Ci, którzy tu choć od czasu do czasu zaglądają zapewne wiedzą, że jestem matką Polką. Wcale nie bolejącą! I jak na rodzicielkę małej Latorośli przystało, wieczory spędzam głównie w domowych pieleszach. Co też można robić po zmroku, dzień w dzień, w swojej własnej hacjendzie, zapytacie? Otóż można po pierwsze przez pół wieczoru usypiać Synola (a bywa, że Morfeusz zjawia się w pokoju Dzidziulca i zgarnia Go do sennej krainy dopiero w okolicach godziny 23), a przez drugie pół raczyć się dobrodziejstwami oferowanymi przez Netflixa. Czegóż my tam nie mamy! No wszystko, wszyściutko jest – do wyboru, do koloru. Mimo tejże różnorodności, ostatnimi czasy stawiam na delikatnie lukrowaną, osypaną cukrem pudrem, mieniącą się urokliwymi światełkami naiwności, tandetę. Czyli czyli świąteczne filmy Netflixa. Wiecie, 1 listopada za nami, 11 również, no to czas się nastroić świątecznie. I właśnie o tychże filmidłach będzie dzisiejszy wpis.

Netflixie – co nam przyniesiesz w darze?

Obejrzałam już całe 4 romantyczne, świąteczne produkcje i wniosek mam następujący. Oszukiści robią nas w balona! Nas, znaczy się kobiety. Ja tam Męża posiadłam, zatem oczu mi nie zamydlą, ale wiele niewiast chadza po Błękitnej Planecie, marząc o spotkaniu swego Wybranka, wespół z którym za siedmioma górami i nieskończoną ilością mórz, będą wieść szczęśliwe życie. A to wszystko pod jednym, utkanym z dostatku i nieznającej granic miłości, dachem. Co, jak się temu bliżej przyjrzeć, należy do zadań pod szyldem „awykonalne”. Jak wiadomo, co dwie głowy pod jednym dachem to nie jedna, więc o sielance mowy być nie może – jakieś tam perturbacje prędzej czy później muszą się pojawić. A dostępne na Netflixie realizacje zdają się wcale tej wspólnej koegzystencji nie ułatwiać.

Nie chodzi mi o to, iż gdy tylko człek rozsiądzie się ze swym partnerem/ partnerką na kanapie, chwyci w dłoń pilota i uruchomi magiczną platformę filmową, to rychło może się ów wieczór zakończyć sprzeczką. No bo tyle różności do wyboru, a on akurat chce film o zagładzie ludzkości lub ataku ufo. A ona, dajmy na to, polską, romantyczną komedię, śmiechu niewartą.

Nie nie, te świąteczne propozycje Netflixa robią coś gorszego! Propagują staropanieństwo. I to w okresie bożonarodzeniowym, dacie wiarę? Jaką krzywdę wyrządzają niewiastom filmidła z merry merry w tytule? Ano, powielają nieprawdziwe założenia i życzeniowe myślenie, niemające niczego wspólnego z realnym światem. W punktach Wam wyszczególnię, o co się rozchodzi. Zaczynamy.

1. Olej spoko gościa, którego masz pod nosem

I czekaj na swojego księcia z bajki. Do tego wniosku prowadzi każda z obejrzanych przeze mnie produkcji. Bo wiadomo, te „fajne chłopaki”, co i uśmiechnięci, i z poczuciem humoru, w dodatku ęteligentni, o super wyrzeźbionym torsie nie wspominając, nie są warci funta kłaków. Można się z nimi oczywiście zakumplować, ale zbratać, tak w sensie związkowym? Zapomnijcie. Toć to nie wypada. W życiu musi być trudno, pod górkę i z dramą w tle. A taki młodzian dostępny od ręki, w dodatku przyjaciel ze szkolnych lat? Zbyt proste i zbyt mało romantyczne.

A potem się dziwić, że w prawdziwym świecie niewiasty nie potrafią znaleźć odpowiednich młodzianów. Tych fajnych olewają, czekając na pełną dramatyzmu scenerię, w której główną rolę odegra wyłaniający się z nicości książę. Taki mamy podświadomie zakodowany obraz miłości.

2. Czekaj na Księcia, który kupi Ci w prezencie pół świata

No więc jak się ten Książę z nicości już wyłoni, to rzecz jasna nie dość, iż z miejsca zakocha się w Tobie po uszy, to w dodatku i Ty będziesz nim oczarowana. Co prawda w realnym świecie przedstawiciele rodów królewskich zazwyczaj bratają się z osobami dość zamożnymi i o podobnych korzeniach, ale… W świątecznych filmach romantycznych magię zastępuje tona kiczu więc nic nie stoi na przeszkodzie, by książę, a przyszły król, zakochał się w pani na co dzień piekącej świąteczne pierniczki (serio) lub początkującej dziennikarce, bez grosza przy duszy.  Ba, książę jest na tyle wyrozumiały, iż puszcza w niepamięć, że od początku znajomości laska udaje inną osobę, zarzucając jegomościa stekiem kłamstw. W końcu miłość wszystko wybaczy, prawda?

Nawet w tych bardziej współczesnych wersjach świątecznej love story, kobieta może dziesiątki razy obrażać się na faceta, z niewiadomego powodu. Na przykład dlatego, że ów najzwyczajniej w świecie wykazuje względem niej troskę i przejawia zdrowy rozsądek. Ba, taki filmowy, współczesny księciunio będzie za swoją królową focha biegał, dziesiątki razy przepraszając za niestosowne zachowanie. A na koniec… kupi w prezencie restaurację w górskim kurorcie. Względnie przeniesie swojej wybrance redakcję do innego kraju, w pobliże pałacu królewskiego, a ojca przyszłej panny młodej obsadzi w roli nadwornego szefa kuchni. Wiecie, jak już być romantycznym, to z gestem i rozmachem. No ludzie złoci, kto te scenariusze wymyśla? 😀

3. Lovelas to tak naprawdę skryty wrażliwiec

Wspaniałe przesłanie, również wyłaniające się z każdego z christmasowych filmideł (obejrzanych przeze mnie). Dziwić się, że potem kobiety biorą sobie za partnerów życiowych mężczyzn, z którymi mają wieczne problemy? I latami karmią się nadzieją,  iż kobieca miłość ich uzdrowi?

Otóż w filmach owych, książętom, jako osobom ze świecznika, nieustannie towarzyszy blask fleszy, medialne spekulacje i tony plotek. Że niby są niestali w uczuciach, że uciekają przed zobowiązaniami, że wiecznie balują. Na końcu okazuje się rzecz jasna, iż są wrażliwcami o gołębim sercu, anielskim usposobieniu, czułymi na potrzeby najbiedniejszych. W dodatku dżentelmeni, zaopatrzeni w nienaganne maniery. Sprowadzając sprawy do meritum, bohaterki dowiadują się, że owi mężczyźni to chodzące ideały, którym przyklejono niewłaściwe etykietki. I z takowymi błędnymi oznaczeniami chodzili lata całe, nie czyniąc najmniejszych wysiłków, by je sprostować. No błagam, znajdźcie mi takich mężczyzn, to Was ozłocę i zaprzestanę posługiwania się mą tajną bronią – ironią 😀 .

4. Przez żołądek do serca, czyli świat kręci się wokół gotowania

W każdym, absolutnie każdym filmie świątecznym, świat kręci się wokół szamania. Czekoladki, torciki, smakołyki i konkrety. Jedzą, gotują, pożywienie przygotowują, a potem się w sobie zakochują. Czyli co, jednak przez żołądek do serca? Ale moment… jak ktoś jest antytalentem kulinarnym, to już się nie może szczęśliwie zakochać? Czym grozi propagowanie wspólnoty brzucha i miłości? Ano tym, że człowieki w realnym świecie prześcigają się w doskonaleniu kunsztu kulinarnego, czego efektami chwalą się na Instagramie. Jak niby inaczej znaleźć prawdziwe uczucie, skoro nawet Netflix mówi nam, iż magia świąt i miłości – tylko z pełnym brzuchem?

5. Ważne jest płomienne uczucie i buziaki, seksu nam nie trzeba

To jest wątek, który tak naprawdę sprawił, że o świątecznych filmach postanowiłam tu napisać. W żadnym z nich nie ujrzałam ni grama intymności, o scenach łóżkowych nie wspominając. Były tylko całusy pod jemiołą oraz kilka przytulasków. Więc ja się grzecznie zapytuję: serio?!

Wiecie, jeszcze rozumiem, iż się te arystokratyczne chłopy cudownie przemieniły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – niby źli, a jednak dobrzy. Że ich miłość zaślepiła, więc pół świata dla ukochanej wykupują, też potrafię – przymykając nieco oko – zaakceptować. Bogaci są, stać ich. Mają gest, to kupują. Ba, ja nawet byłabym w stanie przyklasnąć widząc, że królewskie rodziny aprobują, jako wybranki następców tronu, kobiety z tak zwanych nizin społecznych. Ale, Moi Drodzy, że ślub bez seksu? Że pożycia intymnego w tych pięknych, romantycznych sceneriach brak? Na ten przykład w królewskich komnatach, pałacowych kuluarach, pośród bibliotecznych półek pełnych książek? Albo nawet w przypałacowej stajni?! Tak nic, ale to NIC?! Tylko buziaki i prowadzenie się za rękę. No kurde, w to ja na pewno nie uwierzę!

Netflixie, czy w świecie pełnym poprawności politycznej,  mężczyzna z zacnego rodu z kobietą z nieco mniej zacnego, ale jednak nadal ludzkiego rodu, nie może sobie tak po prostu pospółkować,  w otoczeniu świątecznego blichtru? Nie można jakiejś choćby sugestyjki, że zapoznali się ze swymi ciałami, w stopniu wystarczającym, by stanąć wespół na ślubnym kobiercu?! Jestem zrozpaczona. Chociaż nie! Jednak trochę podbudowana. Bo z jednej strony, co Wam powiem, też mi się Książę Ideał marzył, a jak! Ale z drugiej, gdy sobie pomyślę, że z tym Księciem żadnej intymności, że on taki wymuskany, że wszystko bym przy nim od razu miała (restaurację, redakcję i czego tylko dusza zapragnie), to sobie myślę, iż jednak podziękuję.

Pooglądam, pouśmiecham się, a potem włożę te lukrowane historie między bajki, a siebie wsunę pod kołdrę i smyrnę mego Ślubnego stopą o stopę. By wiedział, że jego królowa już jest, razem z nim, w miłosnej alkowie. I tak sobie będziemy wespół spać, pod jedną kołdrą, bo nam wolno!

 

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

7
Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Landowska
Gość

To prawda, wszystkie te świąteczne filmy są podobne i bardzo sztampowe. Ale jakoś tak z przymrużeniem oka i tak zawsze ogladam przynajmniej 1 przed Swietami 🙂
Magda

makehappylife
Gość
makehappylife

My co roku robimy sobie seans świątecznych filmów. Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, zwracam uwagę na magię, relacje, Boże Narodzenie samo w sobie 🙂

Psyche Tee - Wirtualny Gabinet Psychologiczny
Gość

W sumie, to to jest taka smutna wizja, to wszystko co opisałaś…

Miye's Imaginations
Gość

Wiesz, odnoszę wrażenie, że ludzie oczekują, by filmy świąteczne były właśnie takie. Mają wówczas najszerszą publiczność.

Zołza z kitką.
Gość

Ja tam lubię takie filmy – pozwalają się rozluźnić, trochę odmóżdżyć 😉