Ty – korpotrybik, on/ ona – Najjaśniejszy Przełożony. Jak wyglądają Wasze relacje? Na pewno sztucznie – to wszak typowy sposób funkcjonowania w wielkim, korporacyjnym świecie. Jakim szefem jest dowódca firmowej machiny, w której się znajdujesz? Oto największe zmory szeregowego korpotrybika. Czytajcie zatem i… miejcie się na baczności!

Kobieta Żyleta

Przez niektórych zwana również Kobietą Inspiracją. Zazwyczaj po 40-stce, ale przed 50-tką, cechująca się przenikliwym wzrokiem, szybkością wypowiedzi, bystrością umysłu i dosadnym językiem. Codziennie nienagannie ubrana, zawsze stosownie do okazji. Perfekcyjny makijaż to kolejny z jej znaków rozpoznawczych. Idealnie uformowana fryzura, niczym z reklamy Taft, niezmieniająca ułożenia po całym, długim, 12-godzinnym dniu spędzonym w biurze. Silna i zdecydowana – inaczej nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest, tj. na szczycie korporacyjnej drabiny.

Kiedy Cię do siebie wzywa masz wrażenie, że właśnie uczestniczysz w grze w ciepło-zimno. Najpierw mierzy Cię lodowatym spojrzeniem, później z prędkością światła strzela ognistymi pociskami słów. Oczywiście wszystko, co Ci zleca jest na ASAP (czyli, dla niewtajemniczonych w korporacyjny slang, „na już”). Kończąc wypowiedź pyta retorycznie, czy wszystko zrozumiałeś i wiesz co dalej robić. Oczywiście, że nie wiesz, bo wyłączyłeś się na trzecim zdaniu, analizując jego związek z pierwszym oraz drugim. Ani Ci w głowie jednak podzielenie się wątpliwościami. Wolisz uniknąć pełnego politowania wzroku, jakim Cię zmierzy i kpiny w głosie, podczas gdy z niedowierzaniem pyta: „Ale czego nie zrozumiałeś? Wszystko jasno powiedziałam”. O szczegóły zleconego przez Żyletę zadania dopytujesz więc bardziej doświadczonego stażem kolegę. Jakimś cudem udało mu się na tyle zaskarbić sympatię szefowej, że został jej prawą ręką. Wolisz nie wiedzieć, jak tego dokonał.

Serce na dłoni

Masz za każdym razem, gdy wzywa Cię do siebie. Bo właśnie wyskoczyło Ci ze ściśniętego gardła. Wiesz, że gdy na wyświetlaczu korporacyjnego ajfona miga jego imię, oznacza to jedną z dwóch rzeczy:

1. chce zapytać Cię o jakiś detal ze sprawy, którą zajmowałeś się dwa miesiące temu,

2. chce Cię opierdolić.

Bez względu na to, o którą z powyższych sytuacji chodzi – masz przechlapane.

Jeśli w środku nocy budzisz się zlany potem to dlatego, że właśnie widziałeś szefa w swoim najgorszym koszmarze. Obsadzonego w głównej roli.

Pochwała? Dobre słowo? Już dawno przestałeś się łudzić, że kiedykolwiek je usłyszysz. Gdy w Twojej obecności używa połączenia wyrazów „świetna robota” oznacza to, że właśnie zapoznał się z wynagrodzeniem prezesa jednej ze spółek, które obsługujecie. I uważa je za satysfakcjonujące.

Zaprawdę powiadam Wam, że tego zwierzchnika należy się strzec. Bezwzględnie. Po kilku miesiącach pod jego skrzydłami stać się może tylko jedno – Twoje na pewno zostaną podcięte. A upadek będzie głośny i bolesny.

Nie łudź się, że nie ochrzani Cię na końcówce Waszej współpracy. Nawet jeśli postanowisz rozstać się z korpo, składając wypowiedzenie (głównie z jego powodu), na odchodnym usłyszysz, że jesteś człowiekiem nieodpowiedzialnym i niegodnym zaufania. Szef opowie Ci ckliwą, pretensjonalną historyjkę  o tym, jak to firma wiązała z Tobą duże nadzieje, inwestując w Ciebie ogrom czasu oraz pieniędzy. Czego, o dziwo, nie odzwierciedlały comiesięczne wpływy na Twoim koncie.

Plus posiadania takiego szefa? Gorzej już nie trafisz. Wierz mi.

Dobroduszny Wujek

Pocieszny, dobrotliwy i poczciwy. A ponadto wiecznie niezorientowany w tym, co dzieje się dookoła niego. Czasem (no dobra – codziennie rano, przekraczając firmowy próg) zastanawiasz się, jak to możliwe, że kieruje tak ogromnym działem, nie mając merytorycznego pojęcia o pracy swoich podwładnych. Często słyszysz, gdy prosi koleżankę, by wpadła do jego gabinetu. Z relacji z pierwszej ręki (nie ma się co łudzić – w korpo instytucja tajemnicy istnieje tylko w wersji poliszynela) dowiadujesz się, że chciał po prostu, by wyjaśniła mu opinię przygotowaną przez kolegę z sąsiedniego działu. Po raz kolejny w tym tygodniu. „Powiedz mi, czy on mnie tymi słowami obraził?” – to pytanie, które pojawia się przy okazji każdej tego typu pogawędki.

Trzeba mu jednak oddać, że z klientami potrafi rozmawiać jak mało kto – nieświadomie rozśmiesza, uroczo wprawia w zakłopotanie. I co z tego, że komplementuje w sposób oczywisty oraz zbyt dosłowny? Dzięki temu każdy klient czuje się dopieszczony i niezrównany niczym mieszkaniec boskiego Olimpu. Bezpośredniość, a także brak skrępowania tym, co wypada, a czego nie powoduje, że świetnie dealuje – jest najlepszym handlowcem w całej korpo. Na tym polega jego urok  i siła – może nie ma błyskotliwości Wilka z Wall Street, ale z całą pewnością dorównuje mu talentem sprzedażowym.

Koleżka Podrywacz

Szef, który pozjadał wszystkie rozumy. A przynajmniej tak mu się wydaje. Kiedy pojawia się na open space, najpierw idzie jego dumne jak paw ego, a za nim majestatycznym krokiem podąża właściciel. Korpo koledzy i koleżanki śmieją się, widząc kolejnego nju dżojnersa (czyli przekładając na polski – nowego pracownika) o zgrabnej sylwetce, długich nogach oraz anielskiej twarzy. Innymi słowy od razu widać, którą pracownicę przyjmował Podrywacz – nie dość, że jedna drugiej nie ustępuje urodą, to jeszcze się w niej prześcigają. Szef jest bowiem estetą – lubi otaczać się nie tylko ładnymi przedmiotami, ale i kobietami.

Koleżka nie potrafi pogodzić się z tym, że znalazł się w zbiorze osób oznaczonych plakietką „wiek średni”. Na imprezach firmowych za wszelką cenę próbuje więc wejść na koleżeńską stopę ze swoimi 20-paro letnimi podwładnymi (panom stawia kolejkę, paniom – szepcze żarciki do ucha). A w luźne piątki zakłada białe trampki. Koniecznie firmowe. Koniecznie drogie.

To człowiek, którego dziwi, że w Tesco można kupić ubrania (bo zagląda tam tylko w awaryjnych sytuacjach, np. gdy późną nocą pragnie napić się whisky, a domowy barek świeci pustkami). Jest zaskoczony, iż w płaszczu za 300 polskich złotych da się przechodzić całą zimę („Jak to, nie podarł Ci się?”). W głowie mu się nie mieści, że istnieje sposób, by trasę z Krakowa do Warszawy pokonać inaczej niż w Pendolino lub samolocie („TLK? Kto tym jeździ?”).

Co jest w nim najbardziej męczące? Koleżka Podrywacz nie potrafi zrozumieć, że między szefem, a szeregowym pracownikiem istnieje i powinien istnieć pewien rodzaj muru. Którego nie burzy korporacyjny zwyczaj mówienia sobie na „ty”.

Skryty Psychopata

Wytrawny gracz, prawdziwy wyjadacz w korpo świecie. Na pierwszy rzut oka stanowi zgrabne połączenie Koleżki Podrywacza z samcem alfa (w najlepszej postaci!). Gdy zaczynasz kierat w wielkiej machinie pracowniczej, jawi Ci się – w zależności od Twojej płci:

-> jako wymarzony mężczyzna, którego poszukiwałaś całe dotychczasowe życie (niestety ma już żonę, co powoduje, że każdego wieczoru zanosisz się łzami, pytając Boga „dlaczego mi to zrobiłeś?!”),
-> jako najfajniejszy starszy brat (którego zawsze chciałeś mieć, ale rodzice uknuli plan, zgodnie z którym to Ty pełnisz funkcję pierworodnego).

Pozory jednak mylą, więc bądź czujnym korpotrybikiem! Nie daj się nabrać na poranne, kuchenne zaczepki typu „która to już kawka dzisiaj?”, ani przesyłane z uśmiechem „cześć”, nonszalancko rzucane pod Twoim adresem.

Urok osobisty oraz sposób bycia Skrytego Psychopaty sprawiają, że czujesz się jak pracownik roku i najbystrzejszy umysł w całym dziale. Z radością więc przyjmujesz składane Ci przez szefa propozycje… zostania w pracy trochę dłużej. Nie, oczywiście, że to dla Ciebie żaden problem, z chęcią dokończysz swój dżob (zadanie, znaczy się). Nawet jeśli do mety dotrzesz grubo po północy. Wiesz, że było warto, bo następnego dnia słyszysz peany na swoją cześć. Oczywiście od przełożonego.

Owszem, jesteś przez niego chwalony. Owszem, obcowanie z nim daje poczucie wyjątkowości. Do czasu. Pierwszego błędu. Nie możesz zostać po godzinach? Nieważne, że rozchorowało się Twoje dziecko. Nie wysłałeś korespondencji w dniu, w którym prosił Cię o to Skryty Psychopata? Oczywiście nic terminowego – ot, kilka słów do klienta o tym, jak wygląda stan Waszych prac. Jakiekolwiek tłumaczenia nie mają znaczenia – dla szefa są bezwartościowe, nieistotne. Właśnie zaczął się początek Twojego końca.

Póki co nic na to nie wskazuje. I nie będzie wskazywało. Aż do Twojej ostatniej minuty w korpo. Szef najpierw zaprosi Cię na rozmowę w cztery oczy, byś wyjaśnił powód swojej niesubordynacji. Następnie, z uśmiechem powie „dobrze, to już wszystko, możesz wracać do pracy”. I zleci Ci nowe zadanie, do którego – jak zawsze – ochoczo się zabierzesz. Tak przetrwasz kolejne dni, aż znów nastanie piątek, piąteczek, piątunio! Właśnie w tym radosnym czasie, gdy biuro będzie pustoszało, Skryty Psychopata nagle wezwie Cię do swojego gabinetu. Ze stoickim spokojem oznajmi, iż z uwagi na Twoje ostatnie zachowania, jest zmuszony zakończyć z Tobą współpracę.

Usłyszysz motywacyjną gadkę, z której dowiesz się, jak wielkie nadzieje z Tobą wiązał. Ba, w perspektywie kilku lat widział Cię w roli swojego zastępcy. Niestety – zawiodłeś go na całej linii, nie jest w stanie ponownie Ci zaufać. Jako człowiek na wysokim stanowisku musi otaczać się ludźmi lojalnymi – tego nauczyło go życie. W trakcie wodzowskiej przemowy zgrabnie podsunie Ci dokument do podpisania. Wypowiedzenie za porozumieniem stron (oczywiście dla Twojego dobra, nie dlatego, że okres wypowiedzenia jest tu zazwyczaj krótszy). Gdy zauważy, iż w kąciku oka zakręciła Ci się łezka – poda pudełko z chusteczkami, w spokoju czekając, aż fala smutku przejdzie. No! Prawdziwy Gentleman!

 ***

A Wam, z jakimi demonami przychodzi mierzyć się w korporacyjnym Mordorze? Czy już czas uciekać? 😉