a więc nikomu nie wolno wychodzić z domu, czy tym bardziej gromadzić się na protestach – próbuje wrócić do obywatelskiego projektu ustawy antyaborcyjnej. Projektu, który zakłada całkowity zakaz aborcji. Projektu, przeciwko któremu nie tak dawno masowo protestowały Polki.

Dla porządku przypomnę tylko, że w obecnym kształcie przerwanie ciąży możliwe jest w trzech przypadkach:

1. jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie, że ciąża jest wynikiem gwałtu,

2. jeśli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,

3. jeśli istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Wedle projektu ustawy antyaborcyjnej przesłanka wad genetycznych miałaby zniknąć. Czyli jeśli w ciele kobiety rozwijałby się płód tak zniekształcony, że nikt nie byłby w stanie określić, gdzie ma rękę, a gdzie nogę – to taka kobieta musiałaby zdeformowane dziecko, skazane na śmierć lub życie w cierpieniach, urodzić. Ba, władza zapowiada, że na tym nie mają zamiaru poprzestać i najchętniej wprowadzono by całkowity zakaz przerywania ciąży. A wszystko to w imię ochrony życia i pod szyldem miłosiernego Boga. Absurd. W dodatku okrutny.

Moim zdaniem osiągnięty lata temu kompromis aborcyjny, dopuszczający przerwanie ciąży w trzech, wskazanych powyżej przypadkach, jest rozsądnym rozwiązaniem. Stanowi przejaw demokracji, jest kwintesencją tego, co określiłam jako próbę zaspokojenia potrzeb każdego po trochu. Bo z jednej strony zwolennicy aborcji odrobinę ugrali, z drugiej przeciwnicy przerywania ciąży z czysto egoistycznych pobudek pt. “bo nie chcę mieć dziecka/ nie jestem gotowa“, również powinni być zadowoleni.

Aborcja a empatia

Kompromis aborcyjny to rozwiązanie dobre z jeszcze jednego powodu – humanitarnego. Każdy, kto ma w sobie odrobinę empatii wie, jak wielką traumą dla kobiety (i często jej partnera) jest przerwanie ciąży. Jak wielką traumą jest gwałt – ogromnym poniżeniem, doświadczeniem pełnym bólu, smutku i bezradności. Naprawdę ktokolwiek chciałby przymuszać kobietę do urodzenia dziecka, będącego owocem tak tragicznych, smutnych przejść? Przecież mówi się, że dziecko to owoc miłości. Gdzie w takim wypadku może być mowa o miłości?

Naprawdę są w tym kraju kobiety, które nie poradzą sobie z piętnem dziecka z gwałtu. I dzieci, które sobie z tym piętnem nie poradzą. Są kobiety, które nie podniosą się po urodzeniu dziecka, które ze względu na wady genetyczne umrze zaraz po przyjściu na świat. Są kobiety, które nie chcą narażać swojego życia, dla ratowania życia poczętego dziecka. Te kobiety żyją obok nas, a czasami – z nami, pod jednym dachem. Czy są złem wcielonym?

Niepotrzebnie rozdmuchane zagrożenia?

Oczywiście, że nie są. I – jak wspomniałam – każdy odrobinę empatyczny człowiek potrafi zrozumieć dramatyzm sytuacji, w jakiej znalazły się te kobiety. Dlatego nie jestem w stanie pojąć, jak Prezydent Polski może mówić, że aborcja to zabójstwo. Czy zastanawiał się, choć przez chwilę, co takimi mocnymi słowami robi wszystkim niedoszłym matkom, które zdecydowały się na przerwanie ciąży ze względu na zagrożenie życia (swojego, dziecka)? Prezydent wszystkich Polaków? Tak, wszystkich, podążających za jedyną, słuszną ideologią.

Przerażające jest to, z jaką łatwością we współczesnym świecie, na naszym podwórku, jedna z wielu ideologii może stać się jedyną. Nietrudno zgadnąć, że to, co jedyne i słuszne – zawsze prowadzi do zniewolenia i otępienia ludzi. Do buntu, do podziałów, do zabijania inności. Do zaprzeczenia idei demokracji. A także do zabrania nam tego, co w nas najpiękniejsze – różnorodności. 

Postawa naszego rządu od dawana ma niewiele wspólnego z miłosierdziem, czy z chrześcijaństwem. I prawdziwym okrucieństwem jest wycieranie sobie gęby Bogiem przy podejmowaniu działań, które są przejawem mściwości, zawiści i zaślepienia. A które ubierane są w szaty wiary, miłości i obrony wartości katolickich.

Prawo do oceny, a prawo do decydowania o innych

Podsumowując – żadna ideologia nie może stać się powszechnie obowiązującym prawem, nawet jeśli tym, którzy mają władzę wydaje się, że jedno równa się drugiemu. Owszem, równa się, ale tylko w dyktaturze. A ta zabija w nas to, co najpiękniejsze – różnorodność.

Czy to jednak oznacza, że we współczesnym świecie powinniśmy godzić się na wszystko i w imię wolności osobistej – szanować wszelkie wybory, wszelkie działania podejmowane przez ludzi, nawet te moralnie wątpliwe? Czy ktokolwiek ma prawo oceniać podejmowane przez nas decyzje? Ot, na przykład wybór kobiety, która zdecydowała się dokonać aborcji? Przewrotnie powiem, że tak. Każdy z nas ma prawo wyrażać swoje poglądy, pod warunkiem, że robi to w sposób kulturalny. Pod warunkiem, że nie chce za wszelką cenę przekonać drugiej strony o słuszności swojego punktu widzenia. Pod warunkiem, że chce usłyszeć, co druga osoba ma do powiedzenia, chce zrozumieć jej argumentację, jej sposób rozumowania. Takie rozmowy są bardzo wzbogacające, pozwalają nam szerzej spojrzeć na świat. Jeśli dodatkowo uda się osiągnąć kompromis, znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony (lub po prostu zakończyć rozmowę bez kłótni) – odnosimy prawdziwy sukces. I to podwójny, bo przy okazji zachowujemy to, co w nas najpiękniejsze – różnorodność.

Realne problemy współczesnego świata

Oceny ocenami, ale czy ktokolwiek ma prawo rozliczać nas ze skutków dokonywanych wyborów, podważać słuszność podejmowanych decyzji, wpędzać nas w poczucie winy, zakazywać – na przyszłość – podobnych działań? Odpowiedź brzmi: tak. ALE tylko Bóg – jakkolwiek nie rozumie się tej nadprzyrodzonej siły… To Bóg oceni, czy nasze decyzje były dobre, czy złe. Bóg, nie rząd, nie prezydent, nie sąsiad, sąsiadka czy anonimowy hejter w internecie.

I wiecie co? Chciałabym, żebyśmy w naszym kraju dali już spokój tej aborcji. Zostawili ją w spokoju, zaakceptowali przyjęty kompromis, zapisany w przepisach.

Chciałabym, żebyśmy zajęli się realnymi problemami, rujnującymi codzienność wielu Polek i Polaków, nie pozwalającymi im żyć pełnią życia.

Przemoc domowa – znacznie bardziej poważne zagrożenie, z którym styka się – szczególnie dotkliwie w czasie izolacji – mnóstwo rodaków. Tych małych, i dużych.

Drastycznie rosnące liczby dzieciaków z depresją, przy spadającej liczbie szpitali psychiatrycznych i dramatycznej kondycji pomocy psychologicznej.

Słabo rozwinięty, niedofinansowany i niedostosowany do problemów potrzebujących system opieki społecznej.

Nie wspominając o wszędobylskim mobbingu, wykorzystywaniu seksualnym, czy powszechnym wśród Polaków alkoholizmie (3 miliony małpek dziennie?! LUDZIE, gdzie Wy to w ogóle mieścicie, jak, kiedy, po co?).

Dlatego zajmijmy się tym, co potrzebne, by każdy z nas mógł w pełni się rozwijać – jako osoba, jako członek społeczeństwa. Żeby każdy mógł w spokoju i bez strachu dzielić się z pozostałymi swoją odmiennością. Inność – to siła każdego z nas. Jeśli wszyscy będziemy tacy sami, jeśli nakaże nam się myśleć w ten sam sposób – staniemy się bezwolną, szarą masą. Stracimy to, co w nas najpiękniejsze. Szanujmy różnorodność, dajmy innym prawo wyboru, możliwość życia w zgodzie ze swoją – nie naszą – ideologią. Uzupełniajmy jedni drugich, nie zastępujmy jednych drugimi.

Na koniec zostawię tu cytat super mądrego, polskiego pisarza, człowieka podróżnika, bacznego obserwatora, skromnego, empatycznego Polaka:

“Światu grozą trzy plagi, trzy zarazy.
Pierwsza – to plaga nacjonalizmu.
Druga – to plaga rasizmu.
Trzecia – to plaga religijnego fundementalizmu.
Te trzy plagi mają te samą cechę, wspólny mianownik – jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność.

Ryszard Kapuściński, Imperium

 

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

10
Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra
Gość

Poruszasz ciężki, ale ważny temat. Trudno jest wypowiadać się osobom, które nie stanęły przed decyzją aborcji. Słyszałam opowieści o tym, jak lekarz próbował kobietę zmusić do aborcji (a ta tego nie chciała), kobietach, które chciały popełnić aborcję, ale jednak wycofały się (i zostały szczęśliwymi matkami; to były wypadki, gdy była to tzw. wpadka) i takie, które popełniły aborcje. Każde prawo niestety jest nadużywane (np. była wpadka, a kobieta powie, że to był gwałt itp.). Moim zdaniem najlepiej byłoby zadbać o zdrowie psychicznej i fizyczne kobiety, która oczekuje dziecka, odpowiednie wsparcie dla niej i warunki, by nie podejmowała pochopnej decyzji pod… Czytaj więcej »

Ewa Smaś
Gość
Ewa Smaś

Rząd bardzo inteligentnie spłaszcza problem aborcji sądząc, że to jest środek antykoncepcji i jakby każda kobieta tylko mogła, to latałaby co miesiąc na aborcję. A to przecież nie o to chodzi, nie chodziło i nigdy nie będzie. To kwestia wyboru, który zostaje nam, kobietom odebrany. Nigdy nie wiesz, w jakiej sytuacji znajdziesz się za parę lat, dlatego teraz należy walczyć o możliwość wyboru wtedy, gdy będzie ci to potrzebne. Za to najwięcej do powiedzenia w tej sprawie ma Kościół, który siłą rzeczy najmniej wie o ciążach 🙂

Ania z Wychowanietoprzygoda
Gość

Inność jest ważna, bo inność to bogactwo. Niezbędna nie tylko dla nas jednostek, na poziomie indywidualnym, ale także dla rozwoju ludzkości, bo pociąga za sobą kreatywność i komplementarność. Pozdrawiam serdecznie!

toukie
Gość

Każdy z nas jest piękny na swój sposób. Musimy to w końcu zaakceptować 🙂

Martyna Jabłońska-Makowska
Gość
Martyna Jabłońska-Makowska

Poruszasz bardzo ważny i kontrowersyjny temat. Obecne rozwiązanie, które jest moim zdaniem jest dobre. Co do Polski jako kraju świeckiego – to raczej tylko na papierze w mojej ocenie.

Rafał
Gość
Rafał

Pominę temat aborcji samej w sobie, bo na ten temat wypowiedziało się już wystarczająco dużo osób, a ja nic nowego nie dodam. Jednak drugą przerażającą rzeczą, o której nie mówi się tak głośno, jest sam sposób wprowadzania takich ustaw. Przepychanych nocnymi głosowaniami, razem z dziesiątkami innych, w mediach przykrywanych przez głośne tematy. Nie umniejszam tu wagi ustawy o aborcji, ale w tym samym czasie przepcha się przepis, przez który urząd skarbowy może zająć mienie podatnika przy podejrzeniu oszustwa, bez udziału sądu lub prokuratury. To rodzi ogromne patologie, bo można pozbawiać ludzi majątku w jawnym bezprawiu. Czy to jest demokracja? Kto… Czytaj więcej »