To NIE jest tekst umoralniający o tym, że kobiety powinny szanować swoje ciało i czekać do ślubu na Tego Jedynego, coby dopiero z nim oddać się pożyciu małżeńskiemu. Ani tekst wyzwoleńczy o tym, że mamy czasy równouprawnienia, zatem skoro mężczyzna, mający wiele partnerek na koncie, zyskuje dumne określenie „ogier”, to kobieta mająca wielu partnerów, nie powinna być nazywana puszczalską.

To JEST tekst o kobiecym oddaniu partnerowi, zatraceniu i zapomnieniu. Skąd wiedzieć, że znajduje się na najlepszej do tego drodze? Jesteś w związku, ale nie czujesz się szczęśliwa? Szukasz partnera, ale każdy od Ciebie ucieka? Jak do tego doszło i co robisz nie tak, że w relacjach damsko-męskich nie znajdujesz spełnienia?

Jak NIE zaczynać relacji

Ty – radosna singielka, atrakcyjna i zadbana (również intelektualnie!), nie narzekasz na powodzenie u płci przeciwnej. Pomimo tego każdy partner, z którym się związujesz, rezygnuje z relacji z Tobą? Masz wrażenie, że w momencie, w którym wchodzisz na wyższy poziom zaangażowania, Pan X ucieka bocznym wyjściem? Zastanawiasz się „Co ze mną nie tak? Przecież o siebie dbam, przecież potrafię pójść na kompromis, umiem poświęcić swoje plany dla wspólnego celu”? Diabeł tkwi w szczegółach – prawdopodobnie za bardzo starasz się dopasować do partnera. Tak, to może być minus. Jasne, może zniechęcać mężczyzn (kobiety zresztą też!). Owszem, może powodować chęć ucieczki.

Przypadek I

Umawiasz się z nowo poznanym mężczyzną, ustalacie datę spotkania, a on w ostatniej chwili odwołuje randkę? Zdarza się, każdemu może coś wypaść. Jeśli jednak zdarza się dwukrotnie, a Ty na kolejną, trzecią, propozycję spotkania ochoczo przystajesz, dodając, że odwołanie poprzednich nie stanowiło „niczego wielkiego”, bo „przecież nic się nie stało” i „nie ma za co przepraszać” – to zły znak. Stało się i jest za co przepraszać – koleś zwyczajnie nie szanuje Twojego czasu. Co więcej, wypada mu o tym powiedzieć. Następnie – jeśli faktycznie zależy Ci na poznaniu owego młodziana – zaproponować własny termin spotkania.

Przypadek II

Facet na spotkaniu wypala papierosa za papierosem, siarczyście przy tym klnąc. Ty – mimo że nie cierpisz zapachu nikotyny i uszy bolą Cię od wsłuchiwania się w tak kwiecisty język – wpatrujesz się w niego jak w obrazek? Ani Ci w głowie powiedzenie, co na sercu leży, bo boisz się, że gość więcej się z Tobą nie umówi? No cóż, zastanów się, czyja to będzie strata. Skoro od samego początku pewne rzeczy nie pasują Ci w drugiej osobie…po co kontynuować znajomość? Jeśli jednak, poza wspomnianymi mankamentami, spotkany mężczyzna jawi Ci się jako Twój odwiecznie poszukiwany ideał, należy zaryzykować i otwarcie zakomunikować, co w owym ideale zgrzyta. Pamiętaj, mężczyzna zawsze doceni, jeśli powiesz wprost 😉 .

Nadal nie czujesz się przekonana? W takim razie sprawa najważniejsza – skoro Ty sama nie uważasz się za dość atrakcyjną, by mężczyzna chciał, na poczet relacji z Tobą, o cokolwiek się postarać/ z czegokolwiek zrezygnować/ nad czymkolwiek pracować, to nie oczekuj, że pan perfekcyjny dostrzeże w Tobie kogoś więcej niż zahukaną myszkę.

I czego NIE robić w związku

Twój partner umówił się z kumplami na oglądanie meczu w Waszym salonie? A Tobie nie uśmiecha się odstępowanie kanapy stadku mężczyzn, bo padasz po pracy i marzy Ci się wylegiwanie na sofie w samotności (ok, w drodze wyjątku jesteś w stanie zaakceptować towarzystwo czekolady)? – Powiedz o tym.

Ukochany proponuje Ci, w ramach wspólnego treningu, wieczorne bieganie, a Ty należysz do osób, które uciekłyby się do szybkiego przebierania nogami tylko w poniższej sytuacji:

? – Powiedz o tym.

Boisz się, że urazisz ukochanego? A może boisz się, że wyjdziesz na marudzącą, wiecznie niezadowoloną niewiastę, którą partner szybko zamieni na lepszy, bardziej uległy, model? No cóż, jeśli nie zaczniesz wyrażać swoich potrzeb, Twój czarny scenariusz pt. „przestał się mną interesować”, faktycznie może się spełnić. Powód spadku zainteresowania będzie jednak zupełnie inny, niż założony. Łatwo przestać fascynować się kimś, kto sam nie przywiązuje uwagi do swoich potrzeb.

Zastanów się – chciałabyś mieć partnera tzw. pantofla? Zakładam, że nie. Na ogół rozglądamy się za kimś zdecydowanym (i decyzyjnym!). Kimś kto od czasu do czasu walnie pięścią w stół i powie: „nie zgadzam się!”. Skąd więc przekonanie, że mężczyźni szukają uległych, potulnych kobiet, zawsze gotowych do poświęceń?

Można winić stereotypowe myślenie. Faktycznie, w wielu domach powielano zdania typu: „Kobiecie nie wypada.” „Dziewczynki powinny być grzeczne i miłe.” „Mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta jego podporą.” Można winić historię – trudno jest zmienić zakorzenioną w świadomości społecznej pozycję mężczyzn, jako tych dominujących. Patriarchat obowiązywał przecież całe wieki, a rolę kobiety faktycznie sprowadzano do opiekunki dla dzieci i wsparcia dla mężczyzny. Przede wszystkim należy jednak winić siebie – że się takiemu myśleniu ulega. Oczywiście, na początku każdemu schlebia, gdy druga strona stara się dostosować. Gdy rezygnuje ze swoich planów po to, żeby zrealizować te wspólne. Jednak gdy poświęcenie staje się chlebem powszednim – przestajemy je doceniać. Umówmy się – jeśli chce się mieć kogoś, kto będzie na każde wezwanie, kto będzie podążał za nami krok w krok i z wywieszonym jęzorem przynosił kapcie, to kupuje się psa.

W takim razie…
jaką powinno się być?

Cóż, Ameryki nie odkryję, jeśli napiszę, że nie wiem 🙂 . To, co dla jednej kobiety stanowi idealną receptę na szczęśliwy związek, dla innej może okazać się fatalne w skutkach.

Jedno wiem jednak na pewno – każda kobieta, w każdym związku, powinna zachować odrobinę zdrowego egoizmu. Nie bać się być sobą, nie bać się wyrażać swoich potrzeb i nie bać się ich realizować. Innymi słowy, kobieta nie powinna za wszelką cenę i na każdym kroku ulegać – presji otoczenia, oczekiwaniom społecznym i partnerowi. Presji bycia idealną towarzyszką życia. Mistrzynią kuchennych działań. Boginią seksu. A przy okazji połączeniem oddanej Matki Polki i radosnej, ciepłej, miłej Hestii, pilnie strzegącej blasku ogniska domowego. Chcąc ZA BARDZO traci się chęci. A później traci się również szacunek – partnera, znajomych, dzieci i…do samej siebie.

Nie zachęcam absolutnie do bycia oziębłą heterą, która myśli tylko o sobie. Daleko mi do poglądu, że mężczyźni kochają zołzy (w ogóle dlaczego kobieta nam – kobietom – to zrobiła i takową herezję puściła w świat?!).

***

Ważne, byś traktowała siebie tak, jak chciałabyś być traktowana przez partnera. W końcu w związek powinno się wchodzić po to, by człowiekowi żyło się lepiej i raźniej, a nie by uginać się pod ciężarem obowiązków. Spychając własne „ja” w ciemny kąt, który szybko pokryją pajęczyny.