Ludzie to ciekawy i mocno zróżnicowany gatunek. Przykładowo są wśród człowieków tacy, którzy – nie mając doświadczenia politycznego, ekonomicznego czy medycznego – uważają się za jaśnie oświeconych. Za mądrzejszych niż rządzący państwami. Niż ekonomiści. I niż rzesze naukowców. Naukowców, czyli najbardziej wyspecjalizowanych specjalistów. Osób, które całe swoje życie zawodowe poświęciły zgłębianiu danej tematyki.

Obecnie mamy wysyp głosicieli prawd objawionych. W czasach kryzysu nagle okazuje się, że absolutnie KAŻDY jest specjalistą i KAŻDY wie, co powinno się zrobić, żeby zażegnać przybierającą na sile pandemię.

I choć naukowcy przekonują, że jednym z najlepszych rozwiązań jest siedzenie na tyłku i ograniczenie kontaktów społecznych do minimum – są tacy, którzy temu przeczą. I nie, nie chodzi mi o Szwedów – jedyny naród europejski, który nie wprowadził żadnych restrykcji związanych z przemieszczaniem się ludzi. Mam na myśli Rodaków.

Jak wiadomo każdy prawdziwy Polak zna się na wszystkim i ja to szanuję ;). Takie z nas Kargule i Pawlaki – moja prawda jest najprawdziwsza. O ile głoszone mądrości nie mają dużej nośności (ot, np. są wypowiadane przy niedzielnym obiedzie) –  wszystko ok. Ba, wszystko ok nawet wtedy, kiedy Kowalski dzieli się swoimi przemyśleniami ze światem, np. za pośrednictwem portali społecznościowych – wywody przeczyta kilkudziesięciu czy kilkuset znajomych. Zagrożenie natomiast – w tej grupie “najmądrzejszych” – stwarzają ludzie określani jako celebryci i osoby publiczne. Dlaczego?

Ano dlatego, że ich słychać najgłośniej, ich widać w mediach społecznościowych najlepiej i w dodatku mają wiernych fanów, którzy ślepo podążają za tym, co mówią im gwiazdy. Ich mądrości przeczytają tysiące, albo i dziesiątki tysięcy ludzi, wielu uznając słowa osób publicznych za prawdy objawione. Dlatego uważam, że jeśli taki celebryta nie pasjonuje się danym zagadnieniem i nie ma nic mądrego do powiedzenia w kwestiach społecznych, medycznych czy naukowych – lepiej by było, by czasami zamilknął. Nie bez powodu to milczenie, a nie mowa, jest złotem.

Chciałabym przy tym jasno i wyraźnie podkreślić, że nigdy nie zasilałam grona hejterów. Nigdy nie krytykowałam publicznie żadnej gwiazdy, artysty, perfomera czy influencera. Aż do teraz. Zdecydowałam się odnieść do wypowiedzi pewnej osoby publicznej, bo uważam, że swoimi słowami wyrządza naprawdę wielką krzywdę. O kim mowa?

Pan Piotr Shramm. Kojarzycie? To znany prawnik, świetny specjalista. W swoim fachu. Często wypowiadał się jako ekspert w różnych stacjach telewizyjnych i radiowych. Pisuje felietony prawnicze, jest autorem licznych publikacji. Z całą pewnością – profesjonalista! Przy okazji jedno trzeba oddać prawnikom – mają zdolności oratorskie, jak chyba żadna inna grupa zawodowa. Potrafią skutecznie argumentować. Z drugiej jednak strony, zdecydowana większość przedstawicieli tego zawodu cierpi na bardzo groźną chorobę – potencjał na mądrość. Wiem jak jest, bo sama spędziłam w tym środowisku kilka lat, zanim podjęłam decyzję, że nie chcę poświęcić reszty swojego życia na przeczesywanie dniami i nocami paragrafów, komentarzy i orzecznictwa.

Wracając jednak do meritum, czyli Pana Piotra Shramm. Pan Piotr to zdecydowanie jeden z tych prawników o sporych zdolnościach oratorskich. Kilka dni temu (dokładnie 22 marca) na swojej stronie na Facebooku opublikował wpis, który można określić mianem wzorcowej wypowiedzi pisanej. Pod kątem konstrukcyjnym, stylistycznym, sposobu prowadzenia wnioskowania oraz sposobu argumentacji – nie ma się do czego przyczepić. Nic więc dziwnego, że post rozszedł się po internetach niczym świeże bułeczki. Problem polega jednak na tym, że ten wpis, w moim odczuciu, był niemerytoryczny. Tym samym mógł wyrządzić bardzo wiele krzywdy – ludziom, społeczeństwu, państwu.

W poście Pan Piotr pokusił się o paranaukową analizę pandemii koronawirusa. Bardzo odważne działanie, biorąc pod uwagę, iż  – jak sam przyznał:

„od ponad tygodnia analizuję dane ze świata, ilości śmierci, zasady kwalifikowania osób dla Covid 19”.

Cóż, wysnuwać daleko idące wnioski i formułować stanowcze postulaty (o czym dalej) po raptem tygodniu analiz – chapeau bas!

W dalszej części swojego wywodu Pan Piotr starał się udowodnić, jak to panika wokół COVID-19 jest nadmierna. Napisał mianowicie tak:

„W ostatnich dwóch dniach na choroby zakaźne na świecie (stały co do zasady przyrost) zmarło 85 tysięcy ludzi. W dwa dni.

Na Covid 19 w ostatnich 4 miesiącach – tj, 120 dniach – zmarło 13.000 osób łącznie.”

Zabawne, ale Jego słowa, zaledwie kilka dni po publikacji wpisu (przypominam – wpis z 22 marca), totalnie straciły na aktualności. Bo w przeciągu tych kilku dni, liczba zmarłych w związku z zakażeniem koronawirusem SARS-Cov-2 wzrosła o ponad 30 tysięcy. Trzydzieści tysięcy zmarłych w kilka dni, z powodu jednej choroby – to mało? Nie sądzę. Co więcej, jestem skłonna uwierzyć, że te liczby mogą jeszcze wielokrotnie wzrosnąć. No i porównywanie ilości ofiar jednej choroby zakaźnej do ilości ofiar wszystkich pozostałych chorób zakaźnych, jakie panoszą się po świecie – trochę nietrafione. To tak, jakby porównywać majątek wszystkich miliarderów razem wziętych do majątku najbogatszego Polaka i dziwić się, że na tym tle rodak wypada blado.

Starając się utrzymać retorykę, że COVID-19 to taka se, wcale nie jakoś bardzo groźna, choroba, znany prawnik pokusił się o stwierdzenie z pogranicza rozprawy filozoficznej i teorii spiskowej.

„Czy byliśmy w stanie uratować tych ludzi ? Czy Oni odeszli z powodu właśnie Covid 19 czy „z Covid 19”, na inna chorobę.

W 99,9 % przypadków to odejścia „z Covid 19” na inna chorobę.”

Bardzo zmyślnie skonstruowana wypowiedź. Problem polega jednak na tym, że mająca z prawdą tyle wspólnego, co obżeranie się w fast foodzie ze zdrową dietą i życiem w duchu fit. Skąd te dane o 99,9% przypadków?

Napisałabym, że z czterech liter, ale byłoby to niekulturalne. Więc napiszę po prostu, że dane są wyssane z palca. Chyba, że Pan Piotr jest tak wpływowym człowiekiem, iż lekarze ze wszystkich państw świata udostępnili mu karty zgonów pacjentów, którzy zmarli w związku z zakażeniem koronawirusem SARS-Cov-2. Wtedy – szacun i brawa! Oby w naszym kraju było jako najwięcej takich wysoko postawionych rodaków.

Skoro – dzięki objaśnieniom prawnika – już wiemy co i jak z tą nową chorobą, że wcale nie taki diabeł straszny jak nam go malują – czas przejść do działań. Pan Piotrrt pisze o swoim pomyśle na ratowanie państwa polskiego i swojej wizji walki z epidemią.

„Szanowni Państwo;

1. absolutne odseparowanie osób powyżej 65 plus – autoizolacja;

2. autoizolacja osób, które wiedzą o sobie – iż są w grupie ryzyka;

3. ci którzy na kwarantannie – to na kwarantannie;

4. osoby pozostałe powinny stanąć i wziąć na siebie ciężar dalszych ekonomicznych losów swoich rodzin, kraju, budżetów rodzinnych i ekonomii.”

Czyli zniesienie izolacji całego społeczeństwa tu i teraz? Hmm… To ja mam taką zagwozdkę, odnośnie punktu pierwszego. Wiele osób powyżej 65 roku życia, szczególnie tych oscylujących w okolicach 80 lat, potrzebuje pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Potrzebuje wsparcia swoich bliskich. Tych młodszych – dzieci, wnucząt. Potrzebuje wsparcia w podstawowych czynnościach. Sprzątanie. Mycie się. Gotowanie. Ubieranie. Karmienie. Jak ta pomoc miałaby wyglądać, jeśli Ci ludzie – dzieci i wnuki – będą normalnie chadzać do pracy? Do pracy, w której jest się  stale narażonym na zakażenie.

Jak Ci ludzie, mający pod opieką starsze osoby, mieliby w spokoju i bez strachu zajmować się swoimi wiekowymi krewnymi? Myć ich w maseczkach i gumowych rękawiczkach? Gotować im w maseczkach i gumowych rękawiczkach? Pomijając groteskowość sytuacji: skąd weźmiemy taką ilość maseczek i rękawiczek, skoro nawet szpitale mają braki sprzętu jednorazowego? A może powinniśmy zostawić starsze osoby na pastwę losu i działać w myśl zasady „niech się dzieje co chce, przeżyją to przeżyją, nie to nie”?

Jestem też ciekawa, jak pan prawnik wyobraża sobie tę wspomnianą w punkcie drugim autoizolację osób, które wiedzą, że są w grupie ryzyka. Osób co prawda młodych, ale mających choroby autoimmunologiczne, problemy z cukrzycą, choroby układu oddechowego czy krążenia. Jak będą tłumaczyć swoją niedyspozycję w pracy? W jaki sposób pracodawca miałby zweryfikować, kto kłamie, a kto mówi prawdę  i faktycznie jest w grupie ryzyka?

Pomijam fakt, że nikt z nas nie wie – bez względu na wiek – na ile jego organizm jest odporny. Na ile dobrze poradzi sobie z nową chorobą. Umierają mężczyźni w sile wieku, bez rozpoznanych chorób towarzyszących. Umierają kobiety w okolicach czterdziestki. 1/4 zarażonych w Polsce to ludzie młodzi (!). A przykład Belgii pokazuje, że umierać mogą również dzieci. Jak więc miałby wyglądać “klucz” doboru osób do tak zwanej grupy ryzyka? Tego, póki co, nie wie nikt – również naukowcy. Bo COVID-19 to przede wszystkim wielka niewiadoma, okraszona szczątkowymi danymi.

No i wisienka na torcie w wywodzie Pana Piotra – słowo o służbie zdrowia.

„System opieki zdrowotnej, jeśli już jest przeciążony – będzie przeciążony.”

Świetnie rozumowanie. Takie w stylu: dokopmy leżącemu.

Właśnie takim świetnym rozumowaniem kierowali się Włosi i Hiszpanie. Teraz ich systemy opieki zdrowotnej nie są przeciążone. One są niewydolne. Dla przypomnienia –  w tych krajach część ludzi nie umiera na COVID-19 dlatego, że ich stan jest tak krytyczny, iż nikt i nic nie jest w stanie im pomóc. Umierają dlatego, że ich stan był ciężki, a lekarzom nie starczyło środków, by zapewnić pacjentom pomoc. Bo liczba chorych jest o wiele większa niż ilość niezbędnego sprzętu medycznego, ratującego życie. Typu respiratory. Po prostu zbyt wielu ludzi choruje jednocześnie. Sposób na zmniejszenie tempa rozprzestrzeniania się choroby i tym samym na zmniejszenie ilości osób chorujących w tym samym czasie? (werble…) Izolacja.

Pytanie więc brzmi: do czego Pan Piotr namawia? Do tego, by zalać szpitale chorymi i zmuszać lekarzy do dokonywania wyboru, czy ratować potrzebującego respiratora dwudziestopięciolatka, czy pięćdziesięciolatka? Do tego, by lekarze weszli w role bogów, którymi być nie chcą? By całe życie przed ich oczami pojawiały się wizje przepełnionych sal szpitalnych? Zalanych chorymi korytarzy? Czarnych worków, w których leżą ciała ludzi, którym chcieli pomóc, i wiedzieli jak to zrobić, ale  pomóc nie mogli, bo nie mieli wystarczającej ilości sprzętu medycznego?

Żeby nie było, że tylko się ze wszystkim nie zgadzam – pod jednym zdaniem z wpisu Pana Piotra podpisuję się obiema łapkami.

„Proszę Państwa. Mamy wojnę”.

Tak, mamy wojnę z nieznanym wrogiem. Podczas gdy siedzimy sobie spokojnie we własnych czterech ścianach – ludzie walczą o życie, które chce im odebrać nowa choroba. Część z nich odejdzie. Wróg ich pokona.

Tak, mamy wojnę – informacyjną. Każdego dnia. W zalewie clickbaitowych nagłówków trudno znaleźć najważniejsze dane. Prawda miesza się z ignorancją z jednej strony i sianiem strachu z drugiej. Całość stanowi mieszankę wybuchową. Jedni twierdzą, że oto nastały czasy apokalipsy. Drudzy przekonują: bez paniki, za miesiąc będzie po sprawie, a za rok o COVID-19 nikt nie będzie pamiętał. Komu wierzyć?

Tak, mamy wojnę – służby medyczne walczą. Każdego dnia. O siebie, o innych. O tych z koronawirusem, tych z nowotworami i wszystkich tych, których dopadły choroby zagrażające ich życiom.

Tak, mamy wojnę – gospodarczą. Każdego dnia. A za kilka chwil może się okazać, że skutki pandemii zostawią nam obraz gospodarek świata podobny do tego po I czy II wojnie światowej. Gospodarek zdewastowanych.

Tylko czy gospodarka i pieniądze to powód do tego, by kłaść na szali ludzkie życia?

Człowiek ma taką wspaniałą właściwość, że nawet jak go kopią, biją i opluwają, ale ktoś wyciągnie do niego rękę i stanie w obronie – podniesie się. Strzepnie kurz, opatrzy rany i w geście podziękowania mocno obejmie tego, kto udzielił pomocy. Tym samym chcę powiedzieć, że nawet jeśli czeka nas krach gospodarczy – ludzie podniosą się po stratach materialnych, odbudują swoje majątki. Oczywiście, to będzie ciężki i długotrwały proces, ale damy radę.

Damy radę, jeśli ktoś wyciągnie do nas pomocną dłoń. A tą dłonią są dla każdego z nas bliscy. Damy radę, bo mamy wsparcie w rodzinie, w przyjaciołach. Bo będziemy mieli dla kogo odbudowywać majątki – troska o bezpieczną przyszłość dzieci to dla każdego rodzica najlepsza motywacja.

Jeśli jednak uczynimy wartością nadrzędną ratowanie gospodarki, a na drugi plan zepchniemy ratowanie życia – wielu z nas nie podniesie się nigdy. Tak jak nie podniesie się wielu mieszkańców Lombardii. Strata bliskich będzie dla nich nie do odrobienia (w przeciwieństwie do tej finansowej). Będzie krachem totalnym. Dla wielu ludzi wraz z odejściem bliskich skończy się świat – nawet jeśli ten gospodarczy będzie miał się świetnie.

Oczywiście, kwarantanna nie może trwać w nieskończoność. To niewykonalne. I nie sądzę, by któremukolwiek rządowi świata taki pomysł przyszedł do głowy. Nawet naszemu 😉 . ALE nad rozwiązaniami pt.  “ile powinna trwać izolacja?” oraz “jak powinno wyglądać odmrażanie gospodarki?” trzeba się poważnie zastanowić. Trzeba zastanowić się nad konkretnymi działaniami i dokładnie je przeanalizować, zanim wprowadzi się jakiekolwiek rozwiązania w życie. I na pewno druga połowa marca nie była dobrym momentem na zniesienie izolacji. Początek kwietnia również nim nie jest.

Nad tym “co dalej?” zastanawiają się dziesiątki ekspertów na całym świecie. Dziesiątki ekspertów w Polsce. Tymczasem Pan Piotr Shramm – prawnik, nie ekonomista, nie wirusolog, nie profesor medycyny – zna rozwiązanie. Wie co zrobić ze służbą zdrowia. Zna remedium na zapaść gospodarczą. Wie jak uzdrowić gospodarkę w czasach kryzysu, mimo, że wielu ekonomistów nadal się nad tym głowi…  Bardzo odważnie.

***

Proszę – nauczmy się ważyć słowa. Apeluję szczególnie do osób znanych, rozpoznawalnych. Takich, za którymi podążają tłumy, których słowa mają nośność i moc rażenia. Nauczmy się, że nie jesteśmy pępkami świata. Że odpowiedzialność za społeczeństwo, odpowiedzialność zbiorowa jest w czasach kryzysu bardzo ważnym elementem ratowania państwa. Nauczmy się wreszcie, że nadrzędną wartością są ludzie – życie ludzi. Nie hajs, majątek i dobrobyt. Oczywiście, pieniądze są ważne – jestem ostatnią osobą, która powiedziałaby, że banknoty i monety nie mają żadnego znaczenia. Ale to właśnie patrzenie tylko i przede wszystkim przez pryzmat pieniędzy – najczęściej doprowadza nas do ruiny.

 

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

Dodaj komentarz

Zostaw po sobie ślad

  Subscribe  
Powiadom o