Przed Wami świeżutka porcja rozmówek damsko-męskich, w dodatku małżeńskich. Zapraszam!

Scenka I

♥♥♥

Sielanka. Słonko świeci, cisza, spokój, za oknem bezkresne pola żyta, czy tam innego zboża. Taki widok oznacza tylko jedno – jesteśmy u Teściów, na końcu świata, czyli w świętokrzyskiej wiosce. Rozsiedliśmy się wygodnie, ja zatapiam się w literaturze pięknej, Mężu w fotelu. Obserwuję, jak jego powieki stają się coraz cięższe, a wyraz twarzy zaczyna przypominać ten charakterystyczny dla buddyjskiego mnicha. Zapytuję więc, wielce zainteresowana:

Mężu, co Ty robisz? Medytujesz?”.

W odpowiedzi słyszę iście filozoficzne stwierdzenie: „No, nie wiem jak to nazwać, nie masz czasem tak, że po prostu wczuwasz się w otoczenie, w swoje ciało…”.

Przerywam wywód małżonka, szybko ripostując: „Nie mam. Bo nie mam na to czasu. Ale… fajne masz życie, takie relaksujące!”.

Spod zamkniętych powiek Towarzysza Życia odpowiada mi cisza. Nic to, czytam jeszcze kilka kolejnych stronic książki i ponawiam próbę nawiązania małżeńskiego dialogu: „Nadal medytujesz?”.

Tym razem w miejsce ciszy pojawia się ledwo słyszalne: „Mhm”.

Świdruję więc dalej: „I nad czym tak rozmyślasz?”.

Odpowiedź zbija mnie z przysłowiowego pantałyku: „Nad wszechświatem i swoją pozycją w tym wszechświecie”.

Chwila zadumy, tym razem z mojej strony. Muszę przetrawić tę głęboką myśl. W końcu odpalam: „I jaką zajmujesz pozycję?”.

Mąż uszczegóławia: „Powiem Ci tak: aspiruję na więcej. No… nie jestem niestety jeszcze międzygalaktycznym włodarzem”.

Scenka II

♥♥♥

Wieczorne czytanie z Dzidziulcem. Mamy przepiękną książeczkę, którą wprost uwielbiam, bo niewiele jest literatury dziecięcej w równie cudowny sposób ilustrującej relację tata – syn. Na jednym z obrazków widnieje sylwetka mężczyzny, wkładającego tacę pełną ciasteczek wprost do piekarnika. Sprawdzam, na ile Synol zrozumiał już podział ról w naszym domu. Nieco podchwytliwie zapytuję więc:

A Twój tata piecze?”.

Dzidziulec wypala: „Nie. Tata tylko je”.

Szeroki uśmiech, z tych od ucha do ucha, pojawia się zarówno na moim, jak i mężowskim obliczu. Synol, widząc naszą radość, dodaje: „Je… Jak balon!”.

No i TRACH wziął całą powagę „patriarchatu”!

Scenka III

♥♥♥

Bałtów. Kojarzycie tamtejszy park? Kompleks rozrywkowy, na terenie którego każdy znajdzie coś dla siebie. Jest kino 5D, rollercoaster, dmuchańce-skakańce dla najmłodszych, prehistoryczne oceanarium, nauka jazdy konnej, a nawet park miniatur. Jak na miejsce przyjazne rodzinom przystało, odnaleźć można również zwierzyniec, zwany także mini zoo. A tam nas – mnie i Męża. Bez dziecka (wiwat Dziadkowie!), za to z kubkami pełnymi aromatycznej kawy w dłoniach. Przyglądamy się mieszkańcom wybiegów. Ja, empatyczna jednostka, praktycznie wiszę na siatkach i płotach, mizdrząc się do znajdujących się po ich drugiej stronie zwierzaków. Każdego szopa czy kapibarę, pozdrawiam słowami: „ładny jesteś!”. Mąż, dzielnym krokiem, bez zbędnych komentarzy typu: „a myślałem, że dziecko zostało z dziadkami”, podąża za mną. Naraz spostrzegam bażanta, z tych złocistych. Zachwycam się, bo faktycznie ptaszyna kolorowa i sympatycznie na człowieka zerkająca. Angażuję również Męża:

Patrz jaki ładny! O matko, naprawdę, PATRZ JAKI ŁADNY!”.

Towarzysz Życia nie podziela zachwytu: „E tam. Rosołu z tego nie będzie”.

???!!!” – spoglądam na Męża karcącym wzrokiem, pełnym oburzenia.

No co, tyle mięsa, że najwyżej jedna osoba się naje”.

Właśnie dlatego, choć nie zawsze serwujemy sobie steki na obiad, ortodoksyjny wegetarianizm w naszym domu nie wchodzi w grę.

Scenka IV

♥♥♥

Akcja rozgrywa się w tym samym Bałtowie, jeno na innej ścieżce dydaktycznej. Tej, z której widać dinozaury. Znaczy się modele dinozaurów. Za to naturalnej wielkości. Mężu z podziwem zerka na potężne figury gadzin. W końcu przekuwa zachwyt w słowa:

I pomyśleć, że kiedyś to biegało po ziemi”.

Noooo…” – elokwentnie ripostuję.

W dodatku na długo zanim pojawili się ludzie” – snuje rozważania Mąż.

Jak to na długo zanim pojawili się ludzie? Przecież człowiek żył razem z dinozaurami!” – oburzam się.

Mąż niemal gromi mnie wzorkiem sugerującym, iż w kwestii prehistorii jestem dyletantką.

O czym Ty mówisz? Dinozaury wyginęły w wyniku zagłady, ZANIM pojawili się ludzie!”.

Nie poddaję się jednak mężowskiej indoktrynacji. Wyciągam asa z rękawa: „A Denver, ostatni dinozaur?!”.

Mina Współmałżonka? O taka:

Scenka V

♥♥♥

Sobotnie popołudnie, parking przed centrum handlowym. Wiadomo, zakupy zrobić trzeba, bo wszak w Polszy niedziela dzień święty, galerie rozpusty pozamykane. Patrzę sobie na samochód, obok którego Mężu ustawia nasz. Niczym rasowa blondynka z kawałów oznajmiam:

Te skody są naprawdę ładne”.

Które skody?” – roztropnie dopytuje Współmałżonek.

No… wszystkie, na przykład ta tu, czarna” – odpowiadam, wskazując palcem na samochód zaparkowany tuż obok naszego wehikułu.

Mąż, ze stoickim spokojem, stwierdza niezaprzeczalny fakt: „To jest BMW”.

Aha. Też ładne”.

Kurtyna.

♥♥♥