Jak Wasze przygotowania do nadchodzących Świąt? Umyliście już okna dla Dzieciątka, ozdobiliście choinkę milionem bombek i migających światełek, a w domu unosi się pomarańczowo-goździkowy aromat? Dywany wyprane, pierogi zajęły swoje miejsce w zamrażarce, grzecznie czekając na Wigilijną wieczerzę?

Święta to bez dwóch zdań cudny okres. I to zarówno dla tych, którzy podchodzą do Bożego Narodzenia wypełnieni krześcijańską wiarą, przeżywając ten refleksyjny czas w skupieniu, pełni zadumy,  jak i tych, którzy świętują po prostu dlatego, że jest ciepło, miło, prezentowo i w dodatku z pełnym brzuchem.

Ten magiczny niczym w reklamach Coca-Coli mikołajkowo-choinkowy czas, ma jednak jeden haczyk. A mianowicie rodzinne rozmowy, toczone przy wigilijnym stole. Znacie te pełne zażenowania miny, kojarzycie sytuacje, w których pierogi stawały Wam w gardle, a twarz przybierała odcień bardziej buraczany, niż jedzony właśnie barszcz?

A zatem jakich tematów unikać podczas uroczystej wieczerzy? Ano, na przykład takich:

Co tam Panie w polityce?

Świąteczny temat killer, który nawet z niespotykanie spokojnej rodziny, otulonej sielsko-anielską atmosferą, potrafi wydobyć demony. Wojny! Na ostre słowa, noże, widelce i kto co ma pod ręką.

Nie wiem dlaczego Wyspiański w swym weselnym dramacie zawarł owe zdanie “co tam panie w polityce”, tym samym wpisując je w ramy pytań, mających być zapchaj dziurą, swoistym super glue dla nieklejącej się rozmowy. Toż to jest temat tak drażliwy, że człowiek gotowy jest pokłócić się sam ze sobą, a co dopiero z innymi. Po co więc narażać siebie i bliskich na spędzanie czasu w duszącej, gęstej atmosferze pełnej niedomówień, przesyconej wzajemnymi pretensjami?

A Ty nadal sama?

Pytanie hit, kierowane przez zatroskane kuzynki, ciotki, pociotki i babcie pod adresem rodzinnej singielki. Co ciekawe, rzadko jest nim bombardowany samotny młodzian. Przypadek? 😉
Wedle mojej skromnej opinii, jest to pytanie z gatunku retorycznych. Jeśli bowiem singielka przestałaby nią być, znaczy się gdyby w jej życiu zjawił się książę lub przynajmniej poważny kandydat na towarzysza życia – zapewne ściągnęłaby go na domowy barszczyk, uszka i świątecznego karpia.

Druga kwestia to najzwyczajniej w świecie niestosowność pytania. Bo może singielka jest nią z wyboru. Małżeństwo nie stanowi bowiem jedynej, najwłaściwszej drogi do osiągnięcia życiowego szczęścia, spokoju oraz spełnienia. A to, jaką ścieżką dana osoba kroczy, coby wieść idylliczną egzystencję, nikogo nie powinno interesować. Tym bardziej nie powinno być poddawane krytyce przez osoby najbliższe. I to w okresie świątecznym, gdy radość, miłość oraz tolerancja należy się nawet obcym nam człowiekom.

Samolubny jedynak,
czyli kiedy rodzeństwo?

A tu mamy przegięcie w drugą stronę. Już ta rodzinna panna wysłuchała tyrad o nieszczęśliwym życiu singielki, ciotki po głowie pogłaskały, kuzynki przytuliły na pocieszenie. I kiedy wszyscy spisali dziewczę na straty – ta, niczym królika z kapelusza lub asa z rękawa, wyciąga Tego Jedynego. Wszyscy odetchnęli z ulgą, ślub zaliczony, pierworodny (pierworodna) wydany na świat, a zatem… Miast cieszyć się, że dziewczynie układa się życie – zasypywana jest pytaniami o dalsze plany rozpłodowe. Kiedy drugie dziecko? Bo chyba drugie planujecie? Jakże to, jedynak?! Toć wyrośnie z niego/ niej egoista i samolub, nieskory do okazywania ludziom empatii.

Innymi słowy – w którą stronę człek się nie obróci, 4 litery zawsze z tyłu. Nie masz męża/ żony? Źle. Masz? To bierz się szybko za produkcję potomstwa. Jedno już jest? Za mało! Masz trójkę? Za dużo! Wiecie, kwestie wielkości rodziny to jest sprawa tak intymna i indywidualna, że maglowanie człeka przy świątecznym stole, to chyba nienajlepszy pomysł. Ani miejsce na omawianie planów rozrodczych. Jedynym właściwym ku temu otoczeniem jest… małżeńska alkowa 😉 .

Szkoda, że nie ma śniegu / Ale zimno,
czyli porozmawiajmy o pogodzie

Dobra, ja rozumiem, każdemu zdarza się, że język staje kołkiem, słów brak, pomysłów na sklejenie rozmowy takoż. Ale na litość Boską, dajmy sobie trochę luzu chociaż w czasie świątecznym. Gdy nam rozmowa idzie jak po grudzie i ciężko znaleźć wspólną płaszczyznę do dalszych dywagacji – po prostu zamilknijmy. W myśl zasady, że mowa jest srebrem, a milczenie zlotem.

Jak masz mówić byle co, byle jak (fakt, że dziś jest zimno/ śnieżnie/ słonecznie zauważył każdy, serio) – puść kolędy. Zrób cokolwiek, poza rozpoczynaniem ciągnących się w nieskończoność wywodów o deszczu, mrozie i tym, jakie to zawieruchy, zawieje oraz śnieżyce drzewiej bywały.

Czemu nie możesz być jak… czyli porównywanie

To kwestia znana również z kościelnej ławki. Całkiem spora część osób siedzących w owej, z aprobatą potakująca głową na słowa księdza o miłości względem bliźnich, po opuszczeniu boskich progów, zapomina o najważniejszym – wcieleniu treści kazania w życie. Zamiast tego rozpoczyna się omawianie odzienia Pani Kowalskiej, siedzącej w trakcie mszy po przeciwnej stronie. Że nie powinna się stroić, bo w bożym domu nie wypada. Podobnie jak nie wypada zakładać kiecki krótszej, niż w pół łydki. Pani Nowak to wie, zawsze dobiera garderobę stosownie do okazji.

Czyli wiecie rozumiecie, gadki w duchu “kochajmy się, bo są święta”, ale kochajmy się z umiarem – szpilka, jedna czy druga, musi zostać w odpowiednim momencie wbita. Na przykład: ładną masz sukienkę, ale Asia/ Basia/ Marysia to dopiero ma przepiękną! Twoje dziecko jest bardzo utalentowane wokalnie, ale jakbyście słyszeli śpiew dziecka Asi/ Basi/ Marysi – “Mam talent” wygrane w przedbiegach. Super, że się w pracy spełniasz, ale Asia/ Basia/ Marysia to jeszcze w dodatku zarabia. I tak dalej, i tym podobne. Znacie, kojarzycie? I pewnie tak jak ja – nie cierpicie.

Podobnych pytań, których warto unikać, coby zachować magię Bożego Narodzenia i piękne, świąteczne wspomnienia, można by mnożyć. Większość tematów z czarnej listy sprowadza się do starego, porzekadła “Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe”. I to nie tylko od święta, ale i na co dzień! Byłoby pięknie, prawda?

A Wy, zaliczyliście jakieś bożonarodzeniowe wpadki? Macie sytuacje, na wspomnienie których włos jeży się na głowie, czoło marszczy, a brew gniewnie unosi? 😉

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

3
Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
AgataMan
Gość

Wszystkie te przykłady to zupełnie jakby żywcem wydarte z każdego rodzinnego spotkania u mnie. Wygląda na to, że żyję w patologicznym środowisku 😛

Monika Sobieraj-Mikulska
Gość
Monika Sobieraj-Mikulska

Trafione wszystkie “tematy” w punkt! 🙂 Czasem mam wrażenie, że celem rodzinnych spotkań są zawody kto jest bardziej wścibski i nietaktowny. I ja nie wiem, czy pytający czasem nie zdaje sobie sprawy, że robi komuś przykrość, czy własnie ma takie hobby dowalania innym.