A w zasadzie powinnam napisać starszych ludzi. Jednak wśród mężczyzn wydaje się być więcej tych, do których z miejsca pałam sympatią. Starszych, nie starych – starość to wszak pojęcie względne, a im więcej sami mamy lat, tym względność nabiera na sile. Na potwierdzenie powyższej teorii względności, tytułem wstępu, taki oto przykład z życia wzięty: obstawiam, że każdy słyszał od kolegi/ koleżanki z 1 c „chyba Twoja stara!”, i to kierowane do Twojej Starej, która wówczas była świeżo po 30 urodzinach. Co więcej, z mojego doświadczenia wynika, że starzy mogą być nawet nastolatkowie, serio serio! Dowodzi tego kolejna anegdotka, ze mną (a jakże) w roli głównej. Gdy miałam lat dwanaście i za sprawą mojej Mamy (wcale nie starej), która to taszczyła nie tylko kaganek oświaty, ale i swe dziecię na szkolne wycieczki, dane mi było obcować z ówczesnymi maturzystami, wydawali mi się oni tacy… dorośli, ba, STARZY wręcz! Cofając się pamięcią jeszcze kilka lat wstecz widzę z kolei kilkuletnią Olę podsłuchującą wieczorną rozmowę Rodziców ze znajomym, który to kończył lat trzydzieści. Słowa Taty: „Marek, nie martw się, życie zaczyna się po trzydziestce!” wydawały mi się jawną kpiną – przecież po trzydziestce można jedynie czekać na rychły (!) koniec żywota. I wiecie co? Przekroczyłam linię demarkacyjną z napisem „30” i na własnej skórze odczułam, że ani mi w głowie wywieszanie białej flagi. I… nie czuję się stara, ani odrobinę. Skoro jednak temat starszości sponsoruje dzisiejszy wpis – co takiego jest w starszych ludziach, co powoduje, że miękną mi kolana i serce?

Starsi ludzie mają dystans

Do siebie, do świata, do życia. Są tacy wyluzowani, mimo że za wieloma rzeczami już nie nadążają (fizycznie i psychicznie), potrafią do tych swoich „niedociągnięć” podejść… z dystansem właśnie.

Uwielbiam podsłuchiwać seniorów w kawiarniach, na przystankach autobusowych, dworcach kolejowych i w innych publicznych miejscach.

Pierwsza z brzegu mojej pamięci wyłania się historia sprzed kilku dni. Stoję ja sobie w kawiarnianej kolejce do kasy i widzę ICH – trzech, siwych, uśmiechniętych mężczyzn. Nadstawiam więc uszu i już po chwili orientuję się, że nie na darmo.

AKT I

Ten w okularach zapytuje pozostałych dwóch:

Czy kawa się starzeje?

i słyszy w odpowiedzi: „No, tak jak my!”

Nie poddaje się jednak, kontynuując: „Nie nie, chodzi mi o to, czy można ją pić po terminie przydatności”.

A otwierałeś ją?” pytają rezolutnie koledzy.

Nie, zamknięta, dostałem takie różne smakowe od wnuków i już rok od przydatności minął.

No to otwórz i sprawdź” – koledzy przychodzą z pomocą kolejną trafną ripostą.

E, takie to pozawijane, chyba po prostu wyrzucę”.

KURTYNA

Starsi ludzie się nie śpieszą

Choć w zasadzie to właśnie oni powinni, bo to właśnie im – statystycznie rzecz biorąc – zostało tego czasu najmniej. Tłumaczę to sobie tak, że z wiekiem przychodzi do człowieka Mądrość Życiowa, która otwiera szeroko ramiona i zaprasza, by się w nią wtulić. A potem szepce nam do ucha: „zwolnij, pośpiech nie rozładuje kilometrowych korków, które właśnie piętrzą się przed Twoim samochodem, nie naprawi popsutego autobusu, w którym ugrzązłeś stłoczony jak sardynka w puszcze, nie wyłączy bezczelnie wpatrującego się w Ciebie czerwonego światła. Przystań, rozejrzyj się dookoła i zamiast co chwilę wszystkich poganiać – chwilę chwilą się rozkoszuj, ona NAPRAWDĘ się już nie powtórzy.” W przeciwieństwie do spóźnień/ opóźnień/ zmian w planach – te są naturalnym elementem życia.

Starsi ludzie chętnie (się) uczą i są cierpliwi

To jest dla mnie największe objawienie, które przyszło… wraz z macierzyństwem. A w zasadzie wraz z Nianią naszego Dzidzia. Wiecie, wtedy zrozumiałam jak wiele w człowieku 60+ cierpliwości i jak pięknie uzupełnia się ona z półtorarocznym energetyczno-emocjonalnym Wulkanem, częstokroć wybuchającym bez żadnej zapowiedzi. Przyznam, że mnie samej w zderzeniu z wybrykami Dzidziulca czasami brak wewnętrznego spokoju. Podczas gdy ja – celem opanowania kłębiących się we mnie emocji – odliczam do 10, robiąc przy tym głębokie wdechy, Pani Opiekunka ze stoickim spokojem tłumaczy Dzidziowi świat, wyciszając jego zdenerwowanie niewiadomoskąd pochodzące. Czysta magia :).

Podziwiam też w starszych ludziach chęć do rozwoju, odnajdywania się w ciągle zmieniającej się rzeczywistości – widząc jak pędzi świat starają się z całych sil za nim nadążać, łapać co się da. A to uniwersytety trzeciego wieku, a to kino dla seniorów, wspomniane już kawki w kawiarniach itp. itd. Piękną ilustracją tegoż przeciskania się przez gąszcz nowości są dwa przewspaniałe filmy, z gatunku tych o niczym, chwytających za serce i wywołujących uśmiech, a nie mdłości. Kto nie widział niechaj pędzi do Netflixa i załącza sobie Roberta DeNiro w „Praktykancie” lub też grającą „W starym, dobrym stylu” Wielką Trójcę pod szyldem Freeman, Caine, Arkin.

Najpiękniej to, co chcę przekazać i co znajdziecie w ww. filmach, odzwierciedla kolejna historyjka z życia wzięta, z cyklu tych „naj”, top 5 na mojej prywatnej liście.

A co to znaczy być online?” pyta mnie razu pewnego mój własny, osobisty, najkochańszy Dziadek świata.

To znaczy Dziadziuś, że jesteś podłączony do internetu i sprawdzasz tam różne informacje.” – staram się prosto, krótko, węzłowato udzielić jak najtrafniejszej odpowiedzi.

Aha… [chwila zamyślenia] A offline?” – dopytuje mój Senior.

To znaczy, że nie korzystasz z internetu, np. nie masz włączonego komputera, nie sprawdzasz odpowiedzi na  pytania czy tam nie oglądasz żadnych filmów”.

Dziękuję” – mówi Dziadek i dodaje: „To ja jestem cały czas offline”.

Jakem to usłyszała, przebiegło przeze mnie wewnętrzne ciepło, w następstwie którego totalnie mnie rozmiękczyło!

Starsi ludzie mają piękne kamizelki i cudowne fartuszki

Chyba każdy (a przynajmniej każdy urodzony przed 1990 rokiem ;)) pamięta jak babcia czy starsza sąsiadka chadzała „po domowemu” w niebieskim lub brązowym fartuszku, bogato zdobionym kwiatowymi ornamentami. Porządny fartuch posiadał rzecz jasna liczne kieszenie, a przynajmniej jedna z nich skrywała pęk kluczy otwierających wszystko, od barku po piwnice włącznie. Równie kieszeniotwórcze są zgniło/jasno/blado/ciemnozielone, oversizowe kamizelki na zamek, absolutny „must have” w garderobie każdego szanującego się przedstawiciela płci męskiej w wieku senioralnym. I jak tych modowych szałów nie uwielbiać? Toć to kawał dziecięcych wspomnień, prawdziwy oldschool, powiew beztroskich lat, które przeminęły z wiatrem :).

Starsi ludzie skłaniają do refleksji

Gdy chodziłam do gimnazjum jakaś siła nieczysta nakłoniła mnie do palenia papierosów. Tylko sobie nie myślcie, do nałogowca było mi jak stąd do nieba. Kupowałam owe cygarety na lokalnym „handelku”. Przykładowo, dwie lub trzy. Sztuki. Nie paczki. Paliliśmy je potem rytualnie całą ekipią za trzepakiem nieopodal szkoły. Zaciągając się kolejnym „machem” rzucaliśmy nonszalancko „Na coś trzeba umrzeć, przecież nie będę żyć do czterdziestki!” No, co prawda, to prawda – mam zamiar życie zdecydowanie, zdecydowanie dłużej! I myślę, że uczestnicy tych rozmów również. Bo powodów, by długo żyć jest aż zbyt wiele!

Dlatego gdy któraś z bliskich Ci osób, będąca już w słusznym wieku, przez niektórych określanym również mianem sędziwego, wypowie do Ciebie te pełne narzekań (w Twoim odczuciu) słowa, że na niego już pora, że „pora umierać” to miast wzdychać, że znów marudzi, obdaruj Człowieka miłym uśmiechem i dobrym słowem. Byleby tylko nie takim!

Dodaj komentarz