Do przelania na papier myśli zebranych skłoniły mnie inne myśli zebrane, przelane na papier. Mianowicie książka autorstwa Katarzyny Nowak – „Dzieci rewolucji przemysłowej”. Na moim stole prezentuje się tak:

Niby książki nie powinno oceniać się po okładce, ale akurat ta ma zarówno piękną oprawę, jak i wartościowe wnętrze. Czego dotyczy? W skrócie: tragizmu losu dzieci w XIX-wiecznej Anglii, w czasach rewolucji przemysłowej. I właśnie przedstawione przez panią Katarzynę historie, skłoniły mnie do przyjrzenia się bliżej życiu nas, ludzi współczesnych, Polaków. I wiecie co? Mamy (się) super! Choć często sobie tego nie uświadamiamy. Powody do radości? Proszę bardzo!

1. Dostęp do edukacji

Pierwsza wielce uświadamiająca kwestia, poruszona w książce Katarzyny Nowak.

Dziś to, że dzieci potrafią czytać, pisać i liczyć wydaje nam się tak oczywiste jak fakt, iż Ziemia jest okrągła (choć są tacy, którzy w 21 wieku twierdzą, że jednak płaska!). Podobnie jak niespełna dwa wieku temu oczywistym było, że maluchy nie potrafią nic. Nie było szkół powszechnych, była za to powszechna bieda. I dużo dzieci w rodzinie. Zbyt dużo.

W Polandii szkoła powszechna powstała zaledwie 100 lat temu! Wcześniej dostęp do edukacji mieli nieliczni, jak się domyślacie ci najlepiej sytuowani. Niebywałe, co?

W Anglii reformę szkolnictwa, gwarantującą powszechność edukacji dla maluchów w wieku między 5 a 13 lat, przeprowadzono niewiele wcześniej – w 1870 roku.

Co dzieciaki robiły zanim edukacja stała się ogólnodostępna? Te na Wyspach Brytyjskich przykładowo, pracowały ponad siły i możliwości. Te w Polsce zresztą też.

Niby każdy się denerwuje, że w naszym kraju a to nauczyciele za mało zarabiają, a to to dzieci za dużo się uczą,  w dodatku niepotrzebnych rzeczy. Narzekamy na system oświaty, bo faktycznie jest niedoskonały (mocno!). Zresztą, oddajmy cesarzowi co cesarskie – ja w kwestii marudzenia nie pozostaję wyjątkiem 😉 .  Mimo tego, jaki by ten system edukacji nie był – cieszmy się, że jest! I to dla każdego.

2. Dostęp do bieżącej wody

„Dzieci rewolucji przemysłowej” uświadamiają również, że jeszcze niedawno, niecałe 150 lat temu, odkręcenie kranu i umycie rąk przed posiłkiem, czy też zrobienie sobie herbaty, to były luksusy. Zarezerwowane dla elit, kast najwyższych z najwyższych.

Ba, i dziś, w XXI wieku, w wielu krajach dostęp do bieżącej wody jest na miarę złota. Pamiętam, jak w czasach wzmożonych podróży, znaczy się gdy nie miałam ani męża, ani tym bardziej dziecka, wespół z moją koleżanką o podobnym statusie społecznym, przemierzałyśmy północną Italię. Napotkałyśmy tam Szweda, który poza tym, że miał na sobie grubą skórę, czyli odzież motocyklową, gruboskórny wcale nie był. Wprost przeciwnie – człowiek trudnił się wspaniałą profesją, wymagającą sporej empatii. Dbał o poprawę warunków pracy w afrykańskich fabrykach.

Pokazując nam zdjęcia z „delegacji”, zatrzymał się przy jednym na dłuższą chwilę. Niby nic, dwójka małych dzieci, trzymających butelkę wody mineralnej. Dopiero historia stojąca za zdjęciem, powodowała, iż człowiek zaczynał zupełnie inaczej patrzeć na fotografię. Otóż okazało się, że butelka wody należała do owego Szweda. Podarował ją dwójce maluchów po tym, jak przez kilkaset metrów biegły za nim z okrzykami „aqua, aqua”. Zwyczajnie chciało im się pić, a nie miały jak zaspokoić swojego pragnienia. A jakie Ty masz pragnienia?

3. Beztroskie dzieciństwo Twoje i Twoich dzieci

Co widzisz, słysząc hasło „wspomnienie z dzieciństwa”? Przed oczyma tych, którzy tak jak ja wychowali się w domach z betonu, zapewne wyłania się obraz  radosnej gromady rówieśników, zwisających z… trzepaków. Mnie ze szczenięcymi latami kojarzą się również kwiaty! Romantyczne dziewczynki, takie jak ja :D, zajmowały się bowiem tworzeniem swoich podziemnych miniogródków, noszących miano widoczków. Prezentowało się to tak:

Tak, płatki kwiatów były przykryte kawałkiem szkła. Już widzę te wszystkie zatroskane, współczesne mamy, które drżą na samą myśli, że ich dziecko mogłoby biegać po podwórku z tak ostrym przedmiotem, szukając odpowiedniego miejsca by je… zakopać 😉 .

Niemniej jedno łączy dzieciństwa nasze i naszych latorośli – poczucie beztroski. Radość, wolność, niczym nieskrępowana kreatywność.

Dziś nikt nie wyobraża sobie, by np. nauczyciel uderzył dziecko. Napiętnujemy (i słusznie!) tych z nas, którzy względem najmłodszych stosują metody wychowawcze spod znaku klapsa. Uważamy, że dzieci są z natury dobre. A jeszcze w XIX wieku panowało przekonanie, iż latorośle należy uczyć ciężkiej pracy oraz posłuszeństwa, bowiem są z natury swej złe! Dlatego stosowano wobec nich przemoc. Maluchy były bite w miejscach pracy, przez obcych dorosłych.  Dużo i często. Do utraty sił i tchu. Dzieci nie miały żadnych praw. Absolutnie żadnych. O tym też dowiedziałam się z książki Pani Katarzyny.

Śledząc opisane przez nią historie, w pierwszej chwili złapałam się na myśleniu: hola, hola, a Karta Praw Dziecka? Tyle tylko, że ta została uchwalona zaledwie 30 lat temu! Nie do wiary, niemożliwe? To wyobraźcie sobie, iż instytucja rzecznika praw dziecka jest jeszcze świeższa. Pierwszego na świecie ustanowili Norwegowie w 1981 roku!

Dzięki tym przemianom głos najmłodszych obywateli świata nigdy wcześniej nie znaczył tak wiele jak dziś. Zamiast więc wytykać sobie błędy, że mleko modyfikowane to zło wcielone, a długie karmienie piersią jest niesmaczne, cieszmy się! Z pięknych wspomnień dzieciństwa i z tego, że jeszcze piękniejsze możemy zapewnić naszym dzieciom!

Bezpieczne miejsce pracy

Polacy są rzekomo narodem, który pracuje zbyt wiele, a zarabia zbyt mało. O tym, że Polska to nie jest kraj dla biednych ludzi już Wam donosiłam, i zdania swego nie zmieniam. Niemniej, ważna uwaga: nawet jeśli ktoś roboli w korpo 10 godzin na dobę i tak jest szczęściarzem! 150 lat temu te same 10 godzin pracowały DZIECI. I to tylko dlatego, że czas ich pracy został prawnie ograniczony. Wcześniej roboliły do upadłego – w fabrykach, w kopalniach, czyszcząc kominy.

A dorośli? Harowali, aż majster czy inny pan i władca, nie pozwolił odejść  od stanowiska. Harowali bez przerw na papieroska, siusiu czy kawkę. Za stawkę tak marną, iż nie byli w stanie wyżywić rodziny.

Bezpieczeństwo i higiena pracy? Prawa pracownika? Zakaz zwolnienia bez przyczyny, z dnia na dzień? Gdyby istniał wehikuł czasu i ktoś tymi hasłami podzieliłby się z mieszkańcem fabrycznej Łodzi sprzed 100 lat, to zostałby wsadzony w kaftan bezpieczeństwa i wywieziony w jakieś odludne miejsce. W najlepszym wypadku.

Więc mówisz, że musiałeś dziś zostać w biurze po godzinach i właśnie robisz sobie czwartą kawę?

Masz pełną lodówkę. I pięć posiłków dziennie

Jemy zdrowo, a przynajmniej mówi nam się, że powinniśmy. Pamiętacie taką piosenkę-kompilację z Krzysztofem Ibiszem w roli głównej?

Nawet jeśli Krzyś nie przekonuje Cię do zmiany planu żywieniowego, ba, nawet jeśli Twoja lodówka akurat świeci pustkami, to pewnie jesteś w stanie zmodyfikować dietę, a chłodziarkę zapełnić.

Tymczasem są na świecie ludzie, którzy nie dość, że coś takiego jak lodówka znają tylko ze słyszenia (w najlepszym wypadku widzieli zdjęcie na billboardzie), to w dodatku nie jest im ona do niczego potrzebna. Bo pozostawałaby niepodłączona do prądu. Zawsze pusta. Wiecie, że zgodnie z danymi Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (długa nazwa, też tak sądzę) 870 milionów ludzi na świecie cierpi z powodu głodu? A dwa miliardy jest niedożywionych! Postaraj się o tym pamiętać, zanim następnym razem będziesz marudzić, że trzeci raz w tym tygodniu jesz pomidorówkę na obiad.

Ciasne, ale własne cztery kąty

Masz kredyt na mieszkanie? Przeraża Cię perspektywa spłacania rat przez najbliższych 20-30 lat?
A może wprost przeciwnie – marzysz, by mieć w końcu stałą pracę i możliwość zapożyczenia się, celem kupienia własnego lokum? Wynajmowanie pokoju w mieszkaniu studenckim wpływa drażniąco na Twoje skołatane nerwy? Rozumiem, też byłam w tym miejscu.

Mimo tego, jeśli w zajmowanym przez Ciebie gniazdku łazienka znajduje się w promieniu 10 metrów, kuchnia jest w podobnej odległości, a Ty śpisz w łóżku sam/ z partnerem to… naprawdę masz się z czego cieszyć!

Na świecie jest bowiem około 150 milionów ludzi (!) bezdomnych. Dużo i niedużo, w każdym razie stanowią 2% ziemskiej populacji. Za to około 1.6 miliarda, tak tak, MILIARDA ludzi cierpi na brak odpowiednich warunków mieszkaniowych. I nie, nie chodzi o to, że mają dwójkę dzieci, stacjonując w zaledwie 60 metrowym mieszkaniu, a więc nie mogą sobie pozwolić na kolejną latorośl, jak kiedyś wyznała pewna polska wokalistka. Chodzi o to, że ludzie nie mają łóżek. Łazienek. Kuchni. Prądu. Murowanych ścian i dachu z blachy nad głową. Żyją w slumsach. W przyczepach. W szałasach.

Kiedyś po internetach krążył taki oto mem, zdaje się z gatunku „true story”:

Dlatego na pytanie: „co u Ciebie?”, skończmy odpowiadać: „a po staremu/ stara bieda/ jakoś leci”. Zacznijmy mówić: „jest dobrze!”. I cieszmy się tym co mamy, po prostu.

Podoba Ci ten wpis? Zgadzasz się z moimi r(el)acjami? Śmiało, częstuj się i posyłaj w świat!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o