Kilka dni temu dane mi było spędzić sobotę w kobiecym towarzystwie moich serdecznych koleżanek ze studiów. Wydarzenie o iście wyjątkowym charakterze, jako że każda z nas stacjonuje w innym zakątku świata. Spotkania więc zdarzają się z częstotliwością równą audiencji u Królowej Elżbiety – raz na kilka miesięcy. Ale, ale – do rzeczy! Popijając ploteczki mrożoną kawą, w oczekiwaniu na zaserwowanie nam posiłku, postanowiłyśmy przyjrzeć się restauracyjnej prasówce. Jeden z dostępnych tytułów od razu przykuł moją uwagę. Był mi dobrze znany, jako że swego czasu program telewizyjny o tej samej nazwie prowadził duet prezenterek pod szyldem Wellman & Młynarska. „Miasto kobiet” okazało się strzałem w dziesiątkę. I jednocześnie – w piętę. Otóż na łamach najnowszego wydania owego magazynu, przeprowadzono wywiad z Panią, która jest całkiem znaną pisarką, a swą medialną karierę rozpoczęła od blogowania i prowadzenia szkoleń dla kobiet. Tematem wywiadu rzeki była zdrada. Zabrzmiało interesująco, wręcz obiecująco. Wzięłam się zatem do lektury.

Zaznaczę, że nie mam zamiaru oceniać sposobu na ziemską wędrówkę kogokolwiek, ani też odbierać komukolwiek prawa do szczęścia i funkcjonowania zgodnie z obraną przez siebie logiką (nawet jeśli mnie jawi się ona jako pokrętna). Mam natomiast zamiar ocenić słowa, które osoba publiczna publicznie wypowiada. Tym bardziej, że młoda, jak zakładam ciesząca się autorytetem kobieta, adresuje je do innych przedstawicielek płci pięknej. We mnie, w trakcie czytania wywiadu, aż się zagotowało. Z powodu zdrady, rzecz jasna.

Podwójna zdrada – jak to możliwe? 

Nie, nie Pani zdradziła, lecz Pan. Pan – partner Pani. Istotna uwaga – Pani była wówczas w ciąży. Z Panem. TYM Panem. I ów Pan, w trakcie Pani ciąży postanowił, że sobie zrobi skok w bok, z inną Panią.

Zdrada, fakt faktem – zdarza się, w niejednym związku, nie ma co zaklinać rzeczywistości. Za każdym razem – jest po prostu zwykłym świństwem, jakie jedna osoba robi drugiej. Natomiast zdrada kobiety będącej w CIĄŻY, stanowi wedle mego zdania świństwo do potęgi i totalne zbydlęcenie. Chociaż nie – bydlęta niczemu niewinne, nie ubliżajmy im, cofam. To po prostu szmatławe zachowanie. Niewierność kobiecie, która nosi w sobie nowe życie, stworzone wespół ze zdradzającym mężczyzną, jest przejawem totalnego egoizmu. Ba, to podwójna zdrada – kobiety, i dziecka, przez partnera i przez ojca. W moim świecie, w którym będę tkwiła choćby mnie na siłę z niego wyciągano, mężczyzna powinien być stabilnym wsparciem dla kobiety. Szczególnie, gdy jest ona w stanie tak zwanym błogosławionym. Wypadałoby, żeby partner nie dostarczał wybrance dodatkowych, trudnych, traumatycznych bodźców. Tym bardziej, że – uwaga, uwaga – dziecko odczuwa nastroje matuli. Wiedzieliście? Pewnie tak, przecież nietrudno na to wpaść – w końcu maleństwo siedzi w brzuchu mamy, jest od niej całkowicie zależne. Zdradzający chłop funduje więc zastrzyk niechcianych emocji za jednym razem dwóm osobom – nie ma jak skrzywdzić własne dziecko, zanim jeszcze pojawi się na świecie.

Co ciekawe, a może raczej przerażające, owa Pani tę paskudną zdradę postanowiła… usprawiedliwić. Dodatkowo, choć zachowanie śmierdzi perfidią na kilometr – ubrała je w takie słowa, by wydawało się pachnącym, wyczekiwanym z niecierpliwością prezentem.

Zacznijmy od tego, jak Pani zdefiniowała zdradę. Otóż:

„Czym jest zdrada? To chwila, w której zaufanie do kogoś bliskiego zostaje poddane próbie.”

Zaufanie zostaje poddane próbie? No bez jaj. Nie. To jest moment, w którym ktoś ma w głębokim poważaniu drugą osobę. W związku z tym zaufanie traci. Później może je co najwyżej próbować odbudować. Przynajmniej moim zdaniem. Przyjrzyjmy się jednak zdaniu Pani.

Zdrada czy okazja?

Odkrywcze definicje nie skończyły się bowiem na tej powyżej. Zdrada to wedle pisarki:

niezwykła okazja, by głębiej poznać samego siebie, swój umysł, zaobserwować swoje reakcje.”

Aha. Ja tam wychodzę z założenia, że jak chcę siebie lepiej poznać – słucham wewnętrznego ja. Ale okej – każdy ma prawo wybierać taki sposób rozwoju, jaki mu najbardziej odpowiada. Będę jednak obstawała przy tym, że jeśli człowiek nie potrafi złapać kontaktu z samym sobą – powinien odwiedzić gabinet terapeuty, a nie dziękować partnerowi za zdradę. Było nie było psycholog jest człowiekiem wyspecjalizowanym w otwieraniu cudzych umysłów, istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że nakieruje człeka na właściwą ścieżkę z napisem rozkwit”. Naprawdę, zdrada partnera nie jest potrzeba do tego, by pogłębić relację z samym sobą.

Właśnie, właśnie – partner. Co Pani mówi o swoim rozwojowym, niezwykłym towarzyszu?

Ten mężczyzna jest ojcem mojej córki, która urodzi się za trzy miesiące. Ten mężczyzna dał jej życie i wniósł w moje życie nową jakość – dał mi wiele wspaniałych chwil i momentów prawdy.

Dokładnie. Jest ojcem. Tym większa spoczywa na nim odpowiedzialność za małego człowieka. Jego zachowania w dużym stopniu zdeterminują sposób, w jaki córka będzie postrzegała mężczyzn. Nie wiem jak Wy, ale ja sądzę, że póki co gość nie daje najlepszego przykładu. Nie pokazuje jak we właściwy sposób traktować i wspierać kobietę. Ba, jego zachowanie sygnalizuje coś wprost przeciwnego że nawet najbliższa osoba w  istotnych oraz wymagających momentach życia zostawia, oszukuje i odwraca się plecami. Naprawdę, piękna lekcja dla dziewczynki – piękny wzorzec budowania relacji, zaszczepiany już na samym początku życia.

Pani jednak uparcie trwa przy swoim, stwierdzając:

Kojąca była pewność, że to, jak ułoży się dalej ta sytuacja oraz przyszłość mojej córki, zależy od tego, jak zareaguję wobec emocji, których doświadczam.”

No… nie. Przyszłość córki zależy również od tego, jak (za)reaguje tata. Od jego zachowania, doświadczeń i emocji, którymi będzie się dzielił z dziewczynką.

Zdrada vs. szacunek

W wywiadzie poruszony został również temat szacunku w kontekście zdrady partnera. Padły mianowicie słowa które, jakby to ująć brzmią niczym encykliki papieskie są górnolotne, piękne, ale oderwane od rzeczywistości i niezrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba. Jako znawczyni kobiecej psychiki, pisarka oznajmiła:

„Kobiety uważają, że to uderzenie w nie, w ich poczucie wartości, w ich godność. A ja ani przez moment tak nie pomyślałam. Wiedziałam od razu, że to jest opowieść o umyśle mojego partnera i moim, o naszych emocjach. Jest to także opowieść o zmienności, oczekiwaniach, zazdrości i wolności.

Jeśli zastanawiacie się, co autorka miała na myśli witajcie w klubie. Ja też nie mam pojęcia. Zdrada jako opowieść?  Tak, tak, a „życie, życie jest nowelą”.

Idźmy dalej. Skoro zdrada nie jest uderzeniem w partnera to w kogo? W nikogo? W takim razie co może być „szturchańcem” dla związku? Jedynie przemoc fizyczna?

Zdrada to jest cios poniżej pasa coś, czego nie robi się osobie, którą się szanuje. Ani tym bardziej tej, którą się kocha. Co więcej, niewierność nie jest uderzeniem tylko w kobietę jest uderzeniem w związek. Zdrada to oszustwo, świadome złamanie danej obietnicy, zaparcie się deklarowanych wartości. Działanie przeciwko temu, co wspólnie się budowało. I wiecie co? Mam najmocniej gdzieś, co taki partner ma w głowie na pewno nie piękny umysł. Robiąc drugiej osobie wodę z mózgu krzywdzi. Szkoda, że na to Pani pisarka nie zwróciła uwagi. W zamian dodała coś zgoła innego.

Wiedziałam, że to także piękna opowieść o dojrzałości, intymności i bliskości. Przede wszystkim byłam jednak pewna, że ta historia nic mi nie zabiera.”

Przepraszam, historia o czym?! Dojrzałości? Poprawcie mnie, jeśli się mylę czy ktoś tu właśnie stwierdził, że zdrada jest przejawem DOJRZAŁOŚCI? Jest PIĘKNĄ opowieścią? Ludzie, litości! Mam nieodparte wrażenie, że Pani pomyliły się terminy „miłość” i „zdrada”. Stanowiłoby to logiczne wytłumaczenie toku rozumowania. Sytuacja wyglądała tak: Gość angażuje się w relację z inną kobietą, kłamie, łamie dane słowo, dzieli się intymnością z osobą trzecią. Jak reaguje zainteresowana? Stwierdza, że ta historia nic jej nie zabrała. Ba, nie dość, że nie zabrała to jeszcze dzięki pięknej opowieści pt. zdrada, Pani tylko zyskała. Między innymi niepowtarzalną okazję, by lepiej poznać własne „ja”. Gdzie w tym wszystkim miejsce na szacunek do samej siebie, zapytacie? Cóż, Pani Wam odpowie, że zdrada

„to nie jest brak szacunku, ale lekcja dla związku i relacji, wyzwanie i próba, która nie musi się skończyć tylko w jeden sposób. Jest wiele możliwości – to zależy od nas i naszego nastawienia.

Świat zwariował. Lekcja dla związku… Dziękuję bardzo, w takim razie idę na wagary. A potem rzucam szkołę.

Czekajcie, czekajcie, jeszcze jest słowo na niedzielę! Na końcówce Pani rzekła bowiem:

Nie uważam, żeby mój partner był moją własnością. Bardzo sobie cenię swoją wolność i daje też tę wolność mojemu partnerowi. A wolność polega na tym, że on sam dokonuje wyboru w swoim życiu, podobnie jak ja w moim. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje wybory oraz za to, jak kształtuje się nasza relacja.

Znaczy się wolny związek? Ufff… to tłumaczy absurdalność wcześniejszych wypowiedzi.

Ja jeszcze tylko przeprowadzę szybciutkie wnioskowanie. Skoro bierzemy odpowiedzialność za swoje decyzje, to tym samym jesteśmy świadomi, że będąc w związku i uprawiając seks poza nim krzywdzimy partnera. Chłop dokonał wyboru w swoim życiu wybrał inną kobietę, w miejsce (lub jak kto woli obok) Pani pisarki. A ona dalej twierdzi, że wszystko zależy od nas. I naszego nastawienia. W tym miejscu nie pozostaje nic innego, jak spuścić zasłonę milczenia.

Zdrada i co dalej?

Tak, oczywiście, że jest jakieś „dalej”. Pani pisarka podzieliła się swoimi złotymi radami, jak kryzys w związku przepracować. Trzymajcie się i skupcie, bowiem zaraz przekażę Wam wiedzę tajemną, o której nie bylibyście w stanie dowiedzieć się z jakiegokolwiek innego źródła. Przed Wami 4 punkty, zawierające unikatowe wskazówki, w jaki sposób postąpić w przypadku zdrady. Gotowi? Start!

Usiedliśmy z Tomkiem w naszym medytacyjnym ośrodku buddyjskim, wzięliśmy te cztery punkty od naszego nauczyciela, lamy Ole Nydahla, i przeszliśmy przez nie. Pierwszy punkt polegał na uświadomieniu sobie, że zachowaliśmy się niezręcznie lub egoistycznie, generując cierpienie.”

Doprawdy, zdrada przejawem egoizmu?! W dodatku jednak powoduje cierpienie? Niewiarygodne, kto by pomyślał! Bóg zapłać za buddyzm!

„Punkt drugi to decyzja, że nie będziemy więcej w życiu tego działania powtarzać, ponieważ już wiemy, że rodzi ono negatywne rezultaty.”

Oh really, zdrada rodzi negatywne rezultaty? Nigdy bym na to nie wpadła, słowo! Raz jeszcze – Bóg zapłać za buddyzm!

„Trzeci punkt to przeprosiny. Powiedzenie prostego „przepraszam” pozwala ludziom zrzucić z ramion balast i komunikować się na powrót w dojrzały sposób.”

To jest hit nad hity, brylant słowny, złota myśl. Chłop się zachował jak ostatni *** ( tu wstawiamy odpowiednio wysublimowane słowo), po czym postanowił przeprosić partnerkę. Brawa dla tego Pana! Odkrywczość Kolumba, dojrzałość Hulka. Słowem – bohaterska postawa. Prawdziwy Superman.

„Czwarty punkt to przygotowanie konstruktywnego planu, jak sytuację naprawić.

Nie chcę się czepiać, ale czy Pani właśnie zasugerowała, że sytuację zawsze należy naprawiać? Jak dla mnie punkt powinien brzmieć – zastanów się czy sytuację warto naprawiać, czy tego chcesz oraz czy widzisz w tym sens. Ale ja się nie znam i nie płynę z prądem zwanym nowoczesnym myśleniem. Jak się okazuje – nie tylko ja. Pani pisarka konstatuje bowiem:

Wokół tematu „zdrada” jest obecnie bardzo negatywna narracja, pełna agresji, nienawiści i jadu. Pytanie czy to nam jako ludziom służy czy szkodzi?”

Ja bym raczej zadała pytanie – czy zdrada ludziom służy czy szkodzi? Nad odpowiedzią nie muszę zastanawiać się nawet pół sekundy. Szkodzi, infekuje związki, czyni umysł skażonym, zatruwa miłość. W najlepszym wypadku odbija się czkawką. W najgorszym – jej toksyczność prowadzi do śmierci relacji. Jeszcze jakieś pytania? 🙂

A jednak zdradę warto wybaczyć!

W całym tym wywiadzie pojawiło się jedno, pokrzepiające zdanie, pod którym mogę się podpisać.

„Wybaczając, odzyskujesz poczucie wolności. Warto to zrobić dla siebie, aby nie hodować w swoim umyśle chwastów.”

Prawda, wybaczenie jest ważne. Wybaczyć to jednak zupełnie coś innego niż dać drugą szansę.

Można wybaczyć, przyjąć przeprosiny, nie chować urazy, jednocześnie odsuwając się od zdrajcy. Po co? Przez szacunek do samej siebie, by nie narażać się na podobne doświadczenia w przyszłości. By nie zwiększać prawdopodobieństwa ponownego przechodzenia przez tak nieprzyjemne i destrukcyjne emocje. Oczywiście ktoś powie, że w każdej relacji można doświadczyć zdrady. Prawda. Podobnie jak prawdą jest, że jeśli człowiek raz przekroczy granicę, to ryzyko, iż ponownie uda się na „wycieczkę” do innego „kraju”, żeby zobaczyć czy gdzieś indziej trawa jest bardziej zielona – wzrasta. No, chyba, że ktoś lubi życie na krawędzi – wtedy można dalej budować związek po zdradzie. Przy okazji każdego dnia zastanawiając się, czy partner przypadkiem nie podkopuje fundamentów naszej hacjendy, coby wznosić podobny dom, z inną niewiastą.

Jak głoszą porzekadła ludowe „tego kwiatu jest pół światu”. Parafrazując słowa Pani pisarki – po co więc w swoim życiowym ogrodzie poświęcać czas na pielęgnowanie relacji z kimś,  kto okazał się zwykłym chwastem?