Jestem mamą trzyletniego chłopca (dla ścisłości: trzylatek bez czterech miesięcy). W mojej opinii – mamą nie najgorszą. Staram się poświęcać Skarbulcowi tyle czasu, ile jestem w stanie wyłuskać z doby. Dbam o Jego rozwój intelektualny (domowa biblioteczka pęka w szwach), psychoruchowy (skaczemy, biegamy, wspinamy się i wirujemy do upadłego) oraz zaspokajam najpotrzebniejsze z potrzeb, czyli jedzenie, picie i co się z tym wiąże – siusiu 😉. Mam jednak pewne braki, których nijak nie da się nadrobić.

Szeroko pojęty talent plastyczny to coś, czego mi Ten Tam u Góry poskąpił. Kojarzycie artystę zwanego Nikiforem? A więc moje umiejętności twórcze są na podobnym poziomie, taki prymitywizm, tyle że w wersji uproszczonej. Kot w matczynym wykonaniu? Pięć kółek (trzy najmniejsze – oczy i nos, nieco większe – głowa, największe – tułów), cztery kreski (nogi) oraz coś na kształt walca (ogon). Choćbym wzbijała się na wyżyny możliwości – samej siebie nie przeskoczę. Gdyby więc bazować na moich umiejętnościach – Berbeć byłby skazany na sztukę dość niskich lotów (ok, opowiadania i wierszyki czytam na medal – młodzieńcze zainteresowania aktorsko-recytatorskie na coś się przydały).

Na szczęście żyjemy w XXI wieku i z pomocą antytalentom plastycznym przychodzą producenci różnorakich rozrywek dla najmłodszych. Różnorakich, czyli tych określanych mianem “kreatywne”. Wielbię te marki oraz chwalę pod niebiosa twórców, bo dzięki nim Dzidź nie jest katowany moimi rysunkami, malunkami, czy wycinankami. Mnie zaś nie dręczą, tak charakterystyczne dla mam, wyrzuty sumienia. Że niby dziecko czegoś pozbawiam, że nie dbam o jego rozwój manualny, nie kształtuję poczucia estetyki, odbieram radość tworzenia.

Jeśli więc i Wy należycie do mam (tatusiów) niespecjalnie uzdolnionych w tych wszystkich obszarach, dla których wspólnym mianownikiem jest określenie “zabawy twórcze” – polecam się z moją listą survivalową 😉. Jest szczególnie przydatna teraz, gdy przedszkola pozamykane, a brzdące dzień i noc (z krótkimi przerwami na spacery) tkwią z nami w mieszkaniach.

Przy okazji chciałam zaznaczyć, że praktycznie każda pozycja z listy została przez nas przetestowana (tzn. każdy zaproponowany rodzaj zabawki) i… działa. Co więcej – rozrywki są z tych pochłaniających dzieci na długo (10-15 minut, a przy delikatnej moderacji ze strony dorosłych – nawet i pół godziny). W dodatku należą do NIEBRUDLIWYCH, co raduje moje serce czyściocha. Jednym słowem – zabawki idealne! To co, zaczynamy?

Chlapki, chlapki

1. Yakidoo, odrzutowa kaczka Strażak
(jest też dziewczyńska wersja – odrzutowa kaczka Syrenka)
2. Janod, Narwal do kąpieli i kolorowania z 6 kredkami

Jak wiadomo każdy kilkulatek uwielbia chlapki, żaden nie pogardzi przelewaniem, wylewaniem, czy malowaniem.

Kredek do kąpieli jest cała masa, ale te marki Janod wyposażono w obiekt – rybkę, który można wymalować jak się człowiekowi spodoba. Za praktyczne pudełko do przechowywania mazaków należy się kolejny plus.

Z kolei odrzutowa kaczka Strażak… Co tu dużo mówić – hit nad hity! Nie dość, że potrafi sama pływać (zabawka do wody na baterie? o tak!), to w dodatku można stworzyć ją w kilku wersjach (wymienne akcesoria).  Ma też obrotowy hydrant na grzbiecie 😂(z którego rzecz jasna leje się woda). Plus za to, że po zabawie wszystko można pięknie schować do pojemnika, który pełni funkcję tułowia kaczki. No i motyw strażacki – u nas “io io” króluje, więc kaczka zdobywa dodatkowe punkty 😉.

3. Liliputines, zestaw do gry w koszykówkę do wody, Wilk Nicolas
4. Boon, zabawka do kąpieli Pipes -rury
5. B.Toys, młyn wodny – zestaw do zabawy w wodzie i piasku

Rurki i młyn mamy, serdecznie polecamy. Praktyczne, piękne zabawki! Szczególnie ta od B.Toys daje niekończące się możliwości zabawy. Oczywiście młyn działa tak, że jak na górze wlejemy wodę/ wsypiemy piasek, to wszystkie trzy wiatraki zaczynają się kręcić (efekt wow gwarantowany). Górny lejek jest odczepiany i wyposażony w “zaworek” – można zamknąć dopływ wody. Zastosowanie lejka? Hm… U nas robi za helikopter do gaszenia pożarów 😉. W zestawie jest też piękne sitko w kształcie ptaszka no i kopara. Pomysłowa, bardzo dobrze wykonana zabawka.

Rysowanki i kolorowanki

1. Apli Kids, kolorowanki wodne
2. B.Toys, znikopis
3. Melissa and Doug, Water WOW – kolorowanki wodne

Kolorowanki wodne to jest hit nad hity. Po pierwsze (i najważniejsze 😂) – czyste łapki. A czyste łapki równają się czystym ścianom, co z kolei oznacza szczęśliwą mamę.

Przetestowałam sporo kolorowanek wodnych i najpiękniejsze są firmy Melissa and Doug oraz Apli Kids – cudowne, nasycone kolory oraz niezrównana trwałość!

Z kolei znikopis to “must have” każdego przedszkolaka. Ten od B.Toys jest bezkonkurencyjny. Dlaczego? Trwałość! Poza tym jest dość duży, jak na standardy znikopisowe 😉. Dodatkowo posiada pieczątki, które pełnią również funkcję magnesów. Co więcej, pisak jest przyczepiony do tablicy sznurkiem (spokojnie, wystarczająco długim). Wymyślił to ktoś arcymądry – osobnik wiedzący, że trzylatek, któremu ginie długopis, jest człowiekiem dynamitem – bardzo wybuchowym i łatwo się podpalającym.  Rzecz ostatnia, ale wcale nie najmniej istotna – “na odwrocie” znikopis ma mięciutką poduszeczkę. Ja się zakochałam w tym rozwiązaniu, Dzidziulec również. Można wygodnie ułożyć tablicę na nogach, np. w samochodzie i nic człowieka nie uwiera. Niby detale, ale zdecydowanie poprawiają komfort użytkowania.

Zestawy kreatywne – wycinanki, wypiekanki

4. Janod, zestaw kreatywny Papierowe zwierzęta 3D
5. Janod, zestaw kreatywny, papierowe marionetki na palce – Cyrkowe zwierzęta
6. Janod, zestaw artystyczny do tworzenia biżuterii z kurczliwego plastiku – Motyl (jest też wersja Słodkości ❤)
7. Janod, zestaw kreatywny do tworzenia magnesów i breloczka z kurczliwego plastiku

Fanką marki Janod zostałam od pierwszego nabytego produktu. Cudowny design, pomysłowość oraz estetyka miła zarówno dla oka dziecka jak i dorosłego (czego nie można powiedzieć o większości zabawek). Te papierowe figurki do samodzielnego zmontowania, które później można założyć na palce, są świetne. Podobnie jak wypiekanki. O co chodzi? Mamy plastikową, termokurczliwą folię, na której narysowano różne fikuśne stworki oraz kształty. Kolorujemy je razem z bąbelkiem, a potem hop siup – wrzucamy toto do piekarnika. Czekamy, czekamy i wyciągamy piękne, własnoręcznie przygotowane ozdoby do zawieszenia na bransoletce (takie jakby charmsy 😂) lub breloczki, do których można przyczepić co tylko nam (dziecku) się spodoba. Bajka!

Przeplatanki/ sznurowanki

8. Djeco, nawlekanka Lassanimo
9. Apli Kids, moja pierwsza przewlekanka
10. Djeco, nawlekanka Filabouton
11. Janod, zabawka manipulacyjna, przeplatanka – zwierzątka

Wiem, że można kupić tańsze przeplatanki, ale te które tu wrzuciłam są po prostu przeurocze i z dobrych jakościowo materiałów. Wychodzę z założenia, że w małym człowieku należy kształtować poczucie estetyki od najmłodszych lat. Staram się ograniczać tandetę w otoczeniu Dzidziulca do niezbędnego minimum. Poza tym wolę kupić jeden, porządny, trwały produkt, niż trzy takie, które po dwukrotnym użyciu nadają się wyłącznie do wyrzucenia.

Stroimy miny, nadajemy twarzom wyraz – magnetyczne układanki

12. Petit Collage, magnetyczna układanka twarze Funny Faces
13. Moulin Roty, magnetyczne miny
14. Janod, Magnetibook, magnetyczna układanka śmieszne buzie – Dziewczynka
(jest też wersja Chłopiec, choć moim zdaniem obie nadają się i dla chłopca, i dla dziewczynki)
15. Mudpuppy, magnetyczne postacie – Buźki

Hit nad hity – układanki magnetyczne nie mają sobie równych. Posiadamy kilka, ale te z buźkami sprawdzają się najlepiej i pochłaniają małego człowieka na długo, tj. minimum 10-15 minut (w naszym przypadku to szmat czasu!). O radości, związanej z ułożeniem brody na czole lub ust na uchu, nie wspominając – trzylatki naprawdę mają dość specyficzne poczucie humoru 😉. Skoro więc można wywołać uśmiech dziecka w tak prosty sposób – nie mogłabym nie podzielić się wesołym rozwiązaniem.

Przygotowałam zdecydowanie więcej twórczych hitów, ale patrząc na wpis – zauważam, że jest już dość długawy (Holmesie, jesteś genialny!). Dlatego zdecydowałam się podzielić go na dwie części. Na dniach na blogu pojawi się kontynuacja, także nastawcie się na kolejną dawkę inspiracji 😊.

 

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

2
Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina S.
Gość

Moim zdaniem w ogóle nie trzeba mieć talentu, żeby sobie porysować i chyba też warto uczyć tego dzieciaki 🙂 Ja uwielbiam sobie bazgrać, a w ogóle nie potrafię. Fajne jest też kalkowanie. A Twoje pomysły też są super, bardzo kreatywnie!