Oczywiście wiem dlatego, że mnie też kiedyś z korpo wyrzucili. Może łez wylałam, niemal w depresję popadłam, a wszystko to po co? Bóg jeden raczy wiedzieć. Z dzisiejszej perspektywy zwolnienie z pracy było najbardziej otrzeźwiającym wydarzeniem w moim dotychczasowym żywocie. I najlepszym, co mi się wówczas mogło przytrafić, choć w chwilach grozy pod tytułem „ja wam życie oddałam, a wy mi się tak odpłacacie?!” widziałam sprawy zgoła inaczej. Ale do rzeczy!

♥♥♥

Słuchajcie, ludzie pracy… A może właśnie już, od sekundy, dwóch minut albo trzech godzin BEZ pracy? Jak to się stało? Kiedy do tego doszło? No i odwieczne, spędzające sen z powiek pytanie: DLACZEGO ONI MI TO ZROBILI?!

Masz ochotę nucić:

Tak bardzo się starałem,
A Ty teraz nie chcesz mnie.
Dla Ciebie tak cierpiałem;
Powiedz mi, dlaczego nie chcesz mnie?!

Doskonale Cię rozumiem. Byłam, zobaczyłam, też pracę straciłam. Ucz się więc na moich błędach i słuchaj dobrych jak złoto rad.

Na wstępie powiem tak: bierz chusteczkę, ocieraj łzy, weź 10 głębokich wdechów, 3 łyki kawy, przeczesz włosy, brodę czy co tam sobie chcesz i zbierz do kupy rozsypane poczucie własnej wartości.

Jak już Ci się ta trudna sztuka uda, maszeruj do pokoju szefa. Ustalać SWOJE warunki zwolnienia. Tak, dobrze czytasz – SWOJE. Będzie po Twojemu, albo tak jak Ty chcesz. Nie daj się zapędzić w kozi róg. Nie daj z siebie zrobić ofiary. No i przede wszystkim – nie daj się zrobić w jajco!

1. Negocjuj termin rozwiązania umowy

Wiadomość o zakończeniu współpracy spadła na Ciebie niczym grom z jasnego nieba? Nic nie zapowiadało rychłej katastrofy? Przełożony sypał zapewnieniami o tym, jakim jesteś wspaniałym pracownikiem niczym asami z rękawa?

Aż tu nagle BĘC. Dostajesz  informację o zwolnieniu. Ciebie, nie szefa. Tak z dnia na dzień, powód nieoczywisty. Albo właśnie oczywisty – zaliczona wtopa. Jedna, na dziesiątki pochwał. Nikogo to jednak nie obchodzi (poza Tobą), bo realia większości korpo są takie, że jak szczur w kołowrotku biega, bijąc kolejne rekordy prędkości w przebieraniu łapkami – jest zwierzyną pożądaną. Natomiast jak kończyna gryzonia, czy to z przemęczenia czy chwilowej niedyspozycji, ugrzęźnie między szczebelkami, lub nie daj Borze i Lesie szczur się wykopyrtnie i z kołowrotka wypadnie – powrotu doń nie ma. Pod żadnym pozorem. Takie prawidła wielkiej machiny – wyeksploatuje do granic możliwości, a potem wypluje na bruk.

Oczywiście możesz bez szemrania przyjąć informację o zwolnieniu, odwrócić się na pięcie i gorączkowo poszukiwać kolejnego zatrudnienia, w obawie przed rychłą utratą  płynności finansowej. Powiem Ci jednak, że zdecydowanie lepiej na tym wyjdziesz, jeśli postarasz się wynegocjować dla siebie ot choćby dłuższy termin wypowiedzenia. Albo zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy. Jak? Najpierw prośbą, a później wiadomo… groźbą 😉 . O tym, że cenię tzw. postawę na Cygana już pisałam, dlatego i tym razem serdecznie polecę ją jako sposób na obronienie swoich racji. Umówmy się, żaden pracodawca nie jest idealny, a ten korporacyjny zazwyczaj ma na swoim sumieniu wiele grzechów pod postacią nieodpłatnych nadgodzin, zaniżania faktycznego czasu przeznaczonego na wykonywanie zadań, czy zlecanie czynności spoza zakresu obowiązków. Gdy więc horyzont rysuje się w ciemnych barwach – pracodawcy ani w głowie przystanie na zaproponowane przez Ciebie warunki zakończenia stosunku pracy – warto podnieść powyższe kwestie.

2. Negocjuj porozumienie

Twój już-niemal-ex chlebodawca podsuwa do podpisania rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron? Niech zgadnę, argumentuje to w ten sposób, że dba o Twoje przyszłe dobro, bowiem nie chce mnożyć problemów i niewygodnych pytań, jakie usłyszysz od przyszłego pryncypała, gdy tylko dowie się, iż w poprzednim miejscu zatrudnienia otrzymałeś wypowiedzenie? A ja powiem tak: jaki pracodawca patrzy na powód, dla którego nie pracujesz już na poprzednim stanowisku? Odpowiedź: żaden. Ewentualnie totalnie psychopatyczny, ale na takiego przecież nikt nie chce trafić 😉 .

Cóż, zazwyczaj prawdziwym powodem chęci porozumienia się jest krótszy okres, po upływie którego Twój “empatyczny” pracodawca będzie mógł się Ciebie, legalnie, pozbyć 🙂 . Nim więc podpiszesz porozumienie – rzuć okiem, a najlepiej dwoma, na swoją umowę o pracę, bacznie analizując zapisy sekcji zawierającej informacje o okresach wypowiedzenia. Następnie podejmij matematyczną decyzję i wybierz ten sposób rozwiązania umowy o pracę, który zapewni Ci stabilność finansową przez możliwie najdłuższy czas.

3. Marsz po referencje

Zastanawiasz się, czy skoro to pracodawca wyszedł z inicjatywą zakończenia współpracy wypada udać się po referencje? W Twojej głowie kłębią się myśli, układające się w wielki znak zapytania i towarzyszący mu napis: Jaki w tym sens? Śpieszę z odpowiedzią: ogromny! W najgorszym razie szef wystawi Ci opinię, której nikomu nie pokażesz, poza krwiożerczymi szponami niszczarki. W każdym innym wypadku – referencje mogą okazać się Twoją kartą przetargową w walce o zajęcie dogodnego szczebla na drabinie kariery. Jednym słowem: WARTO.

4. A jeśli szef nie odpuszcza…

I ani nie przystaje na zaproponowane przez Ciebie warunki zakończenia współpracy, ani nie chce pisać peanów na Twoją cześć, pozostaje tylko jedno. Odświeżenie pamięci korporacyjnego możnowładcy.

Przypomnij zatem każdą, każdziutką minutę i godzinę spędzoną w biurze w ramach nadgodzin.

Przypomnij każdą, każdziutką dodatkową pracę, w szczególności tę spoza zakresu Twoich obowiązków, którą jako pracownik roku wykonałeś bez mrugnięcia okiem.

W ostateczności, w przypadku nieugiętości bezwzględnego wodza…

5. Nie przyjmuj/ nie podpisuj wypowiedzenia

Powiedz, z pełną stanowczością i zdecydowaniem, że jeśli szef uważa, iż wszelkie zaproponowane przez Ciebie rozwiązania nie są fair, najwyraźniej potrzebujecie arbitra. Dlatego też chętnie spotkasz się w sądzie, by w majestacie prawa ustalać po czyjej stronie leży prawda, a po czyjej stolec prawda.

Oczywiście wyprawę do sądu przemyśl 😉 . Pamiętaj, że na sali rozpraw jest potwornie nudno 😉 . Jeśli jednak znużenie Ci nie straszne i mimo wszystko postanowisz gnać przed ołtarz sprawiedliwości – skonsultuj się z jakimś dobrym, zaufanym prawnikiem, z którym ustalisz linię frontu. W końcu co dwie głowy to nie jedna, prawda?

Bez względu jednak na to, jaki obrót przybiorą sprawy, zapamiętaj najważniejszą mądrość życiową: istnieje świat (zawodowy) poza korpo. Naprawdę. W dodatku całkiem piękny świat! Nawet jeśli wylatujesz z wielkiej machiny z jeszcze większym hukiem – ów dramatyczny koniec może być początkiem pięknego, lepszego jutra.

A w starciu z bezwzględnym szefem… Nie poddawaj się od razu! Walcz o swoje! Jeśli korpo Cię wymiętosiła, wymaglowała, pozbawiła sił witalnych i radości życiowej, a na końcu wypluła bez ostrzeżenia – walcz o swoją godność! Co masz do stracenia? Przecież Cię nie zwolnią.

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
Powiadom o