W mediach wrze, w polityce również. Jak to możliwe? Kolejny strajk nauczycieli? Oni to chyba ani serca, ani rozumu nie mają! Jak im nie wstyd, przecież dostali już podwyżki, czego jeszcze chcą? Z masą tego typu komentarzy spotkałam się w sieci. I wiecie co? Zupełnie ich nie rozumiem. A autorzy zarzutów adresowanych do nauczycieli najwyraźniej zupełnie nie pojmują powagi sytuacji. Ani tym bardziej sedna sprawy. Ale po kolei. Na czym ma polegać ten kolejny strajk nauczycieli?

Nauczyciele strajkują we włoskim stylu

Co oznacza, że od przysłowiowej kredy nie odejdą. Od tablicy również. I to dosłownie – będą tkwić w szkole, solennie wypełniając swoje ustawowe obowiązki. I nic poza tym. Znaczy się, nic poza tym, co muszą, robić nie będą. A do tej pory robili. Na przykład zespoły wyrównawcze, zajęcia dodatkowe. Podobnie ma się sprawa z wycieczkami szkolnymi, dlatego dzieciaki w placówkach, które do strajku przystąpią, do zoo, kina czy w góry nie pojadą. Nauczyciele nie będą też poświęcać swojego czasu na przygotowanie naszych pociech do konkursów, olimpiad, czy szkolnych przedstawień. A przynajmniej takie są założenia.

Ktoś się zastanawia: ale jak to, ale dlaczego?! Już tłumaczę dlaczego.

Nauczyciele strajkują, bo obiecane podwyżki to pic na wodę

Oczywiście, nauczyciele dostaną podwyżki obiecane po poprzednim, kwietniowym strajku. Ale zdajecie sobie sprawę, że jeśli – zgodnie z zapowiedziami obecnego rządu – po nowym roku zostanie podniesiona płaca minimalna, to nauczyciel stażysta (czyli taki świeżak po studiach), zarobi mniej niż np. pani woźna, od zawsze pracująca w tej samej szkole? I nie, nie umniejszam żadnemu zawodowi. Ale to chyba oczywiste, że inny jest zakres odpowiedzialności sprzątaczki, a inny nauczyciela. Inny, gdy ktoś jest dyrektorem szkoły, a inny, gdy jest w tej szkole konserwatorem. Inny, gdy ktoś jest Premierem RP, a inny, gdy jest wójtem w wiosce x.

Czy każdy zawód, każda profesja, są sobie równe? Nie są. I nie będą. Dlatego płace powinny być zróżnicowane i adekwatne do zakresu odpowiedzialności. W tym kontekście, nauczyciele zarabiają zdecydowanie za mało.

Nauczyciele strajkują, bo chcą godnie żyć

Wiecie, ile zarabia nauczyciel, który zaczyna swoją karierę zawodową? Niecałe 1800 złotych „na rękę”. Wiecie, ile zarabia nauczyciel kończący swoją karierę zawodową, posiadający najwyższy stopień awansu zawodowego? Około 2500 złotych. Czy to są godne zarobki, adekwatne do kompetencji, jakich oczekujemy od tych ludzi? Nie. Czy naprawdę kogokolwiek może jeszcze dziwić, że nauczycielom przestaje się chcieć? Że robią co muszą, ale bez zaangażowania? Że tych z prawdziwego zdarzenia, zarażających uczniów pasją, których z sentymentem wspomina się po latach, jest tak niewielu?

Jasne, możemy odwoływać się do poczucia misji, spełnienia, życiowych celów. Piękne to i górnolotne. Ale od idei ważniejsza jest rzeczywistość. A ta zawsze prędzej czy później sprowadza nas do parteru. Bądźmy więc realistami – jeśli nauczyciela nie stać, żeby zabrać własne dziecko na wycieczkę i w tym samym miesiącu kupić mu wygodne, zimowe buty, to zaczyna się frustrować. Jak każdy pracownik, który nie jest doceniany. W każdym zawodzie. Bo czym jest docenienie w pracy? Słowa uznania piękne brzmią, ale to pieniądze są największą motywacją. Umówmy się, nikt nie pracuje dla idei, każdy pracuje dla pieniędzy. A jeśli zarabiając można przy okazji odczuwać zawodową satysfakcję – to się wszystko pięknie klei. Natomiast brak perspektyw na lepsze zarobki największego fascynata zamieni w zgryźliwego przeciętniaka. Jak to było, jaka płaca taka praca?

Pomimo tego, wiele osób argumentuje:

Nauczyciel ma lekką pracę i dwa miesiące wakacji. 

Wyznawców tej ideologii zapraszam do szkoły. Wiele się nauczycie. Ręce mi opadają, jak słyszę te brednie, że nauczyciel pracuje 18 godzin tygodniowo i w dodatku ma 2 miesiące wolnego. Po pierwsze dlatego, że te 18 godzin tygodniowo, to jest praca na najwyższych obrotach.

Każda lekcja to ze strony nauczyciela 45 intensywnych minut, które poświęca dzieciakom w liczbie około 30. Wyobrażacie sobie sprawowanie opieki nad taką ilością ludzi? Wyobrażacie sobie, jak trudne jest mówienie do tych ludzi (i to najlepiej tak, żeby nawet urodzonego humanistę zainteresować fizyką)? Wyczerpujące, wymagające pełnego skupienia? Bo przecież nauczyciel przez większość lekcji albo mówi, albo AKTYWNIE słucha. To nie tak, że puszcza koło uszu słowa uczniów. On z nimi prowadzi dialog, odpytuje, ciągle musi być na pełnych „obrotach umysłowych”. Już choćby z tego powodu społeczny odbiór nauczycieli powinien obfitować w szacunek i podziw.

Zamiast tego mamy przyzwolenie na lekceważenie i pogardę. Oraz przypinanie nauczycielom łatki leni i nierobów. Wracając więc do tych 18 godzin dydaktycznych. Zdajecie sobie sprawę, że to nie jest całość czasu, jaki nauczyciel poświęca swojej pracy? Co jeszcze trzeba robić w nauczycielskim eldorado?

Praca nauczyciela to nie tylko prowadzenie lekcji!

Wyobraźcie sobie, że są jeszcze zebrania z rodzicami. Które nauczyciel prowadzi, i do których się musi przygotować. A nie raz, nie dwa zostać po, bo rodzice mają dodatkowe pytania dotyczące swoich dzieciaków.

Są również konferencje grona pedagogicznego, czyli takie zebrania dla nauczycieli. Konferencje plenarne, czyli wielogodzinne spotkania nauczycieli, w trakcie których debatują  m.in. nad semestralnymi lub końcoworocznymi ocenami uczniów. Nauczyciele uczestniczą również w szkoleniach. I nie, nie tak jak w korporacji, że sobie człek w ramach dnia pracy przesiedzi 3 czy 4 godzinki na szkoleniu, a potem ładnie wpisze to do timsheet’u. Szkolenia nauczycieli odbywają się po zakończonych zajęciach lekcyjnych.

A wiecie, że nauczyciel musi poświęcić czas na ułożenie kartkówek, klasówek? Wiecie, że potem potrzebuje czasu, żeby je sprawdzić? Zdajecie sobie sprawę z tego, że do prowadzenia lekcji trzeba się przygotować? Wbrew pozorom nie funkcjonuje to tak, że jak się uczy danego przedmiotu przez x lat, to się już wszystko o nim wie. Bo zmieniają się podstawy programowe, czyli między innymi wymogi co do tego, jakie informacje, w jakich ilościach i w jakiej formie uczeń powinien przyswoić. Zmieniają się podręczniki. Zmienia się w końcu wiedza w danej dziedzinie. I nauczyciel musi być na bieżąco, aktualizując ją.

O dziwo świat nie stoi w miejscu, co więcej – rozwija się, a wraz z nim poszerza się nasza znajomość otaczającej rzeczywistości. Prawdy, które kiedyś uznawaliśmy za objawione, dziś można włożyć między bajki! Przytaczając choćby taką błahostkę jak ilość planet w naszym Układzie Słonecznym. No mnie uczono, że Pluton jest jedną z nich, a teraz się okazuje, że wcale nie.

Do tego dochodzą te wszystkie działania, o których wspominałam powyżej, a których to nauczyciele w ramach strajku włoskiego nie będą realizować.

I co, nadal uważacie, że belfrzy mało pracują? Oczywiście, ktoś może powiedzieć:

„Nikt nikomu nie każe pracować w szkole”, czyli wolne etaty, wolne wakaty

I to jest argument hit. Z cyklu „nie mam pomysłu, co merytorycznego napisać, więc napiszę coś niedorzecznego”, względnie „nie znam się, to się wypowiem”.

Ileż razy słyszałam, zarówno w debatach medialnych, jak i tych internetowych, że jeśli komuś nie pasują warunki zatrudnienia tj. płaca nauczycielska, to niech sobie poszuka innej pracy. Wiecie, co jest w tym najlepsze? Nauczyciele zaczynają słuchać, jakże wspierającego, głosu narodu i ze szkół oraz przedszkoli odchodzą. Nie wierzycie? Polecam wyszukiwarki na stronach Kuratoriów Oświaty. Aż roi się od ogłoszeń o pracę. Wolnych wakatów mnóstwo, do wyboru do koloru.

Ot, na przykład tacy nauczyciele przedszkolni (bo to nie są żadne śmieszkowate przedszkolanki – ludzie pracujący w przedszkolach to nauczyciele,z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę). Według tego, co wypluła mi wyszukiwarka Kuratorium Oświaty we Wrocławiu, są w tym regionie poszukiwani w ilości 73. A sprawdzałam tylko ogłoszenia, które ukazały się od początku września, z 30 dniową datą przydatności. W Krakowie 84 etaciki do przyjęcia. Wedle danych z wyszukiwarki Kuratorium Oświaty w Katowicach, ledwie 120 miejsc czeka na chętnych do pracy w przedszkolach. A dla tych, których ciągnie do stolicy, mam dobre wieści – możecie przebierać wśród 224 ofert! Fajowsko, nie?

Przy okazji przypomniał mi się jeszcze jeden argument przeciwko podwyżkom dla nauczycieli. Mianowicie, że inni też potrzebują. Owszem, potrzebują. Między innymi pracownicy administracyjni sądów, pielęgniarki, czy ratownicy medyczni. Czy, w imię solidarności społecznej, wszystkie grupy zawodowe mają zarabiać za mało? Czy to oznacza, że nauczycielom nie należą się wyższe wynagrodzenia?! Nie, to oznacza tylko tyle, że nauczyciele nie są jedyną grupą zawodową, która powinna strajkować.

Polscy nauczyciele konta reszta świata. Jak wypadamy na tle innych krajów?

Polscy nauczyciele zarabiają za mało, po prostu. I nie jest to tylko moje zdanie. Raporty mówią, że zarobki nauczycieli w Polsce są jednymi z najniższych spośród wszystkich państw OECD. Na 34 przebadane kraje, zajmujemy 4 miejsce. OD KOŃCA.  Lepiej niż polscy nauczyciele zarabiają nawet ci w Chile, Meksyku czy na Kostaryce.

Do tego, że Polska i problemy z naszego podwórka są tematem debat na szczeblu europejskim, już chyba przywykliśmy. Taka cena sławy 😉 . Tym razem huczy i buczy ze względu na opublikowany niedawno raport Komisji Europejskiej „Education and Training Monitor 2019”. Wedle zamieszczonych tam informacji, jednym z najpoważniejszych wyzwań dla polskiego systemu edukacji jest… rosnący niedobór kadr oraz zbyt niskie wynagrodzenia belfrów, dacie wiarę? Zdaje się, że strajk nauczycieli ma jednak swoje podstawy, czyż nie?

No i sprawa najważniejsza, czyli

Zastanów się, kto uczy i będzie uczył Twoje dziecko

To teraz się zastanówmy nad, wcale nie takim hipotetycznym, scenariuszem przyszłości. Obecnie nauczyciel świeżynka, czyli taki prosto po studiach, zarabia te wspomniane, niecałe 1800 złotych miesięcznie. Taką wartość dla każdego z nas ma edukacja naszych dzieci. Na tyle wyceniamy wiedzę, którą zdobędą w takcie nauki w szkole. Ba, uważamy, że tyle jest warty czas poświęcany naszym dzieciom. Mówimy swoimi latoroślom „ucz się, ucz, trzeba zdobywać wiedzę, daleko zajdziesz”, a jednocześnie uważamy, że nie jest ważne odpowiednie wynagradzanie tych, którzy kaganek oświaty niosą.

Wiecie, to nie jest tak, że my nie szanujemy tylko nauczycieli. My nie szanujemy naszych dzieci.

Nie dbamy o wysoką jakość ich kształcenia, nie dbamy o efektywność nauki i nie dbamy o jak najlepszy dobór kadry nauczycielskiej. Raz jeszcze podkreślę, że nie ma się co oszukiwać – dobry pracownik musi mieć wynagrodzenie na odpowiednio wysokim poziomie. No to, na ile wyceniasz edukację swojego dziecka?

 Szkoła wygląda źle

Oczywiście, wynagrodzenia nauczycieli to nie jest jedyny problem systemu edukacji w nadwiślańskim kraju. Mogłabym pisać o tym, że klasy są zbyt liczne, że system oceniania do niczego, że podstawy programowe przeładowane, że zbyt wiele nauki, za dużo zajęć, że w czasach Google i Yahoo encyklopedyczna wiedza do niczego się nie przydaje. Tyle już było reform szkolnictwa, a poprawy nie ma w zasadzie żadnej.

I to wszystko prawda. Najgorsze jest jednak, że za chwilę dołączy kolejne, chyba najpoważniejsze utrapienie. Przy czekających nas brakach kadrowych, przy rosnącym poziomie frustracji nauczycieli (m.in. z powodu niskich zarobków), dojdzie problem pod tytułem: do szkoły idą uczyć najgorsi. No bo, kto rozsądny przyjdzie edukować dzieciaki, jeśli więcej zarobi pracując w Lidlu, czy nawet tę szkołę sprzątając?

A będzie tylko gorzej

Wiecie, kto wówczas będzie nauczał dzieci? W przeważającej większości ci, którym się w życiu kompletnie nie udało. Najgorsi na studiach, najmniej zaradni, niepotrafiący znaleźć żadnej sensownej pracy, a więc chwytający tę, której nikt wykonywać nie chce. Wtedy dojdzie też problem agresji i przemocy w szkole, z którymi to patologiami tacy nauczyciele nie będą potrafili sobie poradzić. Chcecie, żeby tak wyglądała polska oświata?

Podoba Wam się wizja podziału na dobre i złe szkoły? Dobre, bo prywatne (a zatem odpłatne), bezpieczne, w których dzieciom poświęca się odpowiednią ilość czasu, stara się w interesujący sposób przekazać wiedzę. Złe, czyli darmowe, publiczne, w których będzie szerzyć się patologia, w których zabraknie pomysłu na nauczanie, w których nie znajdzie się wykwalifikowanej, kompetentnej kadry nauczycielskiej. Chcecie, żeby tak wyglądała polska szkoła?

Komuś marzy się powrót do czasów, od choćby XIX-wiecznej Anglii, czyli bogaty pan – biedny robotnik? To śmiało, niechaj dalej nadaje na nauczycieli, krzyczy, że nie powinni strajkować, że im się nie należą podwyżki. Tylko ten brak poparcia społecznego może się nam odbić czkawką. A rykoszetem, jak zwykle, dostaną ci niczemu niewinni –  dzieci.