Pandemia koronawirusa trwa “w najlepsze” i wszystko wskazuje na to, że prędko się z nią nie uporamy. A ja mam już dość. I to szczerze. Nie, nie konieczności siedzenia w domu. To mi w zasadzie – póki co – jakoś bardzo nie przeszkadza. Dziękować Bogu nie ugrzęzłam w swojej jaskini w samotności – towarzyszy mi dwóch wspaniałych Mężczyzn – jeden duży, drugi mały. W dodatku mam o czym rozmawiać z Mężem. No i w przeciwieństwie do wielu utyskujących obecnie matek, przeżywających trudne chwile pod jednym dachem ze swoją dziatwą – lubię spędzać czas z Dzieckiem. Wspólna zabawa z dwu i pół latkiem, obdarzonym nieznającą granic wyobraźnią, to najfajniejsze, co może przytrafić się dorosłemu 🙂 . Serio!

Mam natomiast serdecznie dość ignorancji. I arogancji. Wielu, wielu osób. Szczególnie tych, które z racji swojego wykształcenia oraz statusu społecznego – powinny być jednostkami najbardziej świadomymi zagrożenia. Ot, weźmy na tapet pana Marszałka Senatu i jego eskapady do Italii. Czy jeszcze niedawne wypowiedzi lekarzy, że grypa dla nas – Polaków – stanowi bardziej realne zagrożenie niż nowy koronawirus SARS-Cov-2. Albo upubliczniane na Instagramie utyskiwania artystów, dla których w dobie epidemii największym zmartwieniem są odwołane spektakle, koncerty i inne wydarzenia kulturalne.

Mam absolutnie dość ignorancji ludzi, których:

Śmieszy, że sąsiad zrobił zapasy

Myślałam, że w zdroworozsądkowym podejściu pt. kupię więcej jedzenia, to w dobie pandemii koronawirusa nie będę musiał(a) codziennie chodzić do sklepu i tym samym nie będę narażać się na kontakt z ludźmi – nie ma niczego śmiesznego.

Nie wszyscy jednak podzielają ten sposób myślenia. Okazuje się, że całkiem sporo osób uważa robienie zapasów za hiper zabawne działanie. Nie widzą sensu w zapychaniu lodówki i szafek jedzeniem. Przecież sklepów nie zamykają, można codziennie drałować do Stonki lub innej, niemieckiej sieciówki i na bieżąco kupować produkty.

Ano można, tylko po co? Po co narażać się na codzienny kontakt z innymi ludźmi, którzy mogą zarazić nas wirusem, lub których my możemy zarazić?

Nie chodzi o sianie paniki – chodzi o odpowiedzialność. Wolę, żeby moi bliscy – rodzice, dziadkowie, robili zakupy raz na kilka dni, zmniejszając tym samy ryzyko, że ktoś, kogo tyłek świerzbi i nie potrafi odpuścić sobie rozrywek towarzyskich – zarazi ich wirusem.  Myślałam, że taka argumentacja jest logiczna i rozsądna. Jak się okazuje – nie dla wszystkich.

Przykład?

Jednym z internetowych śmieszków, co to postanowił wyszydzać ideę robienia zapasów, był pewien znajomy. Na popularnym portalu społecznościowym, którego nazwa zaczyna się na literkę “f”, a kończy na literkę “k”, zamieścił zdjęcie mężczyzny. Ów mężczyzna, na oko po sześćdziesiątce, wykładał na taśmę w sklepie rzeczy, które postanowił zakupić. Było ich sporo, ale bez przesady. Człowiek robił po prostu zapasy na kilka kolejnych dni. No i mego znajomego wielce to rozśmieszyło, a gdy zdjęcie opublikował na ściance – śmieszno i wesoło zrobiło się również innym ludziom, znajomym znajomego.

Najśmieszniejsze jednak było to, że to nie było śmieszne. Raczej głupie i pokazujące, że ludzie nie potrafią spojrzeć szerzej na problem, przeanalizować sytuacji, uwzględnić zmiennych.

Jak wspomniałam, gość ze zdjęcia był starszym mężczyzną. Takie osoby są bardziej podatne na zarażenie SARS-Cov-2 i powikłania po chorobie. Człowiek wybrał się na większe zakupy, bo pewnie chciał ograniczyć wyjścia z domu do minimum – jak zalecają lekarze (!). A zalecają to wszystkim, nie tylko starszym – chciałam zauważyć. W przeciwieństwie do znajomego i znajomych znajomego, których robienie zapasów śmieszyło – pan ze zdjęcia wie co to puste półki, bo żył w PRL. Wie, co to sytuacje nadzwyczajne, bo doświadczył stanu wojennego. Innymi słowy – wie, co to trudne czasy. Wie, że jedzenia może zabraknąć. I w końcu – wie, że w sytuacjach kryzysowych wszystko to, co uważamy za niezmienne i trwałe – może zniknąć szybciej, niż żele do dezynfekcji rąk i mydła antybakteryjne z Rossmana. Ba, zakładam, że ten człowiek zwyczajnie się o siebie… boi.  Strach – takie śmieszne uczucie? Śmieszny, to jest brak perspektywicznego myślenia. A smutny – brak empatii.

Śmieszy zakaz wychodzenia z dziećmi na place zabaw

I ogólnie idea kwarantanny. Bo po co i na co to komu. Naprawdę, w sytuacji, gdy na własne oczy – na przykładzie Włoch – widzimy, do czego prowadzi brak ograniczania do minimum kontaktów w społeczeństwie, ktokolwiek może mieć wątpliwości, co do zasadności izolacji? Nie potrafię pojąć, jak to możliwe, że ludzie – widząc ogrom tragedii, jaka spotkała italiański naród, ogrom tragedii, jaka spotkała jednostki w tym narodzie – śmią kwestionować celowość zakazów zgromadzeń i sensowność ograniczeń w przemieszczeniu się.  A jednak…

Przykład?

Proszę bardzo – z własnego podwórka. I to dosłownie własnego podwórka. Wczoraj, przedwczoraj i w weekend widziałam dzieciaki w najlepsze bawiące się na placu zabaw, zlokalizowanym tuż obok mojego lokum. Ich rodzice siedzieli gdzieś tam obok, wpatrzeni w ekran smartfona (w wersji bardziej optymistycznej – w książkę). Serio, ludzie? Serio?!

Jak widzę te biegające dzieciaki – na usta ciśnie mi się jedno – nieodpowiedzialni, do granic możliwości leniwi i egoistyczni rodzice. Oczywiście, że prościej jest wypuścić dziecko na plac zabaw, niż zorganizować mu czas w domu lub zabrać na wycieczkę do lasu. Wycieczka to wszak przedsięwzięcie, no i trzeba w trakcie spaceru zamienić z dziatwą przynajmniej kilka zdań. Trzeba wykazać się inicjatywą. Pomysłowością. Trzeba poświęcić dziecku swój czas. Tak, bycie razem, bycie z dzieckiem – wymaga zaangażowania rodziców. Jasne, że łatwiej zatopić wzrok w ekranie smartfona, podczas gdy brzdąc fika koziołki na placu zabaw,  niż zająć SWOIM (istotny zaimek) dzieckiem. Ale jak wiadomo rzadko to, co łatwe jest dobre i pożyteczne.

Tak, wiem, że dzieci na ogół bezobjawowo przechodzą COVID-19. Problem jednak w tym, że podczas przebywania na placu zabaw – jedno dziecko może zarazić kilkoro innych. A te, witając się ze starszą sąsiadką, mijaną w sklepie czy na klatce schodowej, lub zwyczajnie naciskając klamkę w drzwiach wejściowych do bloku – mogą “sprzedać” wirusa starszym osobom. Ludziom, którzy już tak łatwo, gładko i przyjemnie przez infekcję nie przejdą. Egoizm czy głupota rodziców? Nie wiem. Na pewno lenistwo.

Śmieszy panika, bo przecież grypa jest groźniejsza

Po prostu nóż mi się w kieszeni otwiera, jak widzę i słyszę komentarze w stylu: “wirus grypy jest groźniejszy.” Tak, tak, NADAL, mimo że WHO ogłosiło pandemię koronawirusa, są ludzie, którzy głoszą takie herezje. I nie zawahałabym się przed użyciem tasaka w stosunku do tych, którzy wypowiadają jeszcze głupsze stwierdzenie, czyli:  “na grypę też umierają ludzie i jakoś świat nie wprowadza kwarantanny.

No więc po pierwsze SARS-Cov-2 jest groźniejszy od wirusa grypy. I to nie moja opinia. To fakt.

Jest groźniejszy między innymi dlatego, że dane dotyczące nowego wirusa są wciąż niepełne. Naukowcy i rządy państw prześcigają się w ich zbieraniu i aktualizowaniu. O grypie z kolei wiemy bardzo dużo, przez lata zdążyliśmy się z nią “oswoić”. Jesteśmy obeznani ze “sposobem postępowania” wirusów, które ją wywołują. Wiemy jak i kiedy atakują, w jaki sposób wirus grypy się roznosi, jak długo jest w stanie przetrwać poza żywicielem, czyli na różnego rodzaju powierzchniach. W przypadku koronawirusa SARS-Cov-2 niewiadoma goni niewiadomą.

Przykład?

Na początku marca, w chińskim czasopiśmie medycznym, grupa naukowców opublikowała wyniki badań, dotyczących sposobu rozprzestrzeniania się wirusa SARS-Cov-2. Badacze wykazali m.in., że w zamkniętych pomieszczeniach (w analizowanym przypadku chodziło o autobus) typu środki komunikacji miejskiej, samoloty, sale, pokoje – wirus może utrzymywać się w powietrzu przez 30 minut. Nie,  jak dotąd sądzono (i jak ma to miejsce w przypadku wirusa grypy!), że człowiek kaszlnie, chrząknie, a wirus wraz z “wyrzutem wydzielin” 😛 opadanie na podłogę. Oj nie. Cząsteczki koronawirusa potrafią przyczepiać się do innych cząsteczek buk-wie-czego i beztrosko wirować w powietrzu. Co więcej, świeżutko opublikowane wyniki badań, przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców, dostarczają nam jeszcze bardziej niepokojące dane. Odpowiedzialny za trwającą pandemię koronawirus SARS-Cov-2  może utrzymywać się w powietrzu znacznie dłużej – do 3 godzin. Słyszeliście, żeby wirus grypy miał takie supermoce?!

Dla porządku przypomnę jeszcze jeden, drobny, ale istotny szczegół – przeciwko wirusom grypy mamy szczepionkę. Wiemy, jakie leki działają, co robić, gdy choróbsko już nas dopadnie. A mimo tego – ludzie umierają wskutek powikłań po przebytej infekcji. Z koronawirusem jedno jest pewne: nic nie jest pewne. No, może poza tym, że na szczepionkę możemy liczyć najwcześniej  za półtora roku. A i tak jest to scenariusz hiper optymistyczny –  wprowadzenie do obiegu szczepionki w ciągu 18 miesięcy od rozpoczęcia nad nią prac – byłoby rekordowym tempem. Nigdy wcześniej coś takiego nie udało się naukowcom.

No i last but not least – grypa to tak czy inaczej poważna infekcja wirusowa. Świetnie podsumował to wirusolog – Dr Richard Hatchett – dyrektor generalny pozarządowej organizacji Coalition for Epidemic Preparedness Innovations (CEPI), podczas wywiadu dla stacji 4 News. Na stwierdzenie dziennikarki:

We don’t shut down public transport for the flu“.
(nie wstrzymujemy transportu publicznego z powodu grypy)

Odpowiedział:

I don’t think we are dealing with a flu
(Nie sądzę, że poradziliśmy sobie z grypą).

Śmieszy panika, bo przecież na grypę umiera więcej ludzi

Ale więcej gdzie? I skąd te dane? Po pierwsze, raz jeszcze podkreślę, że grypa już trochę nam towarzyszy, więc znamy statystyki umieralności na grypę. SARS-Cov-2 pojawił się niedawno, raptem 3 – 4 miesiące temu. Tak naprawdę NIKT nie ma więc bladego pojęcia, jakie żniwo zbierze pandemia koronawirusa. A skoro nie wiadomo, to znaczy tylko jedno: ktoś, kto mówi, że na grypę umiera więcej osób wykazuje się totalną ignorancją i niewiedzą (choć ja bym to określiła mianem głupoty, po prostu).

Na ten moment, w samych tylko Włoszech, od początku rozwoju epidemii, czyli w ciągu dwóch miesięcy, zmarło 2978 osób. Zakładam, że za tydzień liczba ta będzie sięgała czterech tysięcy.

Dla porównania – z powodu grypy w Polsce od początku sezonu zmarły 43 osoby: 2 w listopadzie, 1 w grudniu, 10 w styczniu, 23 w lutym i 7 w pierwszym tygodniu marca  (meldunki epidemiologiczne NIZP-PZH). Przypominam, że z powodu zachorowania na COVID-19 w nadwiślańskim kraju w samym tylko marcu zmarło 5 osób. Już samo to zestawienie pokazuje, że na grypę WCALE nie umiera więcej osób niż na chorobę wywoływaną przez wirusa SARS-Cov-2.

Według danych statystycznych śmiertelność grypy sezonowej wynosi 0,1-0,5%. Na ten moment, analizując liczbę zarażonych wirusem SARS-COV-2 do liczby osób, które zmarły, śmiertelność COVID-19 kształtuje się na poziomie 4,09%. Rzecz jasna chodzi o śmiertelność w ujęciu ogólnoświatowym.

Oczywiście, można mówić o tym, że wiele osób przechodzi COVID-19 bezobjawowo, że w związku z niewykrytymi przypadkami zarażenia wirusem SARS-Cov-2 – śmiertelność jest zawyżona. To prawda. ALE nawet w odniesieniu do grypy nie wiemy, ile osób choruje w każdym sezonie. Ba, zakładam, że o żadnej chorobie tego nie wiemy. Właśnie dlatego ludzie posiłkują się nauką zwaną statystyką – żeby oszacować ryzyko i zagrożenie, jakie niesie ze sobą dana choroba. I na tle tych statystycznych danych – choroba wywoływana przez wirus SARS-Cov-2 wypada mocno groźnie. Oczywiście można się ratować myślą, że wcale nie jest tak źle, że grypa groźniejsza, podczas gdy… Włochy powoli ogarnia chaos, a Hiszpania najwyraźniej idzie śladem Italii. Podczas gdy  Unia Europejska zamknęła swoje granice, a USA pokazało Europie wielki napis “f*ck you”, zabraniając przylotów. Jasne, można ratować się myśleniem życzeniowym. I arogancją, ignorując zagrożenie.

Zamiast się śmiać – nauczmy się uczyć się na błędach

Na koniec przychodzi mi na myśl jeszcze jedno – że warto uczyć się na błędach. Zamiast bagatelizować problem – poszukać w historii podobnej sytuacji. I sprawdzić, czy na pewno mamy powód do śmiechu – czy skończyła się happy endem. W tym kontekście nie sposób uniknąć porównania obecnej sytuacji do epidemii hiszpanki. Przy okazji – to świetnie pokazuje, jakie spustoszenie potrafi zasiać niewinna grypa. Ciekawy zbieg okoliczności, że równo sto lat po epidemii hiszpanki, która pochłonęła więcej istnień, niż pierwsza i druga wojna światowa razem wzięte (wiedzieliście o tym? bo ja nie), świat boryka się z pandemią koronawirusa. I tak jak wówczas ludzie ignorowali zagrożenie, tak i obecnie są tacy, którzy nie widzą powodów do niepokoju. Widzą za to (zbyt) wiele powodów do śmiechu.

I wiecie – szczerze życzę nam Wszystkim, żebyśmy za miesiąc mogli śmiać się z tego, że byliśmy poddani kwarantannie. Żebyśmy mogli radośnie powiedzieć “było, minęło”. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że koronawirus SARS-Cov-2 tak łatwo się nie podda. Nie poddawajmy się więc i my – ani przesadnej panice, ani hurra optymizmowi. Nie wyśmiewajmy innych. I sami nie bądźmy śmieszni.

***

Na koniec – garść przydatnych informacji odnośnie koronawirusa SARS-Cov-2 i wywoływanej przez niego choroby COVID-19. Łapcie i czerpcie z tego wszyscy – wiedzy nigdy za wiele!

Oficjalne źródła informacji:

Co musisz wiedzieć o koronawirusie? gov.pl/web/koronawirus
Zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego dla seniorów: bit.ly/zaleceniaGIS
Alert RCB – ostrzeżenie o koronowirusie: https://rcb.gov.pl/alert-rcb-ostrzezenie-o-koronawirusie/
Ministerstwo Zdrowia: Koronawirus – co musisz wiedzieć? https://www.gov.pl/web/zdrowie/co-musisz-wiedziec-o-koronawirusie

Zalecenia dla przedsiębiorstw https://www.gov.pl/web/koronawirus/zalecenia-dla-przedsiebiorcow-w-zwiazku-z-rozprzestrzenianiem-sie-koronawirusa

 

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!