Znacie to uczucie, kiedy człowiek spragniony słodyczy dorywa ostatni, widoczny na stolikowym horyzoncie cukierek, odwija papierek, a tam pustka? Ktoś nam już tego cuksa zeżarł i jeszcze próbował z nas zadrwić, niejako dając obietnicę, że jak tylko poczynimy wysiłek odpakowania – czeka nas słodka nagroda.

Piękna metafora chujowych związków. Choć często nie wiesz, że właśnie w takim jesteś, bo ktoś ciągle zawija Ci te cukierki-widma, mami papierkami, a Ty odwijając kolejne sreberko chcesz wierzyć, że tym razem się uda, że tym razem coś tam w środku jest – że faktycznie będzie słodko. Najgorzej, jak macie dzieci. Serio. Zawsze twierdziłam, że kobieta tkwiąca w związku z mężczyzną dla dobra dzieci to słabizna (i vice versa oczywiście). Idzie luty podkuj buty czyli nie mów hop – dopóki tych konkretnych butów nie założysz, nie będziesz wiedzieć, jak bardzo uwierają. Dopóki samemu nie znajdzie się w sytuacji pt. „Mama, dziecko, tata” to nie będzie się wiedzieć, jak trudnym wyborem jest powiedzieć związkowi „nie”. No bo dla tego małego dzidziulca ruszylibyśmy Słońce, wstrzymali Ziemię, Rów Mariański przekopali i Mount Everest przenieśli, a tu się okazuje, że nie potrafimy maluchowi pokazać w jaki sposób budować relacje damsko-męskie. Myślisz sobie „jeśli się rozstaniemy to wgramy dzidziowi złą matrycę zachowań, spaprzemy życie na starcie, utrudnimy funkcjonowanie w dorosłym”. Sama się na tym myśleniu złapałam, gdy w przypływie złości chciałam mego Męża porzucać, już, zaraz i za moment wyprowadzać się ze wspólnie uwitego gniazdka. W całym tym pomieszaniu z poplątaniem, zwanym związkiem, zadaj sobie podstawowe pytanie: co w takim układzie ze mną? Postaw siebie (swoje potrzeby) w centrum i na spokojnie zastanów się czy

1. Wasza intymność jest jak potwór z Loch Ness:

Głęboko ukryta, ponoć ktoś ją widział, ale nikt nie wie kiedy, gdzie i czy na pewno istnieje. Jeśli Wasz staż znajomości/ małżeństwa/ związku wynosi lat kilka, a Wy sypiacie ze sobą od wielkiego dzwonu to wiedz, że coś się dzieje. Jeśli Wasza aktywność w łóżku jest jak SS – seks i spanie (żadnych tam gierek, masaży i innych pieszczotliwych słodkości) to wiedz, że coś się dzieje. Jeśli nie masz ochoty inicjować zbliżeń, bo zawsze przebiegają tak samo i po prostu znudził Cię już ten scenariusz to wiedz, że należy z tego łóżka spieprzać. Najlepiej na kanapę w salonie. Własnym.

2. Wasza wspólna pasja to Netflix

Jedyna. Jeśli zastanawiasz się co interesuje i Ciebie, i Twoją drugą połówkę, to zły znak. Jeśli nie potrafisz sobie na to pytanie odpowiedź inaczej niż banałami typu kino, muzyka, książki – to jest nie tyle znak, co walący prosto w oczy dowód, że coś tu nie gra. A w zasadzie zgrzyta. Nie idź tą drogą, bo prędzej czy później pojawi się na niej drogowskaz z napisem „Przejścia nie ma”.

3. Wasz podział domowych obowiązków jest zero-jedynkowy

Czyli Ty masz same jedynki, a partner(ka) to Jaśnie Umęczony Ciężkim Dniem Spracowany Człowiek. Jako osoba opadająca z sił nie jest w stanie zrobić obiadu, kolacji czy śniadania dla siebie i Ciebie. Poziom energii jest zbyt niski, by wrzucić skarpety do pralki i – uwaga, uwaga – pralkę ową nastawić (o rozwieszaniu prania nie wspominając). Jako jednostka pozbawiona witalności życiowej nie umyje naczyń. Sił nie starcza nawet na to, by nacisnąć magiczny guzik zmywarki, wprawiający maszynerię w ruch. „Kochanie, napijesz się kawy?”, „Zrobić Ci herbatki?” pada tylko z Twojej strony. I tak dalej, i tak w kółko. Podsumowując – albo zaczniecie się dzielić, w myśl maksymy, że szczęście się mnoży tylko jeśli się je dzieli, albo całe życie spędzisz na usługiwaniu. Kosztem czasu dla siebie, co oczywiste. No, albo go sobie oszczędzisz i pozostawisz swą połówkę samą na włościach.

4.Wasze wspólne wyjścia to wyjścia 2+1

Czyli mama, tata, dzidziulec. Oczywiście, takie wyjścia są potrzebne, piękne i należy je pielęgnować. Podobnie jak wyjścia tylko we dwoje. Randka sam na sam z Mężem/ Żoną to dla Ciebie urban legend, a wspomnienie romantycznego weekendu we dwoje generuje zdjęcie oferty wyjazdowej z Twojego ulubionego czasopisma? Tak, małżonkowie też chodzą na randki! Tak, rodzice też potrzebują spędzić czas ze sobą, bez dzieci. Nie, „nie da się, bo…” nie jest wytłumaczeniem. Da się zawsze, pytanie tylko czy jeszcze chcecie.

5. Słowa „kocham Cię” słyszysz tylko od dziecka.
Albo w filmie

Bądź w oglądanym z partnerem serialu netflixowskim. Powyższego chyba nie muszę komentować. Jeśli Twoja druga połówka zapomniała, jak wielką moc ma zlepek tych dwóch słów, to jeden z symptomatycznych dowodów na to, że magia znika z Waszego związku prędzej niż swego czasu Świeżaki z Biedronki.

6. Nie ma fajerwerków nawet od święta

Nie ma kwiatków, nie ma niespodzianek, karteczek z miłym napisami, porannej kawy do łóżka czy śniadaniowego jajka usadzonego w kształt serduszka (albo po prostu usadzonego, jakkolwiek). Nie ma słodkich smsów i telefonów tylko po to, żeby powiedzieć sobie „Tęsknię”, „Uwielbiam”, „Chciałem Cię usłyszeć”. Nie ma wcześniejszych powrotów z pracy i niespodziewanych wyjść do kina, bo ta druga osoba sprawiła, że wieczór z maluchem sponsorują dziadkowie. Nie ma tych wszystkich małych gestów i drobiazgów, które składają się na większy obraz – obraz Waszej codzienności.

7.Wasz czas minął

I to dosłownie. Zarabianie i zarobienie to kwintesencja każdych, kolejnych 24 godzin. Nie macie czasu na konwersację o czymkolwiek innym poza dzieckiem, zakupami i tym kto, kiedy, i o której wróci następnego dnia. Rozmowy dotyczące tego, co ciekawego usłyszeliście w pracy, przeczytaliście w gazecie czy wysłuchaliście w radiu, rezerwujecie dla przyjaciół. Zapominając, że to partner powinien być tym najlepszym.

Podpisujesz się pod powyższymi stwierdzeniami obiema ręcami? Możesz tę listę rozszerzyć o kolejnych kilka punktów? Śmiało. Jeśli nie masz dzieci – nie ma nad czym rozmyślać, trzeba brać nogi za pas. A jeśli masz? Cóż, zastanów się, czy

  • lepiej będzie jeśli małemu człowiekowi pokażesz dwójkę umartwionych ludzi, żyjących obok siebie, a nie ze sobą, niezadowolonych ze swojego związku, którzy nie potrafią podjąć odważnych decyzji,

czy jednak

  • lepiej będzie jeśli małemu człowiekowi pokażesz dwójkę szczęśliwych ludzi, mających odwagę, by zakończyć relację, która ich nie satysfakcjonuje.

Nawet jeżeli o związku myślisz przez pryzmat dziecka (błąd sam w sobie!), pomyśl o tym, czego chcesz nauczyć swojego malucha? Życia dla pozoru czy życia pełną piersią? Że życie to pasmo nieustającego umartwiania się, czy że życie daje nam paletę różnych emocji, i tych dobrych, i złych? Chcesz, by Twoje dziecko zbudowało szczęśliwy, dobry związek? Dobry, czyli…taki jaki Ty mu pokazujesz. Ono nie zna innego sposobu budowania relacji, niż ten, który widzi w domu. Co więc lepsze – dwa domy, w których swój blask roztacza spokój, promieniujące dobrą energią, czy jeden, w którym nikt nie pilnuje płomienia domowego ogniska? Odpowiedź jest oczywista.

Dodaj komentarz