Tytułem wstępu – to nie jest wpis sponsorowany. Lego tego nie potrzebuje – klocki sprzedają się same, można co najwyżej pomarzyć, by być ambasadorem takiej marki. Poniższy tekst to jedynie wyraz mojego zachwytu nad niezrównaną zabawką i firmą-inspiracją. Zatem… zaczynamy!

Lego i największa wpadka mojego dzieciństwa

A zacznę od tego, że z klockami Lego wiąże się moja, chyba największa, trauma z dzieciństwa. Sprawa ma się tak, że długo wierzyłam w Świętego Mikołaja. Naprawdę wierzyłam. Naprawdę długo. Jeszcze jako pięciolatka wieczorami wyczekiwałam znaku z Niebios – liczyłam na to, że jeśli do późnych godzin nocnych będę wgapiać się w okno, to za szybą ujrzę zaprzęgnięte w renifery sanie, z których pomacha mi wesoły staruszek w czerwonym stroju. Nie wspominając o tym, że pisywałam do Dziadka Mroza listy, których zasadniczą część stanowił wykaz mile przeze mnie widzianych prezentów. Oczywiście każdorazowo korespondencję zostawiałam na parapecie w swoim pokoju. Tuż przed pójściem spać. Dziwnym trafem rano nie było śladu po mych listach. Przypadek? Nie sądzę! Raczej dowód na istnienie Mikołaja. I tu do akcji wkracza Lego, samochód safari oraz Mój Dziadek, czyli trio zwiastujące koniec epoki wierzeń.

Ów smutny dzień pamiętam jak dziś. Nic nie zapowiadało katastrofy. Wręcz przeciwnie – tego popołudnia Rodzice postanowili udać się poza nasze gniazdko, tylko we dwoje (najpewniej na randkę), a ja zostałam z najlepszym opiekunem, jakiego tylko mogłam sobie wymarzyć – moi ukochanym Dziadkiem. Siedzieliśmy, rozprawiając o świecie, aż tu nagle Senior Rodu rzucił: „A wiesz, że Mikołaj nie istnieje?”. Bang. Wielkie oczy małej Oli z pięciozłotowych zrobiły się wielkie jak spodki. Szok i niedowierzanie. Dziadek kontynuował: „Te wszystkie prezenty kupują Ci rodzice. Zobacz, o tu – w szafce – schowali zestaw Lego, który dostaniesz na Mikołaja”. Pierwszy etap żałoby, czyli zaprzeczenie wszedł na scenę. „To nieprawda!” wykrzyczałam pełnym rozgoryczenia głosem, ciskając w Dziadka gniewnym, załzawionym spojrzeniem. „Prawda” kontynuował Dziadek, dodając: „Tutaj jest zestaw Lego Safari, zobacz”. Zestaw wyglądał tak:

Zobaczyłam i łzy zalały mnie od stóp do głów.

***

Tak oto runął w gruzach mój świat dziecięcy. Czarodziejski świat, w którym to co niewiarygodne, było tak samo realne, jak zjedzenie zupy mlecznej na śniadanie.

Odrobinę magii udało się jednak zachować. O ironio, dzięki Lego właśnie. Godziny przeglądania katalogów z danego roku, prezentujących wszystkie, nowe zestawy, godziny wyobrażania sobie, w co bym się bawiła, gdybym weszła w posiadanie tych wymarzonych oraz godziny spędzone na budowaniu i odgrywaniu scenek, gdy upragnione w końcu zasilały moją kolekcję.

Choć mam trzydziestkę na karku, Lego bawię się nadal. Z moim Synkiem. Pomimo zalewu różnego rodzaju zabawek, w tym dziesiątek odmian klocków – stawiam (na) Lego. Są niezrównane, a przy tym stanowią nośnik tych wartości, które chciałabym w mym dziecku rozwijać.

Liczy się Rodzinność. Zawsze

Wiecie, to niesamowite, że tak ogromna firma, nadal pozostała rodzinną. Od momentu powstania w 1932 roku do dziś, prowadzą ją Duńczycy – Kristiansen’owie. Już czwarte pokolenie przejęło stery. Nieźle, co?

Ale nie tylko na tym zasadza się rodzinność Lego. Te klocki angażują. Wszystkich członków familii. Każdy może dołożyć swoją cegiełkę do wspólnej konstrukcji, tym bardziej, że poszczególne elementy łączą się ze sobą idealnie! Nawet małe łapki niedużych człowieków są w stanie połączyć ze sobą dwa prostokątne klocki. Lego pomagają budować i rozwijać więzi rodzinne, pozwalają na beztroskie spędzanie niekończących się godzin na wspólnej zabawie. My rozpracowaliśmy już dziesiątki scenariuszy – od budowy wieży do nieba, przez szalony pociąg pędzący na sygnale (charakterystycznym dla pojazdów uprzywilejowanych), po gospodarzenie na farmie. Zresztą, nazwa zobowiązuje – Lego, to skrót pochodzący od duńskiego zwrotu „leg godt”, który oznacza… baw się dobrze! Co ciekawe jednym ze znaczeń tego wyrazu po łacinie jest „składam”. Także jak widzicie nawet nazwa jest pomysłowa i perfekcyjnie dopasowana do produktu. My, składając kolorowe zestawy, bawimy się wyśmienicie! I nie mamy dość – Lego się nie nudzą. Serio!

Liczy się jakość. Najlepsza

„Tylko najlepsze jest wystarczająco dobre” – to jedna z głównych zasad przyświecająca twórcom Lego, wpisana do polityki firmy. I to jest najszczersza prawda.

Klocki nie tracą kolorów, nie płowieją, nawet po latach użytkowania. Ba, nic się z nimi nie dzieje nawet, jeśli Ty (lub częściej – Twoje dziecko) wpadniesz na pomysł, by doprowadzić je do czystości przy użyciu pralki. Wszystko to, co narysowane na klockach – jak choćby wyrazy twarzy hipków czy zwierząt – nie ściera się. To ewenement – wszystkie inne, nawet wzorowane na Lego, niestety nie mogą pochwalić się podobnymi właściwościami.

Klocki łączą się ze sobą idealnie – żadnego „odpadania”, żadnego niedopasowania. Mnie zachwyca również i to, że DUPLO pasują do zestawów dla „dużych” dzieci. A to dzięki temu, że są od nich większe dokładnie dwukrotnie… No pomysł genialny w swej prostocie!

Na koniec mój jakościowy hit! Zastanawialiście się kiedyś, jak to możliwe, że klocki Lego są tak wytrzymałe? Wyobraźcie sobie, że oni mają całe laboratoria, w których sprawdzają odporność klocków, działając na nie różnymi siłami, mającymi imitować… dziecięcą kreatywność w posługiwaniu się Lego 😉 . Czyli gryzienie, rzucanie, deptanie i inne tego typu testy. Zresztą, sami zobaczcie:

Liczy się zaangażowanie. Na poważnie

Serio, niewiele jest firm, szczególnie tych z gatunku dużych, które byłby tak zaangażowane społecznie jak Lego. I to zaangażowane nie tylko na papierze – wpisać w swoje wartości dbanie o środowisko czy najmłodszych mieszkańców Planety, może każdy. A Lego naprawdę czyni wysiłki w kierunku poprawy warunków, w jakich żyjemy. Ta firma jest trochę jak Miss Świata – chcą, żeby Ziemia była wspaniałym miejscem do życia.

Przykładowo, fabryki Lego są zasilane energią, pochodzącą ze źródeł odnawialnych, głównie farm wiatrowych. I to – uwaga – w 100%! Szacun!

Ba, firma pracuje nad tym, by do 2030 roku zastąpić plastik, z którego wykonane są klocki, materiałem bardziej przyjaznym dla środowiska. Póki co Lego wypuściło zestaw kloców LEGO Creator Expert, z którego można zbudować turbinę wiatrową, o wysokości powyżej metra. Konstrukcję turbiny otaczają rośliny, które są wytworzone z „ekologicznego plastiku”, czyli… trzciny cukrowej.

Świetne jest również rozwiązanie, dzięki któremu możesz uzupełnić swój wybrakowany zestaw Lego. Kupiłeś świeżuteńkie, pachnące nowością pudełko z grzechoczącymi w środku klockami? Rozpakowujesz, a tu… brakuje elementów. Inna sytuacja, myślę, że znacznie częściej spotykana. W tajemniczych okolicznościach zaginęły najważniejsze klocki z ulubionego zestawu Twojego szkraba, albo – co gorsza – ukochany hipek? Napisz do Lego – wyślą brakujące elementy. Takie podejście do klienta to ja rozumiem!

Liczy się kreatywność. Na maksa

Od zestawów, przez reklamy, po produkty towarzyszące. Lego stanowi świat sam w sobie, nieskończenie kreatywny. To jest w tych klockach najcudowniejsze, to jest to, czym mnie kupili. I powód, dla którego kupuję ich produkty. Nie ja jedyna zresztą – miliony egzemplarzy Lego znikają ze sklepowych (oraz internetowych) półek na całym świecie. To niekwestionowany lider w branży „klockowej”. W zeszłym roku firma sprzedała zestawy Lego za 36,4 miliarda duńskich koron, czyli w przeliczeniu „na nasze” – około 21 miliardów złotówek!

Spokojnie mogliby odpuścić starania, a biznes i tak sam by się kręcił, jednak…Lego non stop się rozwijają, dopasowują do zmieniającego się świata. Ba, wyznaczają trendy.

Zestawy z Toys Story, Myszką Miki, Elzą, czy inną księżniczką Disneya? A może kawiarnia z „Przyjaciół” wraz z ekipą? Proszę bardzo!

No i wisienka na torcie, czyli reklamy Lego. Majstersztyk. Moim ewidentnym faworytem jest ta – obejrzyjcie, banan na twarzy gwarantowany:

Firma jest tak cudna, że uporali się nawet z zaprezentowaną na filmiku powyżej, największą zmorą każdego posiadacza Lego. Nadepnięcie na klocek nie musi się już wiązać z bólem równym amputacji stopy. Otóż zaprojektowano… „antynadepnięciowe” kapcie 😀 . Prezentują się o tak:

Mistrzostwo świata! Inni producenci klocków mogą im buty czyścić. I jak tu nie kochać Lego?!

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

4
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Załęska
Gość
Aleksandra Załęska

Mój syn uwielbia LEGO, a ja razem z nim 🙂 Lubimy budować, tworzyć cale miasto i bawić się, bawić się i bawić się 🙂

Karolina Kosek
Gość

oglądając reklamy LEGO nie tylko czuję się stara, ale i niedouczona. Muszę przyznać, ze stają na wysokości zadania i odpowiadają na obecne czasu 🙂

TosiMama
Gość
TosiMama

Lego jest ponadczasowe, myślę, że nawet nasze prawnuki będą się nim bawić!