Idą wybory, i to wielkimi krokami. Polacy, miejmy nadzieję równie wielkimi (lub przynajmniej żwawymi) krokami, powędrują do urn. Wszak to obywatelski obowiązek jest! Właśnie – obywatelskość, polskość, patriotyzm. Ku refleksjom nad tymi pojęciami, skłoniły mnie dwa epizody:

burza wokół billboardu, będącego częścią kampanii „Polski pomidor”,

kuchenne Polaków rozmowy, z udziałem Teścia, Męża mego jedynego oraz mojej skromnej osoby.

Konstatację mam następującą: w Polsce trochę wstyd powiedzieć, iż człek jest patriotą. To mocno smutny wniosek. Ale po kolei.

O co chodzi? – Pomidor! Na początek.

Ksenofobiczne malinówki

Stowarzyszenie Producentów Pomidorów i Ogórków pod Osłonami (zacna nazwa, nie sądzicie?) wpadło na pomysł, coby reklamować swoje produkty. Jak się domyślacie, sprawa dotyczyła zachwalania walorów rodzimych pomidorów i ogórków. Zrobiono więc billboardy, trzeba przyznać nieco toporne w wykonaniu, prezentujące się o tak:

No i BANG! Burza w mediach społecznościowych. Nie, nie ze względu na estetyczno-graficzny aspekt billboardów. Zebrali się internetowi znawcy mowy polskiej i dawaj prowadzić rozważania odnośnie znaczenia hasła reklamowego. Bo… kto ma być z Polski?! O ojczyźniane korzenie pytać sprzedawcę, czy pomidora? Jeśli sprzedawcę, to wniosek nasuwa się jeden: ksenofobiczna reklama. A jej twórcy zdają się być rasistami czystej krwi.

Ba, nawet gdyby rzecz tyczyła się pomidora, i tak należałoby uznać, że reklama trąci rasizmem. Niby w czym rodzima malinówka lepsza od holenderskiej, dajmy na to?

Rozważania nad polskim pomidorem wpisują się zresztą w ogólnonarodową tendencję: czego by nie wymyślono, w sensie reklamowo-marketingowym, zaraz pojawiają się podejrzenia o głoszenie mowy nienawiści lub w najlepszym wypadku dyskryminację. Przykład? Ot, choćby ze świata mody.

Szwedzka odzieżówka i rasistowskie, dziecięce bluzy

Pamiętacie taką kampanię H&M, w której to firma wypuściła serię „dżunglowskich” bluz dziecięcych? Jedno ze zdjęć promujących kolekcję wywołało falę krytyki i serię komentarzy o rasistowskich zapędach szwedzkiego giganta ubraniowego. Prezentowało się tak:

Co w ujęciu obraźliwego? Umówmy się, jeśli ktoś dopatruje się rasizmu, patrząc na zdjęcie ciemnoskórego kilkulatka, odzianego w bluzę z zabawnym napisem „najfajniejsza małpka w całej dżungli”, coś jest nie tak. Z tym, który dostrzega rasizm. Zdjęcie samo w sobie nie jest przejawem dyskryminacji. To postawa osób komentujących świadczy o ich rasistowskim podejściu do tematu. Warto przy tym dodać, że mama chłopca była obecna podczas sesji zdjęciowej synka i jak sama stwierdziła – nie widziała niczego niewłaściwego w ujęciach. Ciężko mi również uwierzyć w to, by rozpoznawalna marka, o ugruntowanej pozycji na rynku modowym, postanowiła zabawić się we wskrzeszanie idei apartheidu. Ale przecież internauci wiedzą lepiej. Jak zawsze zresztą.

Idźmy tym tropem dalej. Na łamach „Polityki” jedna z dziennikarek uzasadniała, że w przypadku rzeczonej kampanii reklamowej mamy do czynienia z jawnym rasizmem,. Argumenty? Jak poniżej:

Po pierwsze, w tej samej kolekcji H&M jest podobna bluza, z napisem „Mangrove Jungle Survival Expert”, ekspert do spraw przetrwania w namorzynowej dżungli. Tym razem modelem był biały chłopiec. Dlaczego on ma etykietkę „eksperta”, a czarnoskóry „małpy”? To nie jest neutralne.”

A teraz weźmy pod lupę obie bluzy, proszę bardzo, przyjrzyjcie się wszyscy:

I odwróćmy sytuację. Powiedzcie mi, czy takie samo piekło nie rozpętałoby się, gdyby to czarnoskóry chłopczyk miał założoną pomarańczową bluzę? Już widzę zalewającą internet falę krytyki! Z jakiej racji czarnoskóry ma być ekspertem od życia w dżungli?! Że niby dziki człowiek z buszu?! Jak tak można! Stereotypy i dyskryminacja, wstydź się H&M!

Daję sobie prawą, bo lewą piszę :P, rękę uciąć, że hejt pod adresem firmy uderzyłby z taką samą, o ile nie większą, siłą. Jak z tego wybrnąć? Gdyby do kampanii w ogóle nie zatrudniono czarnoskórych dzieciaków, to dopiero by lamentowano i odżegnywano się od firmy, która nie wspiera różnorodności i nie wyrównuje szans maluchów z różnych kręgów kulturowych! Z której strony by nie spojrzeć – zawsze pat.

Dla mnie to tylko zdjęcia małych, uroczych chłopaków. Wszystko!

Dobre, bo polskie?

Wracając do pomidorów. Po pierwsze – naprawdę trzeba wykazać się bardzo złą wolą, by patrząc na billboard zastanawiać się, czy tworząc hasło reklamowe autor miał na myśli pomidora, czy sprzedawcę. Pomijam widniejące na billboardzie zdjęcie warzywa. Ba, pomijam adres strony internetowej (www.pomidorpolski.pl), odsyłający zainteresowanych do zapoznania się ze szczegółami dotyczącymi akcji. Najważniejsza jest sama konstrukcja hasła. Wskazuje na to, że pytanie tyczy się pomidora, a nie osoby go sprzedającej – stąd użyty zaimek „on”. O co więc ta burza? Mnie nie pytajcie.

Co więcej, nie od dziś wiadomo, że im potężniejsza i lepiej funkcjonująca gospodarka, tym w kraju żyje się dostatniej. Dlaczego więc nie wspierać rodzimej produkcji? Co złego w mówieniu ludziom „Hej, patrzcie skąd pochodzą produkty, wesprzyjcie krajan”? I w końcu przechodzimy do sedna – patriotyzmu.

Burza wokół polskiego pomidora pokazuje już na wstępie, że patriotyzm jest zły. Bo jak to, nawoływać do kupowania polskiego pomidora, wszak w sklepach są te pochodzące z innych części globu, niby w czym ten nasz ma być lepszy?

Polski patriota, czyli kto?

Wiecie, że z badań wynika, iż większość rodaków nie uważa płacenia podatków za przejaw patriotyzmu? Jasne, patriotyzm to biało-czerwone flagi wywieszane w święta narodowe, radosne i donośne odśpiewywanie hymnu, pamięć o przodkach, szacunek dla tych, którzy o kraj walczyli. Na tym jednak nie koniec.

Patriotyzm to również udział w wyborach, wspieranie rodzimej gospodarki, segregowanie śmieci, dbanie o to, by podczas spaceru kubek po kawie wylądował w koszu, a nie na parkowej alejce. To także postawa otwartości na inność – inne poglądy, inne nacje, inne wartości. Nikt nikomu nie każe zmieniać światopoglądu, ale wysłuchać drugiego człowieka, uszanować jego racje – zawsze warto. I taki obraz patrioty powinien być zakorzeniony w świadomości każdego z nas.

Tymczasem zbyt mało w nas przekonania, że z Polski (i bycia Polakiem) warto być dumnym, za dużo – że Polska sto lat za resztą świata. Mało w nas zdrowego patriotyzmu, dużo niezdrowej obojętności. Mało w nas wiary w polityków, i mało w politykach wiary w nas – Polaków. A przy tym wszystkim każdy Polak wie najlepiej, ale mało który wie co zrobić, by było lepiej.

***

Tak, jestem patriotką. Uważam, że żyjemy w jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi, mamy ogromny potencjał rozwojowy, bośmy pracowici, a jednocześnie świetnie wychodzi nam kombinowanie – idealne połączenie, niemal skazujące na sukces 😉 .

Tak, jestem patriotką. Dlatego jeśli mam wybór – kupuję polskie pomidory, a nie te z Holandii, czy innego Maroko. Jednocześnie nie pogardziłabym bluzą ze skandynawskiej odzieżówki, i dumnie paradowałabym z napisem „the coolest monkey in the jungle”. Czekam więc aż wypuszczą damską wersję osławionego modelu.