Ja, mój Munż i nasz Dzidź mieszkamy sobie w królewskim mieście Krakowie. Dzidziulec ma to szczęście, że posiada zarówno dwie babcie, jak i dwóch dziadków. Nieszczęście polega jednak na tym, że są oni stosunkowo daleko. Co prawda nie jest to odległość jak z Krakowa do Nowej Zelandii, niemniej na tyle spora, że nie możemy zrobić: „Halo Mama? A może byście wpadli na kawkę wieczorem? Świetnie, zapraszamy! Skoro już będziecie to nie mamy nic przeciwko, żebyście zostali troszkę dłużej, a my sobie w tym czasie z Mężulem skoczymy do kina, dobra?” No nie, u nas taka opcja odpada. Dlatego żebyśmy my – rodzice – mogli ot choćby pracować, do Synulca przychodzi Pani Niania. W tym miejscu wielu może pomyśleć „ale jak to tak, Dziadkowie Wam nie pomagają?” I tak dochodzimy do sedna. Ostatnio poświęciłam trochę czasu, coby zastanowić się nad całym tym pomaganiem.

Dziadkowie nie są od pomagania!

Stoję na stanowisku, że instytucja dziadków wcale nie jest od tego, coby nam – rodzicielom – pomagać. No bo, skoro potrzebujemy pomocy znaczy się coś jest nie tak, coś nam się nie podoba, czujemy się w potrzasku i w związku z powyższym oczekujemy, że dziadkowie nas z tego więzienia uwolnią. A tu, wedle mojej koncepcji, nie chodzi o to, żeby zakuwać własnych rodziców w dyby i kazać im siedzieć z naszą pociechą, bo my już nie dajemy rady, bo już siły tracimy, zmieniając kolejną pieluchę, a ręce odpadają od ciągłego noszenia skarba naszego, największego, co to usypia tylko kołysanym będąc. Tak sobie myślę, że to powinno funkcjonować nieco inaczej.

Lepiej, by czas spędzany z wnuczętami nie kojarzył się z przymusem lecz czymś, na co dziadkowie czekają z niecierpliwością. Czymś, czego nie mogą i nie chcą przegapić. Czymś, z czego czerpią radość. Obcowanie z najświeższym przedstawicielem nowego pokolenia powinno dziadkom sprawiać najprawdziwszą przyjemność. Wiadomo, jak w pieluszce katastrofa to nikomu nie jest miło, nie oszukujmy się. Jednak – co do zasady – z połączenia dziadkowie + wnuczęta zawsze powinno nam wychodzić równanie z „chcemy” na pierwszym miejscu. Nie „musicie”, nie „ratujcie”, nie „pomóżcie”. Nie podoba się ta koncepcja? Hola, hola, Moi Drodzy! Pamiętajmy, że…

Dziadkowie już swoje dzieci odchowali

Teraz jest czas, by się ze świeżynkami rodzinnymi pobawili, powygłupiali, korzystali z przywilejów obcowania z maluchami, a te wszystkie „minusy”, trudy wychowywania nowych człowieczków, zostawili rodzicom. Rodzicielstwo można przyrównać do puszki Pandory – zawsze mamy nadzieję, że uda nam się powstrzymać Tornado, nim zacznie siać spustoszenie, przemieniając nasze mieszkanie w zgliszcza 😉 . Jest też jak losowanie lotto – nigdy nie wiadomo, którą kulką dostaniecie 😉 . Bycie dziadkami z kolei, kojarzy mi się z wybieraniem z pudełka ulubionych czekoladek – jakiej by się nie wyłowiło, zawsze będzie słodko i smacznie.

Dziadkowie emeryci na pełnej petardzie

Twoi Rodzice już na emeryturze, ale tak zajęci, że nie są w stanie codziennie do Was wpadać? Teściowie nadal aktywni zawodowo? Padają ze zmęczenia i nie mają możliwości często odwiedzać wnucząt? Mieszkają na drugim końcu Polski lub Ziemi? (Końcu, bo jak się okazuje, Ziemia ma swój kraniec, o którym pisałam TUTAJ). Takie jest życie. Ich życie. W dodatku mają do niego prawo. Nie ma się co złościć i zżymać, że nie są dostępni 24 godziny na dobę. Tak szczerze powiedziawszy, spojrzawszy prawdzie w oczy – nie muszą być.

Dziadkowie mają prawo do życia własnym życiem

Choćbyśmy zaciskali zęby i wkurzali się, że ze wszystkim jesteśmy sami. Nie ma sensu po raz setny zastanawiać się „dlaczego moi rodzice nie wspierają nas tak jak rodzice XYZ?”. Odpowiedź jest prosta – bo nie muszą. Oczywiście, miło by było, gdyby wspierali. Miło by było, gdyby chcieli poświęcić swoje plany a conto spędzenia czasu z wnuczkiem czy wnuczką. Jednak czy mamy prawo tego oczekiwać? No nie, byłoby to nastawienie z cyklu „ego” – egocentryczne i egoistyczne. Czy zawsze musimy podejście dziadków rozumieć? Też nie. Ale wypada je (za)akceptować.

Wiecie, ja to sobie myślę, że nie ma niczego fajniejszego, niż spędzanie czasu z moim Dzieckiem…. No, poza możliwością wypicia ciepłej kawy, przy lekturze ulubionego miesięcznika. Świadomość tego, że stworzyłam najwspanialszego człowieka, jakiego tylko mogłam sobie wyobrazić i wymarzyć, w zupełności mi wystarcza. Mądrego, kochanego, uroczego, i w ogóle naj – w końcu jestem w Dzidziulcu zakochana bez pamięci, jak na szanującą się Matkę Polkę przystało. Coś czuję, że Wy w swoich potomkach też widzicie uosobienie piękna, mądrości i dobroci. Niechaj to nam wystarczy – fakt, że małych człowieków mamy, że są zdrowi, że są kochani, że mają nas. Wszystko inne traktujmy jako bonus od życia, życia które i tak dało nam już bardzo wiele! Miłości przede wszystkim.

Dlatego gdy następnym razem będziesz ubolewać, że nie możesz z mężem wyjść do kina czy teatru, bo nie ma kto zostać z waszym maleństwem pomyśl, że:

a) najdalej za 10 lat znów zaczniecie żyć życiem 20 latków, tylko o 20 lat starszych 🙂
b) zawsze możecie poprosić zaufaną koleżankę, żeby została ze szkrabem na dwie czy trzy godziny
c) nic nie stoi na przeszkodzie, by zatrudnić nianię. I….osobiście tę opcję serdecznie polecam!

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o