Sezon świąteczny trwa w najlepsze. Można to wywnioskować po migoczących dookoła światełkach, kolorowych dekoracjach oraz pięknie przystrojonych choinkach, rozstawionych we wszystkich ważnych punktach miast. No i rzecz jasna w naszych domach. Można to wywnioskować również po wybrzmiewającym z radiowych głośników, co najmniej kilkukrotnie w ciągu dnia, niestarzejącym się niczym Kevin sam w domu, nieśmiertelnym hicie:

Czy coś jeszcze zwiastuje nadchodzące Boże Narodzenie? Owszem. Pośpiech i panika, bo już zaraz pierwsza gwiazdka, a człek nie ma jeszcze zakupionych upominków dla każdziutkiego członka rodziny. Brak wzajemnego zrozumienia, czy zwykłej empatii. Ot, choćby dla kurierów, którzy w okresie około świątecznym dwoją się i troją, coby każdemu dostarczyć paczkę na czas. A dla oczekujących „na czas” oznacza zwykle szybciej, niż wysłannicy są w stanie doręczyć przesyłkę.

Druga niesłychanie ważna, około świąteczna kwestia, to odpowiedź na jakże filozoficzne pytanie:

dla kogo, tak naprawdę, są te święta?

Tylko dla chrześcijan, osób wierzących? Może wszechobecna komercjalizacja oraz pochłaniający nas konsumpcjonizm sprawiły, że zamiast o skromności, narodzinach miłości i nadziei, myślimy już tylko o pełnych brzuchach? Względnie tym, ile milionów monet wydamy na organizację Bożego Narodzenia? A jeśliśmy z tych wierzących i w skupieniu świętujących – czy prawo do celebracji przyznajemy tylko podobnym nam?

Często spotykam się z medialnymi rozważaniami pt. jakże to może być, że ateiści zasiadają wespół z chrześcijanami do wigilijnej wieczerzy?  Ba, i sami wierzący niejednokrotnie gromy z jasnego nieba ciskają w tych, którzy jawnie mówią, iż choinkę owszem, stroją, ale szopki nie mają zamiaru robić, bo w Jezusa nie wierzą. Czy oni wstydu nie mają? Bo że Boga w sercu, to wiadomo. Ale żeby pozwalać sobie na śpiewanie kolęd oraz pieczenie pierniczków, jednocześnie nie idąc na Pasterkę? No w katolickim, porządnym kraju, jakim jest Polska, to po prostu szczyt hipokryzji, prawda?!

Zaraz, zaraz. Słysząc podobne słowa, na myśl nasuwa mi się twórczość ukochanej Szymborskiej: „Coś się tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. Coś się tu nie odbywa jak powinno”.

No więc właśnie, pytanie brzmi: jak być powinno? Czym jest Boże Narodzenie? Skąd się wzięła tak pielęgnowana przez chrześcijan tradycja – strojenie choinki, wigilijna wieczerza, obfitująca w 12 potraw?

A data świąt? Czy Jezus faktycznie urodził się w grudniu?!  Zbadałam temat, a jakże. I w związku z tym postaram się Wam nieco przybliżyć poczynione odkrycia oraz odpowiedzieć na pytanie, czy święta mają jeszcze cokolwiek wspólnego z wiarą? A może są już tylko świeckim zwyczajem, na stałe wpisanym w konsumpcjonistyczną tradycję przepychu?

Czy Jezus urodził się 25 grudnia?

Ujmując kwestię skrótowo – nie wiadomo 😉 . Historia narodzin Jezusa jest bowiem dość zawiła. Nie ma wątpliwości, zarówno wśród historyków jak i rzecz jasna ludzi wierzących, co do jednego – że Chrystus faktycznie stąpał po Błękitnej Planecie.

Pierwszą kwestią, która nieco komplikuje sprawę, jest Pismo Święte. W Nowym Testamencie nie znajdziecie ni słowa o dokładnej dacie narodzin Jezusa Chrystusa. Niemniej autor Ewangelii według świętego Łukasza nieco przybliżył czytelnikom okoliczności przyjścia Mesjasza na świat. Połączył je z datą narodzin Jana Chrzciciela. Bez wdawania się w zbędne meandry historycznych wyliczeń, podam Wam od razu wynik ustaleń. Wypadałoby, że Chrystus urodził się albo na przełomie marca/ kwietnia, albo też września/ października. W każdym razie nijak z tych matematycznych układanek nie wychodzi grudzień. Oooopsss 😉

Na szczęście nadzieja chrześcijan w rzetelnych historykach! Koncepcję o grudniowej dacie narodzin poratował Hipolit Rzymski. Tenże, w 204 roku, komentując Księgę Daniela napisał słowa, które dla nas – ludzi wierzących – są niczym miód na uszy. Prawił ów historyk tak: „pierwsze przyjście Pana naszego wcielonego, w którym narodził się w Betlejem miało miejsce ósmego dnia przed kalendami styczniowymi” (tzn. 25 grudnia). I uwaga, uwaga, fanfary: dzień 25 grudnia, jako datę przyjścia na świat Jezusa, podał też rzymski historyk Sekstus Juliusz Afrykański (w swojej Chronographiai, datowanej na 221 rok).

Wśród historyków, badających czasy wczesnego chrześcijaństwa, pojawiają się również głosy, iż wybór daty 25 grudnia podyktowany był treścią apokryfów biblijnych. Wskazują one, jako dzień poczęcia Chrystusa, 25 marca. Z prostych, matematycznych obliczeń wynika więc, iż 9 miesięcy później na świat przyszedł Jezus.

Pytanie więc, jak to jest, że tylu ateistów posądza chrześcijan o kradzież idei (oraz terminu!) Bożego Narodzenia od pogan?

Czy chrześcijanie ukradli poganom Boże Narodzenie?

Wielu ateistów, agnostyków oraz osób nieprzychylnych wyznawcom Chrystusa podnosi, że chrześcijaństwo ma swe źródła w kultach pogańskich i na tychże opiera swoją tradycję. Wiecie co? Częściowo mają rację! Czy jednak jest się o co obrażać? Nie sądzę. No bo zastanówmy się: nim cała idea chrześcijaństwa rozprzestrzeniła się w świecie, ludzie kultywowali zgoła inne wierzenia. Politeizm był na porządku dziennym. To teraz wyobraźcie sobie, że do takich ludzi ktoś przychodzi i w jednej chwili burzy im cały światopogląd, każąc totalnie odciąć się od swoich korzeni oraz rodzinnych tradycji.

Ba, wyobraźcie sobie, że ktoś, puka do Waszych drzwi i każe Wam zrobić dokładnie to samo – odciąć się od dotychczasowego sposobu myślenia, poglądów, wiary. Niewykonalne. A silny bunt i wyraźny sprzeciw – nieuniknione. Dlatego też pogańskie święta „przekuto” w te chrześcijańskie – coby ludowi łatwiej było zaakceptować zmianę i wdrożyć ją w życie. Przykład? Ot, choćby wspomniany termin, w którym obchodzimy święta. Dziwnym zbiegiem okoliczności odpowiada dacie narodzin pogańskiego bóstwa – Mitry – niepokonanego boskiego Słońca. Jego kult, jak się domyślacie, był bardzo popularny wśród starożytnych Rzymian oraz mieszkańców Bliskiego Wschodu. Kiedy więc na tych terenach zaczęło szerzyć się chrześcijaństwo, trzeba było w jakiś sposób pogodzić ze sobą dawną i nową religię. W związku z tym, wraz z momentem ustanowienia chrześcijaństwa religią państwową, dla uporządkowania spraw założono, iż dzień narodzin Jezusa przypadnie na dzień narodzin Mitry. Dzięki temu kult poprzedniego bóstwa osłabł.

Idźmy dalej z tą chrześcijańską (pogańską?) tradycją: choinka! Wyobrażacie sobie święta bez iglaka obwieszonego bombkami? No właśnie, ja też nie. A kto jako pierwszy stroił drzewko, wiecie?

Czy Maryja  i Józef stroili choinkę? 

Oczywiście jak się domyślacie – nie stroili 😉 . Zwyczaj zawieszania na iglastym drzewku kolorowych bombek i migających światełek na dobre zadomowił się wśród wyznawców Jezusa dopiero w szesnastym wieku. Jak sądzicie, skąd wywodzi się ta tradycja? Tak, tak, znów z pogańskich zwyczajów.

Na przykład Celtowie postrzegali ostrokrzew jako lek na całe zło, czyli sposób na udobruchanie wszędobylskich chochlików. Z kolei w ludowych wierzeniach plemion zamieszkujących przed wiekami naszą ojczyźnianą ziemię, choinka symbolizowała płodność, witalność i odrodzenie.

Początkowo drzewna tradycja była mocno krytykowana przez duchownych, którzy – słusznie zresztą – uznawali ją za pogańską. Co ciekawe największym orędownikiem i propagatorem ustawiania choinek w domach chrześcijan był… Marcin Luter (tak, tak, ten od przybitych tez i rozłamu kościoła). Także katolicy mają za co być wdzięczni protestantom 😉 .

Kto po raz pierwszy zjadł wszystkie 12 potraw?

Akurat tego nie wiadomo 😉 . Wiadomo jednak, że nie zawsze podczas wigilijnej uczty pojawiało się aż tyle dań.  Początkowo chodziło po prostu o to, by na stole znalazły się cztery rodzaje produktów: z pola, sadu, ogrodu i wody. Jeśli chodzi o ilość potraw – najważniejsze było, by wystąpiły w nieparzystej liczbie. Nasi przodkowie wierzyli bowiem, że tylko nieparzyste liczby są magiczne. Pierwotnie gospodynie przygotowywały więc 5 lub 7 różnych dań, symbolizujących każdy z dni tygodnia. Potem, jak zakładam wraz ze wzrostem zasobności społeczeństw, liczba ta wzrosła do 9. Dziewiątka z kolei odnosiła się do mnogości chórów anielskich.

A co symbolizuje 12 potraw? No cóż, jedni twierdzą, że ilość miesięcy w roku, inni, że liczbę apostołów. Pierwotnie 12 dań miało świadczyć o… bogactwie biesiadników, po prostu. Nie każdego bowiem było stać na tak suto zastawiony stół.

Boże Narodzenie tylko dla chrześcijan?
Czyli katolicy – najwięksi hipokryci

Jak widzicie wiele zwyczajów, uznawanych za elementy tradycji chrześcijańskiej, ma swe korzenie w ludowych, pogańskich obrzędach. A teraz pytanie za 100 punktów: czy to coś złego? Absolutnie. Nie ma się czym oburzać ani strona niewierząca, że wierzący buchnęli poganom święta, ani wierzący, że o pogaństwo posądzają ich niewierzący 😉 .

Zastanówmy się więc, w kontekście powyższego, czy ateiści mogą obchodzić Boże Narodzenie? Część osób uważa, że skoro nie wierzą w samego zainteresowanego, czyli Chrystusa – świętowanie jest przejawem hipokryzji. A wiecie, co ja na to powiem?

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień 😉 . Wielu katolików – to dopiero hipokryci! No bo świętujemy po bożemu, ale – jak się okazuje – w oparciu o pogańskie zwyczaje. Ba, sporo osób, choć przy niedzieli do kościoła raczej się nie kwapi, nie wyobraża sobie małżeństwa bez boskiego ślubowania. No i umówmy się – ilu ludzi, nim połączy się węzłem małżeńskim, żyje w abstynencji seksualnej? A więc właśnie. Jesteśmy hipokrytami?  Hmmm… może po prostu zwyczajnymi ludźmi, ze swoimi ułomnościami i niedoskonałościami?

Dlatego nie jestem przeciwniczką świętowania przez ateistów. Nie trzeba przecież wierzyć, że Jezus był Bogiem, by móc uczcić symboliczną datę Jego urodzenia. Można wszak, najzwyczajniej w świecie, szanować Chrystusa jako etyka, człowieka, społecznika, wielką osobowość wszech czasów.

Zresztą, większość z nas zostawia przy stole puste nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Dla osoby, która nie ma z kim porozmawiać, samotnej, opuszczonej przez bliskich. I co, nie wpuścilibyście człowieka w  progi domostwa lub też kazali mu odejść od stołu w momencie, w którym dowiedzielibyście się, że jest ateistą? To by dopiero była iście „chrześcijańska” postawa…

To, co najważniejsze 

Poza tym Boże Narodzenie nie jest li tylko i wyłącznie okresem, gdy świętują katolicy. Wszak 25-26 grudnia to dni ustawowo wolne od pracy! A zatem zakłada się, iż z narodzin Chrystusa winien się radować cały naród, czyż nie?

I na koniec  najważniejsze – w tych świętach chodzi przecież o bliskość, miłość, ciepło, prawda? O zakopywanie sporów, zapominanie przewin, nadzieję na lepsze.

Nie starajmy się więc być najmądrzejsi, nie mówmy innym jak mają postępować, jak przeżyć swoje życie, co im wolno, a czego nie. Jeśli bowiem świętując ateista nikogo nie krzywdzi, a wręcz przeciwnie – stwarza okazję do pobycia z bliskim w podniosłej atmosferze – w czym problem? Nie osądzajmy. Bądźmy, tak po prostu, dobrymi ludźmi. Tolerancyjnymi. Okażmy serce i serdeczność! Tak, jak robi(ł) to Ten, którego narodziny świętujemy:

Człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Bóg natomiast patrzy na serce”.
(1Sm 16,7).

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

6
Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Renata Więckowska
Gość

Jeśli mają ochotę to czemu nie. Czasem robią to dla innych. Sama myślę, że to już święto komercyjne.

Aleksandra Załęska
Gość
Aleksandra Załęska

Chrześcijanie wiele tradycji przejęli od pogan i można się oburzać, kląć itp. Dla mnie w Bożym Narodzeniu chodzi o coś więcej niż prezenty, czy zjedzenie 12 potraw. To święta miłości, bliskości, to czas spotkań rodzinnych. A to czy ktoś pójdzie potem na Pasterkę to już jest jego indywidualna sprawa

panidesigner
Gość
panidesigner

Bardzo dobry tekst. Sama jestem ateistką i często moi wierzący znajomi są zdziwieni lub też mają pretensję, że jak mogę obchodzić święta. Dla mnie święta to po prostu okazja do spotkania się z całą rodziną, kiedy w ciągu roku nie ma za bardzo na to czasu 🙂

Psyche Tee - Wirtualny Gabinet Psychologiczny
Gość

Myślę, że często zdarza nam się w obchdoznieu świąt popadaą w totalny przerost formy and treścią. Ważniejszy staje się stół niż duchowość czy możliwość spotkania z bliskimi i spędzenia czasu w życzliwej atmosferze. W gruncie rzeczy, to nie ma znaczenia jakiego jesteśmy wyznania – warto jednak, kiedy już się spotykamy, wypełnić ten zcas serdecznością.

augustc
Gość

Kapitalizm zarżnął te święta. Boże Narodzenie kojarzy mi się z prezentami, siedzeniem przed telewizorem, obżarstwem, wydawaniem mnóstwa kasy na dekoracje świąteczne i spotkaniami ze zwaśnioną rodziną. Jezus chyba nie jest zbyt zachwycony takim rozwojem wydarzeń.

Sabina Trzęsiok-Pinna
Gość
Sabina Trzęsiok-Pinna

Strojenie choinki czy 12 potraw to tylko dodatek do świąt, ważniejsze są inne rzeczy. Nie sądzę, by ateiści chodzili do Kościoła i obchodzili Boże Narodzenie, a choinka w domu to miły akcent :). Wesołych Swiąt!