Wiecie, uwielbiam internet. To takie wygodne, gdy w trakcie ostrej wymiany zdań na temat o podłożu merytorycznym, możemy rozmówcy zrobić „szach mat” i triumfalnie, choć ze stoickim spokojem (pomimo, że w środku aż roznosi nas z radości i chętnie byśmy wydali wojenny okrzyk zwycięstwa) zakomunikować, że tak właśnie, miałam rację, popatrz co na ten temat mówi Wujek Google! W Wikipedii napisali, że prawda leży po mojej stronie!

Albo inny przykład – człowiek się śpieszy na środek komunikacji zbiorowej autobusem zwany, widzi, że ów wymarzony właśnie podjeżdża na przystanek, i miast szukać kiosków czy innych automatów biletowych, można sobie legalnie, w ostatniej chwili, pędząc co sił w płucach, wskoczyć do tegoż środka lokomocji, a bilet kupić już będąc w jego wnętrzu, za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie. Podobnie z parkowaniem w miastach, które chcąc wyłudzić od nas ostatni grosz, porobiły strefy płatnego postoju. Automat, jak wiadomo, akurat nie działa, a my nie mamy ani chwili do stracenia, żeby szukać innego, bo już zaraz wybije godzina zero, czyli godzina, na którą umówiliśmy się/ naszą pociechę do lekarza. Zatem pędzimy, coby nam kolejka nie przepadła, a za parkowanie wcale nie dostaniemy „mandaciku”, bo na ratunek znów przychodzi nam aplikacja w naszym smartfoniku. No, Bóg zapłać za internety!

Pierwsza Prawda Objawiona Internetów

Jednak każdy kij ma dwa końce, a na drugim końcu internetów są ONI – reptilianie. Nie zdawałam sobie sprawy z istnienia takowych istot, aż do czasu wyborów w Ju Es Ej. Będąc żywo zainteresowana tym, co tam Panie w zamorskiej polityce, przeglądałam różne informacje… aż natknęłam się na njusa, jakoby kandydatka na prezydencką posadę była podłą gadziną. Gady owe, których reprezentantką jest (rzekomo) niedoszła głowa państwa, zwą się reptilianie właśnie. Sporo w internetach hejtu więc z początku zlekceważyłam wiadomość, jednak ścigała mnie ona niczym najgorsze koszmary. Zgłębiłam zatem temat i…dowiedziałam się, że w XXI wieku, pod jednym Ziemskim dachem, żyją z nami humanoidalne gady, obdarzone niezwykłą wprost inteligencją. Co więcej, żeby sytuacji nadać jeszcze więcej grozy – reptilianie potrafią do złudzenia przypominać nas, ludzi. Oczywiście bardziej wytrawni obserwatorzy  potrafią odróżnić człowieków od gadzin, bez trudu demaskując reptilian, patrząc im prosto w oczy (ten element kamuflażu zawiódł – po oczach gada poznacie). Większość ludzi żyje jednak w zupełnej nieświadomości. Jest to zatrważające, jako że podli reptilianie dążą rzecz jasna do zniszczenia ludzkości, i to w bardzo wyrafinowany sposób. Nie chcą nas unicestwić lecz – trzymajcie się, bo to jazda bez trzymanki – wykorzystać, m.in. do odżywiania (ciekawy wątek) i rozmnażania (jeszcze ciekawszy wątek). Nie wierzycie? Odpalcie YouTube i sprawdźcie sami.

Druga Prawda Objawiona Internetów

Zastanawiasz się o co w tym wszystkim chodzi? Znaczy się, niewiele jeszcze wiesz i rozumiesz. Ale ja Ci powiem. A w zasadzie napiszę. Napiszę, że nasza sytuacja jest totalnie i zupełnie patowa, bowiem okazuje się, że jesteśmy na gadziny skazani. Nie tylko mieszkamy z nimi na pięknej planecie zwanej Ziemia. My tu wespół z reptilianami UTKNĘLIŚMY. Okazuje się bowiem, że nie sposób gadów wykurzyć, ot choćby wystrzelając w kosmos, bowiem – uwaga uwaga uwaga – kosmos to jedna wielka M.I.S.T.Y.F.I.K.A.C.J.A. Bang!

Tak, dobrze czytasz, internety donoszą, że kosmos nie istnieje – cała ta kosmiczna paplanina została uknuta po to, by ukryć fakt, iż Błękitna Planeta jest płaska (absolutnie PŁASKA). Nie wiadomo co prawda, czy Ziemię podtrzymują starożytne wielkie żółwie, Herkules, a może i przodek Pudziana, niemniej wiadomo, iż horyzont, a tym samym Planeta, nie jest bezkresny lecz – następuje zwolnienie blokady maszyny losującej – kończy się tam, gdzie zaczyna topnieć Antarktyda. A przynajmniej tak twierdzą członkowie Towarzystwa Płaskiej Ziemi oraz osoby z nimi sympatyzujące.

Internet to ZUO

Ej ludzie, SERIO? To była moja pierwsza myśl, po przeczytaniu tych wszystkich rewelacji. Mogę śmiało napisać, że wraz z odnalezieniem „informacji” o antarktycznym końcu Ziemi, dotarłam na koniec internetów. I wtedy przestałam sieć na chwilę lubić. Podły jest jej egalitaryzm. To, że każdy człek może się podłączyć to jeszcze nic. Nawet to, że każdy człek może się w internetach „wypowiedzieć” (i wylać tyle hejtu ile tylko dusza zapragnie) da się przeżyć. Totalną katastrofą jest jednak fakt, że głos specjalisty zgłębiającego daną dziedzinę wiedzy latami, znający zagadnienie od a do zet, ma taką samą siłę przebicia jak – nikomu nie umniejszając – Pan Kowalski, którego głównym zajęciem jest pobieranie różnorakich „piniądz plus” i siedzenie na kanapie z kolejną puszką piweczka. Wypowiedzi zarówno specjalisty jak i Kowalskiego znajdą swoich zwolenników. Ba, teorie zarówno specjalisty jak i Kowalskiego znajdą swoich wyznawców. I to jest prawdziwa tragedia.

Spisek online, zagrożenie w realu 

Można robić śmichy chichy widząc koncepcje o płaskiej Ziemi, rządach reptilian czy nowym porządku świata, ale… tacy ludzie są poważnym zagrożeniem i to już nie jest wcale śmieszne. Są zagrożeniem dla mnie, dla Ciebie, dla naszych dzieci. Teorie podobne powyższym rosną w siłę, skupiając nowych zwolenników, a ci mogą wywierać coraz większy nacisk na otaczający nas świat. Przesadzam? Ot, pierwszy z brzegu gorący temat – osławieni antyszczepionkowcy, mający za swojego guru lekarza niebędącego lekarzem (hit!), mgr inż. Jerzego Ziębę. Jeszcze kilka lat temu nikt poważnie nie potraktowałby osoby twierdzącej: „Grozi nam epidemia odry”. Teraz już nie możemy być tego tacy pewni, bowiem ruch antyszczepionkowców przybrał na sile i odcisnął piętno na rzeczywistości. Żeby nie było, ja też mam dziecko. I je szczepię. Jasna sprawa, że martwię się o zdrowie mojego Malucha. Jasna sprawa, że drżę przed każdym szczepieniem. Podobnie jak przed każdorazowym podaniem Dzidziowi jakiegokolwiek leku zbijającego gorączkę. Wszelka ingerencja w organizm może wywołać reakcję obronną, owocującą niebezpiecznymi skutkami ubocznymi. Skutki te wiążą się nie tylko z podaniem szczepionki, ale i zwykłego Apapu. Jednak trzeba ocenić ryzyko, odpowiedzieć sobie na pytanie czy wolę, żeby mój Maluch gorączkował przez 3 dni po szczepieniu, czy żeby – w najlepszym wypadku – wylądował odwodniony w szpitalu, po ataku rotawirusa.

Cenzura internetów = lek na całe zło?

No dobra, wypada więc zadać pytanie co z tym fantem – egalitarnym internetem – zrobić? Cenzurować jak w Chinach? No nie. Odłączać oszołom? Chyba się nie da, choć to jest jakaś myśl 😉. Trzeba więc z niego mądrze korzystać, nie dać się zwariować i nie ulegać złudzeniu powszechności wiedzy internetowej. Tyle i aż tyle. Zatem korzystajmy z internetu! Po to, by być bliżej specjalistów i móc dokształcić się w interesującym nas temacie, korzystając z PEWNEGO źródła. Albo chociaż z Wikipedii 🙂. Edukujmy bliskich, sąsiadów, kolegów i koleżanki w pracy. Oczywiście, wiele osób nie będzie otwartych ani na merytoryczną dyskusję, ani też na rzeczowe argumenty. Jednak podejmować próby zawsze warto. Inaczej faktycznie czeka nas zagłada – zalew internetowej głupoty, w której niechybnie utoniemy.

„I płynę, płynę jak falą niesiony liść

Unoszę się jak ponad szosą przydrożny pył”

************************************************************

P. S. Pisząc o zalewie głupoty wcale nie mam na myśli wszechobecnych memów. Ani latających w internecie kotów – te przecież bywają naprawdę zabawne!

Dodaj komentarz

One Reply to “Skąd na płaskiej Ziemi wzięli się reptilianie, czyli dlaczego nie sprzyjam antyszepionkowcom”

Komentowanie jest wyłączone