Ja i Bóg długo nie nadawaliśmy na tych samych falach. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pamiętam jak w okresie nastolatkowym, mocno buntowałam się przeciwko wszelkim religiom, z chrześcijaństwem na czele. Negowałam założenia wiary i nauczania kościoła, wdawałam się w spory ze szkolnym katechetą, unikałam duchownych jak ognia. W liceum sytuacja wyglądała jeszcze gorzej – tutaj trafiłam na księdza, który zdecydowanie minął się z powołaniem, nie miał serca do młodzieży. Czym jeszcze bardziej (o ile w tamtym okresie było to w ogóle możliwe) zniechęcił mnie do „zgłębiania” świata wierzeń. Do czasu.

Aż spotkałam człowieka, który pokazał mi, czym tak naprawdę jest wiara. Wytłumaczył, że pomiędzy tym, co jest zapisane w Biblii, a tym, co głosi wielu duchownych reprezentujących kościół katolicki, istnieje spora rozbieżność. Jego postawa życiowa i sposób bycia naprawdę odzwierciedlały chrześcijańskie wartości, co było… urzekające. Uzależniające wręcz – człowiek patrzył i myślał „hej, ja też chcę tak funkcjonować”! Wtedy zrozumiałam, że sprzeciwiałam się nie Bogu, lecz ludziom, którzy go reprezentują. Nie byłam przeciwniczką wiary, lecz przeciwniczką (nadmiernej i pustej) religijności.

Religia contra wiara – a to się czymś różni?

Ano różni. Można być wierzącym, nie będąc osobą religijną. Albo religijnym, nie mając za grosz wiary.

Religijność to, tak z grubsza, cała ta warstwa lukru, cukru i pudru, którym przysypana jest wiara. Wszystkie obrzędy, o których słowa w Piśmie Świętym nie znajdziecie, a które panoszą się radośnie w kościele. Typu hej kolęda i ksiądz po niej,  relikwie pod tytułem święty włos jeszcze bardziej świętego nie wiadomo kogo, magiczna woda z zaczarowanego źródełka, obrazki z błogosławionymi między ludziami, czy tańce-hulańce obrazów. Mnie do gustu przypadły szczególnie te ostatnie. Kto nigdy nie widział,  lub co gorsza – nie wie o co się rozchodzi, niechaj prędko nadrabia. Patrzcie na to wszyscy:

I załamujcie ręce.
Myślicie, że to odosobniony przypadek? Mała jest wiara Wasza, a internety ogromne więc łapcie:

Jeśli czujecie się nieco zdezorientowani to na dokładkę dorzucam niecodzienny, acz prawdziwy upadek:

Też kłębi Wam się w głowie „Co ja pacze?” Co tu jest grane? I przede wszystkim – DLACZEGO?
Naprawdę nie mam najzieleńszego ani innego bladego pojęcia, w jakim celu powyższy zabieg został przeprowadzony. Co ma wspólnego z wiarą, z Biblią, z chrześcijaństwem? Dobre pytanie. Toż to jest jakaś żenująca inscenizacja, w której najbardziej żal…Bogu ducha winnych strażaków.

Skoro kwestię zwyczajów i tradycji mamy z głowy, przejdźmy do sedna sprawy czyli wiary i tego, co jest jej istotą. Tej chrześcijańskiej, znaczy się.

Czym jest chrześcijaństwo?

Ci, o filozoficznym usposobieniu, mogą zacząć myśleć „tyle tych religii na świecie, a niby z jakiej paki akurat chrześcijaństwo?”. Słuszne pytanie. Kto wie, czy gdybym wychowała się w buddyjskim kręgu kulturowym, bliższa memu sercu nie byłaby ta filozofia. Jako rdzenna Europejka wyrosłam jednak w społeczności,  w której za przewodnika duchowego uznaje się Jezusa. I dobrze mi z tym. Dlaczego?

Wedle mojej opinii, chrześcijaństwo jest bardzo… szczere i życiowe. Serio. W zasadzie istotę egzystencji w zgodzie z tą wiarą można by podsumować jednym zdaniem: człowieku, podczas Twojej ziemskiej przygody będą zdarzały się trudne momenty, będziesz miał pod górkę i będziesz miał przechlapane, jeśli jednak zaufasz Bogu – uda Ci się te wszystkie trudności przezwyciężyć, wyjść z nich obronną ręką. Chrześcijaństwo nie obiecuje złotych gór oraz sielankowego żywota. Daje jednak gwarancję, że gdy przyjdą trudności – nie zostaniesz sam. Uczciwie? Moim zdaniem  bardzo.

Co więcej, chrześcijaństwo daje człowiekowi pełne prawo do popełniania błędów. Nie wymaga bycia idealnym, nieskalanym grzechem, zawsze wyważonym i niespotykanie spokojnym człowiekiem. Wymaga jednak, by starać się być lepszą wersją samego siebie, dążąc do doskonałości. Wiadomo, nikt z nas tego nie osiągnie, będziemy się potykać, upadać, podnosić, jeszcze raz upadać, znów podnosić  – i tak w kółko. Istotne jest, by każdego dnia próbować być ciut doskonalszym człowiekiem.

Założenia są więc piękne i przyznać trzeba – wbrew pozorom dość nowoczesne, można by rzec zalatujące coachingiem 😉 . Mimo tego jednak…

Właśnie. Dlaczego odbiór chrześcijaństwa jest tak negatywny?

Skąd się wzięły smutne mohery?

Moim skromnym zdaniem w dużej mierze winni jesteśmy… sobie sami. My, czyli chrześcijanie. Często zbyt nadgorliwi, natarczywi w promowaniu swojego światopoglądu, ślepo zapatrzeni w nakazy i zakazy, pozbawieni umiejętności obiektywnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Bezmyślnie oddani ideologii, nadmiernie przywiązani do rytuałów, dalecy od prawdziwej wiary. A przede wszystkim – SMUTNI! Pójdź człowieku na mszę w niedzielę – większość uczestników liturgii wygląda, jakby właśnie byli na pogrzebie – przygnębione, posępne miny, brak uśmiechów. Wszyscy „na komendę” stają na baczność, coś tam grobowym, przyciszonym głosem szepcąc i od czasu do czasu mamrotając pieśni na żałobną nutę. To ma być miejsce, w którym ludzie cieszą się ze spotkania z innymi wiernymi i bożej obecności? No, nie wygląda.

A już mistrzami czarnego PR’u są zwierzchnicy kościoła katolickiego.

I skąd się wziął hejt (u) duchownych? 

Niedoścignionym wzorem w tym względzie pozostaje dla mnie Tadeusz Rydzyk. Człowiek, którego można określić mianem chodzącej miłości, dobroci oraz empatii. Rycerz walczący z nienawiścią, agresją i nietolerancją. Świadczą o tym jego liczne wypowiedzi, podczas jeszcze bardziej licznych wystąpień. Ot, coby nie pozostać gołosłowną, przytoczę kilka ulubionych twierdzeń ojczulka, za które powinien zostać co najmniej ozłocony.

Ja tego nie biorę do ręki, „Gazety Wyborczej” nie biorę nigdy do ręki – musiałbym się myć. Nie wiem, czy bym się wymył. Tak samo nie biorę niektórych innych gazet do ręki, to by mi ubliżało, ja jestem Polakiem.”

Jednym słowem ojciec literat i patriota. Chwała Panu (Tadeuszowi)! W dodatku człek wyważony, politycznie poprawny.

Za tego prezesa [Kurskiego] w TVP są filmy gejowskie, geje tam są i rozwód za rozwodem. A w Opolu był zespół, który kpił sobie z chrześcijaństwa. Żebyśmy się nie rozczarowali. Żebyście nie wprowadzili nas w takie coś, że tak czy inaczej będziemy musieli na was głosować. Jeżeli nie będę miał wyboru, nie pójdę na głosowanie. Nie będę głosował wbrew sumieniu.

I słusznie! Sumienie trzeba mieć, najlepiej czyściutkie.

Tak jestem zajęty, że nieraz gdy przejeżdżam obok cmentarza, modlę się i mówię: Mamo, wybacz, ale bardzo się spieszę.”

Mam nadzieję, że jednak od czasu do czasu, w ferworze obowiązków, udaje się Ojcu kopsnąć na cmentarz. A pro pos kopsania i kopniaków na koniec ważna lekcja tolerancji od księdza Tadeusza:

Człowieka nie można kopnąć, chyba że czerwonego.”

Dziękuję, to na tyle.

O owym duchownym można by napisać sporo książek, a i tak nie wyczerpałoby się tematu jego miłosierdzia. Jedno jest pewne przedsiębiorca z niego świetny, przewodnik duchowy niekoniecznie.

A kojarzycie takiego, swego czasu „sławnego” księdza, było mu Piotr Natanek? To ten duchowny od „wiedz, że coś się dzieje”. Mój ulubiony fragment z pamiętnego kazania, tyczył się paznokci: „jeśli Twoja córka dorastająca używa Ci jaskrawych kolorów do paznokci, czarny jak piekło, czerwony jak ogień to wiedz, że coś się dzieje (…) zaczął diabeł jak wścieknięty atakować.”

Pamiętam, jak po tych słowach wokół osoby duchownego rozgorzała dyskusja. Hierarchowie kościelni się od niego odcinali, jakieś tam suspendowanie miało miejsce i tym podobne kary. Finał jest taki, że Piotr Natanek nadal publikuje swoje kazania w internetach. I nadal głosi herezje. Ciężko wybrać mi te najlepsze z najlepszych wszystkie są miszczowskie, utrzymane w duchu miłości. Wyraz temu dał wypowiadając się w temacie gorąco i ochoczo dyskutowanym wśród rodaków, czyli słów arcybiskupa Jędraszewskiego o LGBT (+). Przekonywał, coby solidaryzować się z hierarchą, bo „wszystkie uwolnione tęczowe bestie rzuciły się na niego”. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami:

Skoro Ośrodek Monitorowania Zachowań Ksenofobicznych i Rasistowskich, uznał, że za wypowiedź arcybiskupa o „tęczowej zarazie” należy się kara, to… ciekawe, co sądzą o powyższym komunikacie Piotra Natanka?

No i przede wszystkim co z tą miłością? Jak się mamy kochać? I kogo?

 Miłość do bliźniego?

Trzeba przyznać, Miłość sprawą najważniejszą jest, w całej idei chrześcijaństwa. Oczywiście, dziesięć przykazań istnieje, nie należy ich w żadnym wypadku pomijać. Wręcz przeciwnie dobrze by było, coby wierzący ich przestrzegali (zresztą, są na tyle uniwersalne, że i ateistom życie w zgodzie z top 10 by nie zaszkodziło). Nic jednak po nich, jeśli nie uwzględni się najważniejszego zalecenia, czyli żeby Boga kochać najmocniej jak się da. A bliźniego dokładnie tak, jak kochamy samych siebie. Proste? Wydawałoby się, że tak. Na tej prostej drodze stanęli jednak homoseksualiści.  Co tu z nimi zrobić? Kochać? Nie kochać? Politycy i księża straszą, że tęczowa zaraza rośnie w siłę i należy z nią walczyć. Wszystko byłoby super, gdyby swoich pięciu groszy nie dorzucił Franciszek. Papież Franciszek. On to jasno wypowiedział swoje stanowisko, podkreślając: „jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kimże ja jestem, by go osądzać?”.

Zaraz(a), zaraz(a)…To w końcu mamy tę zarazę, czy jej nie mamy?

Tęczowa zaraza w kościele.

Ano mamy, plądrującą kościół. A imię jej obłuda.

Jak można wypowiadać się o „tęczowej zarazie”, podczas gdy niejeden homoseksualista zakłada koloratkę i co niedzielę głosi kazania? To nie tak, że skandale z udziałem duchownych mają li i jedynie charakter pedofilski. Większość to te homoseksualne i efebofilskie (znaczy się z udziałem nieletnich, 15-17 latków). Jeszcze w 2009 roku podkreślał ów fakt arcybiskup Silvano Tomasi stały Przedstawiciel Stolicy Apostolskiej przy ONZ w Genewie.

A skoro już o Stolicy Apostolskiej mowa…

Kojarzycie Legion Chrystusa? To takie a’la zakonne zgromadzenie katolickie. Jego twórca niejaki ksiądz Gabriel Maciel, bliski współpracownik Jana Pawła II dopuścił się naprawdę ciężkich zbrodni. Takich jak: pedofilia, poligamia i liczne malwersacje… o czym nasz Ojciec Święty miał wiedzę. Mimo tego ksiądz Gabriel aż do czasu pontyfikatu Benedykta XVI pozostawał bezkarny. Jakieś pytania?

Dobra, historia historią, powiecie. Przejdźmy więc do tej, która dzieje się na naszych oczach. Z homoseksualnymi skandalami przyszło się mierzyć również Papieżowi Franciszkowi. Oscar Rodíguezem Maradiaga lider grupy dziewięciu kardynałów odpowiedzialnych za reformę Kurii Rzymskiej, bliski współpracownik Ojca Świętego, boryka się z problemem protestujących w jego seminarium kleryków. Czemu się sprzeciwiają? Dominacji kultury homoseksualnej w owym seminarium. Ksiądz Maradiaga zdaje się rangę sprawy umniejszać, a kleryków określa mianem plotkarzy. W każdej plotce jest jednak ziarnko prawdy więc oto wisienka na torcie Juan José Pineda, biskup pomocniczy Maradiagi, został usunięty ze stanowiska za malwersacje finansowe i… wykorzystywanie homoseksualne seminarzystów. Tak, z TEGO seminarium.

Ciśnie się na usta „Kto jest bez winy…”, czyż nie?

Rzucanie kamieniami czy to po chrześcijańsku?

Oczywiście, że nie. Mimo tego mowa nienawiści niestety zbyt często zabiera głos w kościele katolickim. Czy to smutne? Tak. Ogromnie.

Ja nie wymagam, by polscy księża głosili z ambon: homoseksualizm jest ok. Wymagam jednak, by mówili, że człowieka należy szanować bez względu na jego orientację seksualną. By mówili, że bliźniego należy kochać, bez względu na to, czy grzeszy, czy nie. A dopiero potem dodawali, że zgodnie z wiarą chrześcijańską aktywny homoseksualizm (czyli seks między osobami tej samej płci) jest grzechem. Nie bycie homoseksualistą samo w sobie.

Duchowni niejednokrotnie zamiast zażegnywać spory między Polakami i wzywać do wzajemnego poszanowania oraz wybaczania grzechów wzywają do pogardzania bliźnim i napiętnowania grzeszników.

Ot, przykład z życia wzięty, świeżutki i ciepły niczym poranne bułeczki. Przed kilkoma dniami, w liście do lokalnego duchownego, zaniepokojeni rodzice uczniów, uczęszczających do „felernej” szkoły, napisali: „To okropne. Jak mamy wytłumaczyć naszym dzieciom to zło, jeśli dyrektorka popiera i reklamuje LGBT+”. Skąd się wzięła cała sprawa? Ano, tak się składa, żen Pani Dyrektor ma syna. Ów jest homoseksualistą, w dodatku zaangażowanym, bo organizuje w Poznaniu marsze równości. Co na to jego matka? Zamiast się go wyrzec wspiera dziecko. Lub inaczej po prostu nie wstydzi się syna i robią wspólne zdjęcia. Na marszu równości. Zupełnie niechrześcijańska postawa, wyrodna rodzicielka, prawda?

Inny przykład. Kogut. Symbol wsi. Na muralu w Pcimiu. Stworzony przez dzieci, w ramach zajęć pozalekcyjnych. O taki:

fot. Katarzyna Hołuj

Co z nim nie tak? Lokalny ksiądz uznał, że jest symbolem zdrady i fałszu. Duchowny trwał uparcie przy swoim, podnosząc, że racja leży po jego stronie, bo przecież muralowemu projektowi patronowała… fundacja wspierająca osoby LGBT +. Nawet nie wiem, jak to skomentować.

***

Pytanie nie brzmi w jakim kraju żyję, bo że podatnym na podziały to wiadomo nie od dziś. Pytanie brzmi dlaczego jego przywódcy w szczególności duchowi zamiast dążyć do zaprowadzenia jedności wśród krajan, dawać przykład prawdziwie chrześcijańskiej, pełnej miłości i miłosierdzia postawy przyczyniają się do pogłębiania konfliktów społecznych.

Jesteśmy tylko ludźmi. Jesteśmy nieidealni. I zawsze będziemy. Ale to właśnie my chrześcijanie, powinniśmy tak funkcjonować wśród ludzi, by nie mieli wątpliwości, że darzymy ich należnym szacunkiem. Nawet pomimo odmiennych poglądów czy wyborów życiowych, które są sprzeczne z naszymi wartościami. Nie napiętnować. Starać się rozumieć bliźnich. Czy to jest trudne? Jasne. Piekielnie. Ale zgodne z założeniami chrześcijaństwa. Czy warto? Zawsze.

Dodaj komentarz

One Reply to “Jestem chrześcijanką. Nie wstydzę się tego. Ale wstydzę się kościoła. Stanowczo zbyt często.”

Komentowanie jest wyłączone