Dzień dobry bardzo! Jak wiadomo małżeństwo to nie jest bułka z masłem. Chyba, że ta spadająca na podłogę masłem do powierzchni płaskiej 😉 . Niemniej obrączkowy związek bywa źródłem wielu uciech, nie tylko cielesnych, ale i intelektualnych. Przyznać trzeba, że przy małym dziecku, które pomimo dwóch lat na karku, nadal wybudza się w nocy, pożycie małżonków nie prezentuje się jakoś specjalnie szałowo. Wyjścia tylko we dwoje zdarzają nam się, co tu dużo kryć, rzadko. Za to wieczorami często do siebie szepczemy, bowiem głośniejszy ton wypowiedzi skutkuje natychmiastowym odgłosem zza ściany, oscylującym między płaczem, a gardłowym „maaammaaa”. Przytulamy się równie często, by lepiej się słyszeć (patrz wyżej: szepczemy). Niemniej zdarzają się perełki, dzięki którym spoglądam z podziwem na mego Towarzysza Życia i myślę sobie: „Złotousty przy nim wysiada”. Tymi unikatowymi wypowiedziami postaram się Was, od czasu do czasu, raczyć 😉 .

Scenka I

♥♥♥

Wieczór. Netflix nam się zawiesił więc patrzamy, co tam zapodają w telewizji. Wybór ubogi, bowiem mamy wyłącznie tę naziemną. Niemniej i tu od biedy można wyłuskać jakieś godne obejrzenia filmidło. W jednym z nich pojawia się ona – Sharon Stone, z czasów swej świetności. Zostawiamy, w nadziei, że nasz wybór nie okaże się totalną klapą. Na ekranie właśnie rozpoczyna się scenka z cyklu romantyczno-erotyczne. Mój Mąż nieco przysypia, w końcu pora późna, blisko północy, a jak wiadomo w tych godzinach nawet Kopciuszek kończy balowanie. Naraz zrywa się na równe nogi, posłyszawszy jęki:

To Leon?!” – pyta zatroskany tata. A może bardziej przerażony. Tym, że właśnie wypada jego kolej uspokajania malca i ponownego zaprowadzenia go do krainy snów.

„Nie Kochanie. To tylko Sharon Stone w czasie sceny seksu.” – raportuję zgodnie z rzeczywistością.

Aha, całe szczęście.” – odpowiada z ulgą, bez wyrażenia większego zainteresowania wątkiem. Jak widać niegdysiejsza seksbomba szklanego ekranu nie robi na Mężu wrażenia. Ja to mam szczęście!

Scenka II

♥♥♥

Pamiętam, gdy na początku naszej znajomości, przyszły Mąż dwoił się i troił, coby mi zaimponować. Wiecie jak to jest w pierwszej fazie fascynacji – człowiek stara się zaprezentować względem napotkanego mężczyzny/ kobiety z możliwie najlepszej strony. Towarzysz Życia najwidoczniej obrał drogę „na intelektualistę”, racząc mnie opowieściami, jak to pragnął zostać aktorem, jaki z niego kinoman i przede wszystkim – znawca muzyki. Tej poważnej. Na poważnie. Zapadł mi w pamięci wieczór z romantyczną kolacją w tle, kiedy to jeszcze-nie-Pan-Mąż opowiadał, iż jest ogromnym fanem opery i filharmonii. Jak myślicie, co sobie wówczas pomyślałam? Dokładnie – o mój Boże, co za nudziarz! Możecie mnie teraz zlinczować, ale jakoś szczególnie za najwyższą z wysokich kultur nie przepadam. Nic to” – przebiegło mi przez głowę – każdy ma jakieś wady. Lepsza nudna opera, niż disco polo w samochodzie”. I wzięłam chłopa, z dobrodziejstwem muzycznego inwentarza.

<<3 lata później>>

Niedzielny poranek, jeden z tych niewielu dni, kiedy wspólnie spożywamy śniadanie. Od czasu pamiętnej rozmowy nie byliśmy w filharmonii. Ani razu. Oczywiście opery również nie odwiedziliśmy. Za to słuchamy sobie do posiłku takiej oto muzyki wysokich lotów, bo Synol niestety przepada za „rytmicznymi” kawałkami:

Jedno mogę Wam przysiąc – to nie ja zapoznałam Dzidziulca z powyższym utworem muzycznym. W każdym razie słuchamy. Disco folk? Nawet nie wiem, kto wymyślił taki gatunek. A teraz zestawcie to z opowieściami o filharmonii i operze. O ironio! Wiecie, jak się to nazywa? Zderzenie wyobrażeń

z rzeczywistością

Nie wiadomo, co gorsze.

Scenka III

♥♥♥

Nasz Synol jest na etapie „podoba”, „nie podoba”. Powody, dla których coś jest fajne, a insza rzecz nie, są znane póki co tylko Jemu. Z małymi wyjątkami.

Wieczorne rytuały, Mąż ubiera Malucha w piżamersa. Synol nalega: „Pytanie, pytanie”, co oznacza, że nasza lokalna gwiazda chce, byśmy przeprowadzili z Nim wywiad. Ojciec pyta więc:

Lubisz tatę?”.

Następuje nokaut poprzez szybką odpowiedź: „Nie”.

Mąż, nieco zmarkotniały, dopytuje: „Dlaczego?”.

Bo brzydki!” – ripostuje Dzidziulec.

Nic to, kładziemy człowieczka spać i dzięki ofiarności Dziadka – udajemy się na wieczorny spacer. Tylko we dwoje. Leniwym krokiem przemierzamy Stare Miasto, gadka szmatka, aż tu nagle Towarzysz Życia dopytuje:

A Ty myślisz, że jestem brzydki?”.

Zgodnie z prawdą odpowiadam: „Gdybym tak myślała, to nie byłabym z Tobą w związku. Nie przejmuj się, dla mnie jesteś przystojny”.

Taka ze mnie fajna żona! Mężu szybko sprowadza mnie jednak na ziemię: „Nie przejmuję. Nie muszę być ładny, nigdy nie rozumiałem jak faceci przejmowali się swoim wyglądem. Mogę być i brzydki. Ważne, że jestem czysty”.

Kurtyna.

Scenka IV

♥♥♥

Godziny okołopołudniowe, na krakowskich ulicach ścisk i zator, czyli wszystko w normie. Jedziemy co sił w oponach, bowiem Mężu ma ważne spotkanie biznesowe, a do jego rozpoczęcia pozostało niewiele czasu. Za to całkiem sporo kilometrów do przejechania. Jak na złość za nami uplasował się samochód służb, znaczy się policji. Nie, żebyśmy w mieście, w terenie zabudowanym, przekraczali dozwoloną prędkość. Czy tam wskakiwali na buspas. W każdym razie na obliczu Towarzysza Życia rysuje się skupienie, można by rzecz – nie z tej ziemi. A ja, siedząc na fotelu pasażera, popijam kawkę i rozmyślam o życiu. Naraz, przypomniało mi się, iż w lokalsowym radiu posłyszałam istotnego njusa. Dzielę się więc, no bo wiadomo, że mąż przyjacielem żony jest!

Kochanie, a Ty wiesz, że w Krakowie otworzyli wrotkarnię?! Taką z prawdziwego zdarzenia!

Mhm” – pada w odpowiedzi. Traktuję to jako zachętę więc kontynuuję:

To musi być super zabawa, co?”

Nie wiem, pewnie tak.” – odpowiada. Niedomyślny. Niesamowite, oni naprawdę tacy są. No to ja Mu wytłumaczę, jak chłopu na między.

Mężu, liczyłam raczej na odpowiedź w stylu: musimy spróbować, pewnie, że Cię tam zaproszę”. Skoro już wie co i jak, czekam na propozycję randki. Tymczasem słyszę:

Dobra dobra, ale się śpieszymy teraz.” W odpowiedzi widzi moje piorunujące spojrzenie, pomieszane z niedowierzaniem.

„Okej, (nucąc) zabiorę Cię właśnie taaam!

Bang! Jednak romantyk! 1:0 dla mnie!

♥♥♥

Dodaj komentarz