Niektórzy tematu koronawirusa mają już po czubki włosów i dziurki w uszach – informacje o rozwoju pandemii zalewają świat w błyskawicznym tempie, tonami. Czy słusznie? No pewnie, że słusznie. Słusznie można mieć dość. I słusznie, że cała uwaga ludzkości skupiona jest na nowej chorobie. Jedna słuszność nie odbiera słuszności drugiej słuszności 😉. Ja też mam już szczerze dość pandemii, a jednocześnie – z uwagą śledzę jej rozwój, tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa i bilans ofiar. I wiecie co?  Nawet jeśli (jeszcze) nie dostrzegacie zagrożenia, warto uświadomić sobie jedno – ten wirus zmienił świat. 

Żyjesz w historycznym czasie

Choć wielu z nas nie chce tego dostrzec – żyjemy w historycznym czasie. Jeszcze nigdy w dziejach ludzkości gospodarki świata nie były ze sobą tak ściśle powiązane. Jeszcze nigdy w dziejach świata ludzie żyjący w najodleglejszych jego zakątkach, nie mogli się ze sobą spotkać z taką łatwością, jak w XXI wieku. I jeszcze nigdy nikt nie zatrzymał pędzącego świata tak skutecznie, jak koronawirus SARS-Cov-2.

Rządy państw na całym świecie postanowiły uziemić swoich obywateli w domach, pozamykać większość urzędów, wszystkie placówki kulturalne, oświatowe, miejsca rozrywki, restauracje, place zabaw. Ba, rządzący zdecydowali się ograniczyć lub wstrzymać ruch lotniczy i zamknąć granice państw. Przełożono Igrzyska Olimpijskie i wszystkie inne wydarzenia sportowe. Czegoś takiego na świecie jeszcze nie było.  A to oznacza tylko jedno – że sytuacja jest poważna i tak należy ją traktować.

Rzeczywistość, w której się znaleźliśmy, jest czymś, co jeszcze pół roku temu wydawało się niemożliwe. Gdybyś w listopadzie 2019 roku powiedział(a) komuś, że w marcu 2020 roku kraje Wspólnoty Europejskiej wprowadzą kontrole graniczne i zakażą wjazdu obywatelom innych państw unijnych, to jednego możesz być pewny(a). Na pewno nie uznano by Cię za Nostradamusa naszych czasów. Raczej za kogoś, komu przydałby się turnus w Tworkach.

Tymczasem mamy przybierającą na sile pandemię koronawirusa, o której mądre głowy tego świata rozprawiają za zamkniętymi drzwiami, a która zwykłych mieszkańców Błękitnej Planety podzieliła na dwa obozy. Tych, którzy panicznie boją się nowej choroby oraz tych, którzy ją ignorują. Gdzieś pośrodku jest jeszcze garstka tych rozsądnych, widzących zagrożenie, ale nieuciekających w popłochu w dzikie Bieszczady i nierobiących zapasów niczym na wojnę dwudziestoletnią.

Bez względu na to, jaki obóz reprezentujesz, jedno warto sobie uświadomić. To ważny moment w historii ludzkości. Ten cholerny wirus naprawdę zamknął świat. Nastał czas, o którym ludzie będą pamiętać, który zapisze się na kartach książek. I bez względu na to, jak zakończy się pandemia (daj Borze i Lesie, by zakończyła się szybko oraz bezboleśnie) mam przekonanie, że moje dziecko będzie uczyć się w szkole o tajemniczym wirusie z Wuhan, który sparaliżował świat na długie tygodnie (oby nie miesiące!).

Żyjesz w najlepszym możliwym czasie

Tak, to prawda, że siedzimy zamknięci w czterech ścianach. Wyizolowani, odseparowani, odcięci. Tak, to prawda, że ograniczono naszą wolność. Ograniczono swobodę przemieszczania się, swobodę działalności gospodarczej. Odebrano możliwość wyboru.

I tak, to prawda, że jeśli pandemia koronawirusa potrwa dłużej niż przez najbliższe trzy miesiące, wielu Polaków (lub doprecyzowując – wielu ludzi na całym świecie) straci pracę. Oszczędności. Firmy, które budowali latami. Wreszcie, co najgorsze – wielu ludzi straci swoich bliskich – rodziców, dziadków, dzieci. Tak, dzieci, bo wbrew obiegowej opinii, COVID-19 nie atakuje do upadłego tylko schorowanych i starszych osób.

To, co ma miejsce obecnie, to w większym lub mniejszym wymiarze dramaty – z jednej strony społeczeństw, z drugiej – jednostek, tworzących te społeczeństwa.

Mimo tego, mimo dramatyzmu całej sytuacji, warto wziąć pod uwagę, że pandemia koronawirusa nie mogła przytrafić się w lepszym czasie. Dlaczego? Wyobraźcie sobie, że COVID-19 atakuje na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku… Co by się wtedy działo?

Medycyna? Polska służba zdrowia? Biotechnologia? Błagam, z czym do ludzi.
Praca zdalna? Halo, czy ktoś o tym w ogóle słyszał?
Internet? A, tak, tak, mam – przez TP S.A.
Netflix, HBO GO? To się je?
Instagram, Facebook? Jeszcze nie czytałam, muszę kupić.

Wyobrażacie sobie pandemię koronawirusa w latach dziewięćdziesiątych XX wieku?

Dzisiejszy świat to dla nas ratunek przed końcem świata (w sensie gospodarczym i społecznym). Jasne, że nie  możesz spotkać się ze znajomymi, ale możesz z nimi porozmawiać na Messengerze. Oczywiście, że nie możesz pojechać do rodziców, ale możesz ich zobaczyć na WhatsApp czy Skype. Tak, to prawda, że nie możesz pójść do kina, ale możesz z popcornem pod pachą i colą w dłoni obejrzeć seans w domowym zaciszu.

Zamiast więc narzekać, że wszyscy hasztagują #zostańwdomu i do znudzenia przypominają o ograniczeniu wychodzenia do niezbędnego minimum  – doceńmy komfort czasów, w jakich żyjemy. 

Świat, w którym żyjesz, nie jest Ci dany na zawsze

Jako wierna fanka dokumentów, i jeszcze wierniejsza fanka Netflixa, zaczęłam ostatnio pochłaniać nową produkcję dostępną na tejże platformie, a imię jej „Pandemia”. Polecam! I to polecam z krystalicznie czystych głębin mojego serducha. Co ciekawe, serial powstał w 2019 roku, a więc dosłownie o włos przed wybuchem obecnej pandemii.

Pod koniec jednego z odcinków, z ust doktora Dennisa Carolla – byłego dyrektora ds. Zagrożeń w Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) – padają słowa, które ukazują prawdę o dzisiejszym świecie. Kamera uchwyciła badacza przemierzającego ulice Rzymu, gdy mówi:

Ciężko to pojąć, ale 2000 lat temu kwitła tu bogata, dynamiczna społeczność. Rzymskie forum było siedzibą władzy politycznej i ekonomicznej. Nie przypuszczali, że 2000 lat później będziemy podziwiać ruiny ich cywilizacji. Nigdy nie pojęli, że ich cywilizacja nie była czymś stałym. Dwa tysiące lat później jesteśmy w tej samej sytuacji. Sądzimy, że nasz świat jest stały. To Wieczne Miasto. Co lepiej niż ono udowodni nam, że nic nie trwa wiecznie? Wszystko musi przeminąć.”

Czasem wydaje mi się, że nie chcemy i nie potrafimy tego zaakceptować. Żyjemy tak, jakby jutra miało nie być. Tego gorszego jutra, rzecz jasna. Nie chcemy myśleć o tym, że nasze wygodne życia mogłyby stracić na wygodzie. Że budowane przez nas bezpieczne przestrzenie, mogłyby runąć jak domki z kart. Że to, co uznajemy za stałe i niezmienne – mogłoby się powywracać jak płytki domina.

Żyjemy ponad stan, na kredyt, na bogato. Choć w internecie aż roi się od porad odnośnie budowania bezpieczeństwa finansowego, kto z nas się do nich stosuje? Kto ma zbudowaną poduszkę finansową, pozwalającą funkcjonować bez jakichkolwiek przychodów przez 3 miesiące? Przez 6 miesięcy? Teraz taka poduszka przydałaby się chyba każdemu. Tymczasem z badań wynika, że jedna trzecia Polaków nie ma ŻADNYCH oszczędności. Żadnych. Około 30% Rodaków żyje tak, jakby w ich życiu nigdy nie miała przydarzyć się tragedia. Przecież takie założenie jest szczytem naiwności. Coś na wzór wiary w to, że Wróżka Zębuszka naprawdę wkłada dzieciom pieniądze pod poduszkę, a Święty Mikołaj mieszka na kole podbiegunowym. 

I wiecie co? Przetasowania, rosnące poczucie zagrożenia, destabilizacji – to dzieje się na naszych oczach. Mimo tego, wielu ludzi nadal woli odwracać wzrok i udawać, że rzeczywistość, w której właśnie się znaleźli, nie istnieje.

Poglądy zostają z ludźmi na zawsze

Kiedyś już pisałam o tym, dlaczego nie wierzę antyszczepionkowcom i wszelkiej maści wyznawcom teorii spiskowych. Po wybuchu obecnej epidemii, w swojej naiwności zakładałam, że oto mamy sytuację, która zrewolucjonizuje myślenie ludzi. No bo w czasach, gdy naszą jedyną, skuteczną bronią w walce z nieznaną dotąd chorobą, może okazać się szczepionka – nie da się być przeciwnikiem szczepień, prawda? Przecież nawet najbardziej zagorzali wrodzy immunizacji powinni pójść po rozum do głowy i zrozumieć sens szczepień. Dostrzec, jak pozwalają nam – ludziom – zapanować nad śmiertelnymi, zbierającymi zatrważające żniwo, chorobami. Myślałam, że ok, może ludzie już nie pamiętają (lub nie chcą pamiętać) ile zła wyrządziła odra, gruźlica, tyfus czy tężec. Ale teraz? Widząc realne zagrożenie, widząc, jak nowa choroba pozbawia życia dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie?

Powtórzę raz jeszcze: o naiwności. Dla ludzi wyznających teorie o szkodliwości szczepień, wierzących w spiski koncernów farmaceutycznych i przekonanych o tym, że rządy państw dążą do ustanowienia Nowego Porządku Świata, nie ma innej prawdy niż ta, którą sobie stworzyli. Obecna pandemia tylko utwierdza ich w irracjonalnych przekonaniach. To naprawdę niewiarygodne. Widząc tragedie, które dzieją się na ich oczach – potrafią głosić swoje abstrakcyjne i szkodliwe teorie. Przykłady? Proszę bardzo, pierwsze z brzegu, a w zasadzie ze ścianek znajomych lub znajomych znajomych.

Kwiatek numer jeden:

Kwiatek numer dwa:

Biorąc to wszystko pod uwagę, pandemia koronawirusa uczy nas jeszcze jednego – że to nie nadzieja, lecz głupota umiera ostatnia.

Nigdy nie kłóć się z głupimi ludźmi. Najpierw sprowadzą Cię do swojego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem.”

(Mark Twain)

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
Powiadom o