Zgodnie z zapowiedzią, dziś druga część kącika porad mieszkaniowych Oli (tu jest pierwsza)! Przed Wami garść informacji odnośnie tego, co człowieka powinno zainteresować, gdy kupuje mieszkanie z rynku pierwotnego ( o proszę, nawet zupełnie niechcący ułożyłam rym częstochowski  😉 ).

7. Zarządca – kto i na jakich zasadach?

Kwestia bardzo, ale to bardzo istotna! Zarządca – swoisty Anioł Stróż Twojej posiadłości 😉 .

Zaczynając od podstaw: każda wspólnota mieszkaniowa musi mieć swoją „reprezentację”. Może być nią część mieszkańców, która utworzy zarząd i w imieniu całej wspólnoty będzie decydować, jak dbać o kolektywne dobro. Czyli budynek mieszkalny oraz jego otoczenie. Częściej zdarza się jednak, że wszelkie sprawy porządkowo-organizacyjno-awaryjne zleca się administratorowi budynku, zwanemu również zarządcą. Taka osoba będzie dogrywała masę istotnych kwestii, m.in. ekipę sprzątającą klatkę schodową, czy ludzi dbających o roślinność wokół bloku. Jak się winda spierdzieli, domofon przestanie działać, światła na klatce wysiądą, a piwnice czy garaże zaleje woda – w pierwszej kolejności będziesz kontaktować się właśnie z zarządcą.

Oczywiście raczej nie zdarza się, by świeżo upieczeni mieszkańcy mieli wpływ na to, kto zostanie pierwszym Aniołem Stróżem budynku. Zazwyczaj wyznacza go deweloper. Ważne jest jednak, czy w sytuacji, gdy wespół z innymi lokatorami dojdziesz do wniosku, iż obecny zarządca nie jest wart funta kłaków, łatwo będzie go podmienić. A lichy administrator zdarza się często, bowiem – jak nietrudno się domyślić – zarządca, któremu fuchę nagrał deweloper, będzie starał się odwdzięczyć za dodatkowy zarobek. Czyli, innymi słowy, w sporach wspólnota contra deweloper możesz spodziewać się, iż administrator będzie zawzięcie bronił kapitalisty 😉 .

U nas zarządca jest w zasadzie nie do ruszenia (a warto byłoby go odstawić). Dlaczego? Otóż został wpisany do aktu notarialnego. Bez zagłębiania się w zbędne szczegóły oznacza to, że na wniosek sporej grupy mieszkańców, należałoby zwołać zebranie, a na nim rozważyć kwestię podjęcia uchwały o zmianie administratora. Co więcej, zarządca musiałby zostać odwołany przez większość mieszkańców, w podobny sposób, w jaki został powołany, czyli przy udziale notariusza. No to teraz spróbuj zgromadzić większość mieszkańców w jednym miejscu, celem głosowania nad czymkolwiek. I jeszcze dograj to tak, by na spotkaniu był obecny również notariusz – mission impossible!

8. Wykończenie elewacji – materiały

Twoje przyszłe gniazdko pięknie się prezentuje na wizualizacjach? Jak wszystkie inwestycje deweloperów 😉 . Zastanów się jednak, czy to co ładne na pewno będzie funkcjonalne. Przykład? Wspomniane na początku pierwszej części poradnika, nieszczęsne balkony. Nasze wyglądały cudnie – duża powierzchnia + drewniane barierki, czego chcieć więcej? Ano czegoś, co przetrwa polskie warunki pogodowe. A umówmy się, te nie należą do najłaskawszych. Dodam tylko, że deweloper w żaden sposób nie zabezpieczył barierek przed czynnikami atmosferycznymi, co dało dość porażający efekt. Taki mianowicie, że owa część elewacji (balkonowe barierki znaczy się), po niespełna pięciu latach, wygląda… odrobinę slumsowo, rzekłabym 😉 . Za chwil kilka my – jako wspólnota – będziemy musieli zainwestować w ich wymianę i ponieść spory tegoż koszt. Jak nietrudno przewidzieć, deweloper umywa ręce.

Sprawdź więc, z jakich materiałów zostanie wykonany budynek, tj. części wspólne, balkony, windy, drzwi wejściowe itp. Koniecznie! Najlepiej niech ktoś w biurze dewelopera da Ci taki „spis inwentarza” na piśmie. Następnie otrzymane informacje skonsultuj ze znajomym lub nieznajomym budowlańcem, który będzie w stanie ocenić, czy deweloper idzie w jakość, czy w „taniość”.

9. Parking rzecz święta!

Dlatego jeśli decydujesz się na wydanie setek tysięcy polskich złotówek na mieszkanie, zrób sobie dobrze i wyciągnij zza pazuchy jeszcze kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy na miejsce parkingowe. To się opłaca, ze wszech miar!

Po pierwsze – nie masz problemu ze znalezieniem wolnego placu, na którym postawisz swoją karocę. Po drugie – to po prostu wygodne – wychodzisz z mieszkania, schodzisz do garażu, wsiadasz do samochodu, jedziesz. Co istotne, w wehikule zawsze panuje taka sama temperatura! W upalne, letnie dni nie wylewasz siódmych potów, sadowiąc się w środku rozgrzanego do granic możliwości auta. Nie martwisz się, że od rozżarzonej niczym martenowski piec kierownicy porobią Ci się bąble na dłoniach.

Zimą nie musisz zabezpieczać swych kończyn, zakładając odzienie, którego nie powstydziłby się mieszkaniec Syberii. W dodatku tylko po to, by po zagrzaniu samochodu zrzucać z siebie kolejne warstwy zbędnej (już) odzieży. Niestraszna będzie Ci również wizja niekończącego się skrobania skutych mrozem szyb. No i, co ważne, nie natkniesz się na przykre niespodzianki typu:


Jednym słowem – WARTO! 😉

10. Umowa – skonsultuj z prawnikiem!

Nie wiem dlaczego samorząd adwokacki, tudzież radcowski, nie wpadł jeszcze na pomysł, by swoje usługi promować na podobnej zasadzie jak reklamy leków, zakończone poleceniem przeczytania ulotki, bądź skonsultowania się z lekarzem/ farmaceutą. W każdym razie Ty, przed podpisaniem umowy sprzedaży, PRZECZYTAJ ją UWAŻNIE, a następnie skonsultuj się z prawnikiem. Serio.

Pewnie wydaje Ci się, że prawnicy to zarozumiałe, wciśnięte w garsonki i garnitury jednostki, z potencjałem na mądrość? W dużej mierze masz rację, wiem coś o tym, bo ładnych kilka lat spędziłam jako aktywny przedstawiciel tegoż zawodu 😀 . Niemniej, jeśli tylko zdołasz wykrzesać z siebie dość cierpliwości, by wysłuchać prawniczej pogadanki, która brzmi równie zagadkowo co wykład z fizyki kwantowej, to Ci się opłaci. Prawnik przeanalizuje umowę, zwróci uwagę na potencjalne zagrożenia, podpowie jakie warunki warto byłoby negocjować z deweloperem.

Nawet jeśli w starciu z potentatem branży mieszkaniowej nie uda Ci się przeforsować korzystnych ustaleń, przynajmniej nie będziesz kupować kota w worku. A przecież to jest najważniejsze, prawda? Parafrazując Zbigniewa Chajzera z czasów świetności: co wybierasz – godzinę w asyście prawnika, czy zonka ukrytego za bramką numer 1? 😉

11. Spec od krzywych ścian na wagę złota

Jak już zdecydujesz się na wybór swojego EM i podpiszesz umowę ze starannie wybranym deweloperem, przyjdzie Ci li i jedynie czekać na odbiór gniazdka. I tu ważna uwaga – na ów odbiór zabierz ze sobą fachowca od wynajdowania usterek. Albo najlepiej całą ekipę speców, która zwróci Twoją uwagę na niedociągnięcia typu: źle poprowadzona wentylacja, krzywe ściany, nierówno wylana posadzka, nieszczelne okna itp. itd. Na pierwszy rzut oka może się bowiem wydawać, że mieszkanko pachnące nowością jest idealnie zbudowane i można się z dnia na dzień doń wprowadzać. Ale, ale, właśnie – oko laika, w dodatku żądnego jak najszybszego rozpoczęcia urządzania mieszkania, dostrzega zazwyczaj tylko to co chce, czyli same plusy 🙂 .

Warto więc ponieść dodatkowy koszt w postaci wynajęcia wspomnianych speców. Razem z Tobą pójdą oglądać, przeglądać oraz mierzyć wzdłuż i wszerz mieszkanko. W ich bezpiecznej asyście możesz bez obaw podpisać protokół odbioru lokum. Uwierz mi, że zawsze, ale to zawsze (no dobra, pojawiają się wyjątki, ale jak wiadomo one tylko potwierdzają regułę) okazuje się, że są jakieś niedociągnięcia w przekazywanym mieszkaniu. Fachowcy zwrócą na nie uwagę, deweloper poprawi. Przyjdziesz na odbiór raz jeszcze i albo wszystko będzie już cacy, albo lokum znów do poprawki. Tak czy inaczej, któryś z wyznaczonych terminów odbioru na pewno zakończy się podpisaniem protokołu. A wtedy przed Tobą już ostatnia prosta – wykańczanie pachnącego nowością, własnego mieszkanka! Czyli znacznie przyjemniejsza część… choć i z wykończeniowcami trzeba uważać, zresztą w ogóle w życiu trzeba uważać 😀 .

Trudy i znoje w ostateczności oczywiście się opłacą, bowiem zwieńczy je pełnia szczęścia, pod postacią Ciebie, w asyście otulającej swą miękkością, nowej kanapy. A to wszystko we WŁASNYM salonie!

Powodzenia i trafnych wyborów!

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!